kurz na książkach

poranek w bibliotece. wszystkie okna uparcie otwarte już piąty dzień, pogoda za oknami zimowa, zgrabiałe palce stukają w klawiaturę, co chwilę ogrzewając się na kubku z herbatą. G. miała nam wszystkim wydziergać specjalne rękawiczki-ocieplacze, ale coś jej nie wyszło. chyba na przyszły rok sama sobie takie zrobię.  cieszę się tylko, że nie zabrałam do domu swetra, co miałam w planach już parę tygodni temu, gdyż myślałam, że zima się skończyła…

rano też trzeba zejść na dół i włączyć doktorantom grzejniki. przy okazji ‚podglądam’ ich biurka i książki. próbuję zgadnąć, na jakie tematy piszą swoje prace. jest jedno biurko zarzucone gombrowiczem. drugie literaturą bałkańską i pracami nad gender studies. jeszcze inne książkami folklorystycznymi, studiami socjologicznymi terenów rolniczych w różnych wschodnich krajach, i książkami dotyczącymi roli kobiety w społecznościach agrokulturalnych. rok temu było jedno obklejone całe fiszkami pełnymi notatek i porad ‚jak zabrać się do pisania pracy doktorskiej’. nie wiem jednak, czy chłopak wyszedł poza stadium przygotowań, gdyż nigdy żadne książki się na tym biurku nie pojawiły, a w tym roku jest ono już zajęte przez innego studenta.

jak jestem na dole, korzystam z okazji i zachodzę do naszych archiwów. gdy tylko zaczęłam tu pracować potrafiłam nieraz w tych pokojach spędzić i godzinę. dotykać książki pamiętające jeszcze średnie wieki, dzieła renesansowe, opisy dziewiętnastowiecznych podróży po rosji, lub wczesne wydanie mickiewicza. dzienniki, listy i notatki. albumy ze zdjęciami rosyjskich książniczek. czasami ktoś przychodzi coś z tego przeczytać, siedzą wtedy przy specjalnym biurku,  naprzeciwko mnie, a ja mam za zadanie ich pilnować, żeby przypadkiem nie zaczęli czegoś w nich podkreślać długopisem lub, nie daj boże, nie wyciągneli termosu z herbatą. ale na ogół są grzeczni, piją tylko wodę, czytają i robią notatki, czasami zdjęcia. są to albo starsi panowie, którzy szukają czegoś o swoich przodkach, albo młodzi naukowcy, dzielnie przychodzący dzień w dzień, studiujący czyjeś pisma kartka po kartce. czasami ktoś przyjedzie z dalekiego miasta, lub z innego kraju. przez jeden semestr była u nas dziewczyna z turcji, pięknie mówiąca po polsku, pisząca pracę doktorską o stosunkach warszawy z turcją w jakimś tam wieku, chyba nie tak całkiem dawnym.

rano w bibliotece nie ma prawie nikogo, przychodzą tylko najbardziej pilni studenci, albo ci, którzy całą noc pisali pracę, i teraz przybiegli ją wydrukować. czasami wpadają do mnie po pomoc, gdy drukarka odmówi współpracy. czasami źli na rzeczy martwe, czasami z zaczerwienionymi oczami bliscy płaczu, a raz z atakiem histerii.

mimo to im zazdroszczę.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s