chleb

niedziela rano. poranna cisza w domu. niedzielna cisza na ulicy. bezszmer. od czasu do czasu słychać tylko pociągi na stacji nieopodal. w zwykłe dni ich nie usłyszysz, ich odgłos miesza się z hałasem ulicy, tętnem domu. ale kiedy jeszcze wszyscy śpią, odsypiają sobotnie imprezy, albo tydzień porannego wstawania, odgłos pociągów dochodzi i tutaj.

w domu rozchodzi się zapach drożdży. podkręcam ogrzewanie, żeby miały ciepło i ładnie wyrosły. wspominam chleb z dzieciństwa. wspominam jak kupowałam w wakacje dwukilogramowe bochenki ciepłego jeszcze chleba. żeby taki dostać trzeba było pójść do sklepu wystarczająco wcześnie, a czasami wręcz poczekać, aż przywiozą z piekarni. wspominam babcię, jak zawsze odkrajała mi piętkę i smarowała masłem. a do tego pomidor z babcinego ogródka. cóż więcej potrzeba?

rozgrzewam więc piekarnik, i próbuję przywołać smaki dzieciństwa.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s