administracja budynkiem

a raczej jego czterema piętrami,  na ogół nie jest pracą trudną. wymaga zdolności negocjacyjnych jak okna utkną otwarte bądź zamknięte, ale poza tym jest spokój, szum komputerów, stukot klawiatur, szmer silniczków okiennych (muzyka dla moich uszu!), herbatka, książeczki, i o piątej do domu.

ale bywają też tygodnie takie, jak ten:

poniedziałek

wszystkie trzy kopiarki odmówiły współpracy. każda z innego powodu. jednej zacina się papier, druga brudzi, a trzecia w ogóle nie działa. po godzinnej walce poddaję się, i nie pozostaje mi nic innego jak czekać na panów z serwisu. ci najbardziej pilni studenci mogą sobie pokopiować na tej, co robi smugi. o.

popołudniu popsuły się drzwi. takie szklane, trzymetrowe, popsuł się zawias, i tak teraz wiszą trochę niebezpiecznie. drzwi te psują się mniej więcej raz na rok. i wszystko się zgadza, ostatni raz popsuły się rok temu. nic wielkiego, gdyby nie to, że połowa pracowników biblioteki nie omieszkała mnie o tym powiadomić. „widziałaś drzwi na pierwszym piętrze? to wygląda bardzo niebezpiecznie”, „och, nie wiem czy już ci ktoś powiedział, ale drzwi na pierwszym piętrze…”, „jestem pewna, że sama zauważyłaś, ale jakby co to drzwi na pierwszym piętrze…”, „coś się stało z drzwiami na pierwszym piętrze, widziałaś?”, „słyszłaś, coś się stało z drzwiami na pierwszymi pietrze?”. no. widziałam. i słyszałam. niejeden raz nawet.

i gdy już wychodzę do domu, i na zegarze jest piąta zero jeden, ja stoję ubrana i gotowa – telefon. coś we mnie krzyczy, żeby nie odbierać, ale ja mimo to podnoszę słuchawkę. co tam? zapchana toaleta. miejmy nadzieję, że nie telefonem komórkowym, jak się przytafiło poprzedniej jesieni, kiedy przez telefon komórkowy, który utknął w rurach, nie można było korzystać z toalet w całym budynku, bo wszystko wypływało u nas na pierwszym piętrze. ale mina hydraulika, który znalazł telefon była bezcenna.

wtorek

przyszedł pan naprawić kopiarkę. jedną. zgłosiłam trzy? no, przykro mu bardzo, ale niestety on został wysłany do jednej. do reszty pewnie ktoś inny przyjdzie, a jak nie to pewnie jego wyślą. jutro. hm. w tym musi być jakaś logika, powtarzam sobie.

robię obchód budynku bardzo dokładny. mówię sobie, że już niewiele może się wydarzyć, ale przeciek gdzieś jest gwarantowany. panikuję, gdy widzę plamy na dywanie, ale tym razem to chyba kawa. lub herbata. pewnie któryś z chłopaków niósł sobie herbatę z kuchni. na wszelki wypadek oglądam ściany bardzo dokładnie, w końcu to ulubione miejsce na przecieki. rok temu coś ciekło tu przez miesiąc, i nikt nie wiedział co. aż w końcu przestało.

środa

przyszedł pan naprawić drugą kopiarkę. tak, tylko drugą. do trzeciej może ktoś inny przyjedzie jeszcze dziś, a jak nie, to on przyjedzie jutro. nie zadaję więcej pytań.

popsuła nam się „ruchoma półka”. nie rusza się. mam do wyboru zgłoszenie tego, czekanie tydzień, aż ktoś przyjedzie i wystawi nam rachunek, albo chwycenie za śrubokręt i samodzielną naprawę. chwytam za śrubokręt. nie pierwszy to raz, kiedy będę pokrętło rozbierać na części pierwsze. robię to dosyć regularnie, tak raz w miesiącu. mam pełną szufladę śrubokrętów, nakrętek i uszczelek.

czwartek

wszystkie kopiarki działają. nad głową szumią mi silniczki okien.

robię obchód.

plama na podłodze w piwnicy. hm. pewnie coś się pani sprzątającej wylało. ale tu? między półkami, gdzie nie ma kawałka podłogi do zmycia tylko same dywany? po drodze do nikąd? i słyszę: kap. kap. spoglądam w górę. plama na suficie.

ps. o silniczkach do okien piszę więcej tu.

Advertisements

One thought on “administracja budynkiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s