irlandzka iris

długi weekend. za oknem deszcz. poza czytaniem biografii virginii woolf, zabrałam się za pieczenie:

i za czytanie iris murdoch:

iris murdoch urodziła się w dublinie i zawsze o sobie mówiła, że jest pochodzenia irlandzkiego. co prawda będąc w irlandii czuła się też obco, jako że większość życia spędziła w anglii. nie zmienia to jednak faktu, że irlandką się czuła i dosyć często w swoich powieściach ‚obsadzała’ irlandczyków.

the red and the green jest ostatnią książką iris z tak zwanego okresu romantycznego, chociaż moim zdaniem różni się od innych książek autorki, nie tylko z tego okresu, ale chyba w całej jej twórczości. po pierwsze akcja książki ma miejsce niemalże całkowicie w irlandii, a po drugie iris przenosi nas w przeszłość, do wielkanocy roku 1916, kiedy to ma miejsce powstanie wielkanocne.

ale nie o wielką historię tutaj chodzi, albo może nie przede wszystkim. murdoch pokazuje nam, jak to ona doskonale potrafi, losy  jednej anglo-irlandzkiej rodziny. przedstawia nam powoli bohaterów, jednego po drugim, obnażając przy tym ich własne słabości i fałszywe poglądy o innych i o sobie. tak to już jest, że ja widzę niekoniecznie to samo, co druga osoba, a już najbardziej mylnie postrzegamy samych siebie. nikt nie potrafi tego lepiej pokazać niż iris murdoch.

i nikt nie potrafi lepiej rozwijać wydarzeń w powieści niż ona! w pewnym momencie nabiera ona takiego tempa, że po prostu nie można książki odłożyć na bok, a przecież nie czytamy kryminału, czy powieści sensacyjnej. i mimo że wiemy, że powieść nas jakoś zaskoczy, bo iris pisała bardzo klasycznie, przedstawiając bohaterów, chłodno pokazując o co chodzi, następnie powoli doprowadzając do katastrofy, po której następowało zakończenie, oczyszczenie atmosfery, to nigdy nie można zgadnąć, co dokładnie się stanie. i to wszystko napisane w fantastyczny sposób, na miarę dostojewskiego lub manna. można by murdoch wręcz nazwać siostrą szkespira.

wracając do wątku historycznego powieści, to nie jest on absolutnie opuszczony, bo przecież tu o to powstanie chodzi, jak sam tytuł wskazuje: czerwone i zielone, czyli brytyjskie i irlandzkie. w powieści też poznajemy całe zaplecze ruchu dążącego do powstania, które, podobnie jak warszawskie, było skazane na upadek, ale obudziło ducha niepodległościowego w narodzie irlandzkim. trochę mi to też uświadomiło jak mało znam historii innych narodów, chociaż daty z polskiej mogę deklamować o każdej porze dnia i nocy. ale jeśli chodzi o historię powszechną, i o naród, który nie grał głównej roli na deskach historii, to już z moją wiedzą jest bardzo kiepsko. czy więc mogę się oburzać, kiedy opowiadam obcokrajowcowi historię polski, że nie wiedział, że polska była pod rozbiorami przez cały wiek xix i dopiero po pierwszej wojnie światowej odzyskała niepodległość?

swoją drogą bardzo podoba mi się jak iris murdoch to wszystko opisuje. nigdy nie poucza, mimo że wiele jest w jej książkach o o religijności i moralności, odpowiedzialności za swoje czyny, za drugiego człowieka – nie jest to przecież nigdy ciężkie, tylko przeplata się między stronicami książek, między wierszami, w wypowiedziach bohaterów, i ich czynach. podoba mi się jej wyrafinowany język, zmuszający czytelnika do uwagi. porównania takie jak to: „lotus-like he floated, sufficient to himself, upon his own felicity” – jedno z wielu, których nie miałam czasu podkreślić, lub ochoty, gdyż wolałam pędzić za następnym zdaniem niż wyjmować z torby ołówek…

i jak to już kiedyś mówiłam, iris murdoch szanuje swojego czytelnika, i mimo że chce żeby jej powieści były czytane przez wszystkich, nie wykonuje za odbiorcę jego pracy: myślenia.

 

Reklamy

9 thoughts on “irlandzka iris

  1. moja mama była jej wielka admiratorką i miała w domu wiele jej powieści, które niedawno przywiozłam do siebie i będe czytać. Znam tylko Dzwon, bardzo mi się podobał. Widziałam też film o ostatnich latach jej życia, wzruszajacy i wstrząsający

    Lubię to

  2. Po obejrzeniu TAKIEGO zdjęcia muszę przyspieszyć śniadanie;(
    Przeglądając kiedyś tytuły Murdoch i krótkie opisy pomyślałam, że The Red and The Green zdecydowanie sobie daruję ze względu na tematykę historyczną – niezbyt przeze mnie lubianą. Wątki religijne też mnie odstraszają;)
    Na podstawie nielicznych jej książek, które znam, też zauważyłam, że owszem porusza kwestie moralności, ale nie poucza. To b. cenne. Podobnie jak niewykładanie wszystkiego na ławę;)

    Lubię to

    1. tak, niewykładanie wszystkiego na ławę też sobie bardzo cenię!
      jeśli chodzi o the red and the green, to ani historyczność ani religijność tutaj nie przygniata. myślę, że w przypadku tej książki mówi się o niej jako poruszającej wątki religijne, jako że jeden z bohaterów jest niedoszłym księdzem i irlandzkość łączy się z katolicyzmem, ale nie jest to jej jedyna książka, która akcentuje wątki religijne.

      Lubię to

    1. ale Ty sobie bardzo dobrze radzisz czytając moje stare wpisy! a poza tym ja byłam chora, a przez ostatnie dwa dni zajęta włoskim i teatrem, więc cierpliwości!

      Lubię to

  3. A skad wiesz ze czytam stare wpisy? Czys Ty sobie jakas czujke zainstalowala, podstepna kobieto? Ja tu caly czas zagladam z nadzieja ze mi nawalil serwis emailowy i ze bezszmernie pojawil sie nowy wpis! o! :)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s