eksperymenty czytelnicze

w piątek zaufałam porannemu słońcu i wyjęłam parasolkę z torebki. zupełnie niepotrzebnie, bo zanim dojechałam do pracy zaczęło padać, a wieczór zafundował nam porządną ulewę.

jednak w sobotę w południe nagle padać przestało. i od 36 godzin mamy bezchmurne niebo.

niedzielę spędziłam więc spacerując po hampstead heath i wylegując się pod dębem w pobliżu wody. park był pełen ludzi: piknikujących, opalających się, spacerujących z dziećmi i psami. ziemia pachniała, a cały zgiełk miasta był z dala od nas.

przed wejściem do parku zaszłam do daunt’s books poszperać w przewodnikach po włoszech. daunt’s jest księgarnia podróżniczą i poza zwykłym działem literatury i sporym działem dla dzieci ma szereg regałów z literaturą przewodnikową i podróżniczą, jak i również można tam znaleźć pisarzy z danego kraju lub inne książki z akcją tam się rozgrywającą. w dziale włoskim znalazłam na przykład rachel cusk, która tak za mną od dłuższego czasu chodzi i której bałam się spróbować. ale, że książka o włoszech, w nietypowy sposób opisująca trzy miesięczne wakacje, o czym pisze w gazecie wyborczej grzegorz wysocki, to pomyślałam, że chyba czas się odważyć. dla pewności przeczytałam pierwszą stronę, czy styl zjadliwy, i zakupiłam the last supper, wydaną również po polsku (ostatnia wieczerza, wydawnictwo literackie). jak mi się spodoba sięgnę może po arlington park?

pod drzewem czytałam coetzee, youth, wydane też w znaku (młodość). to moje drugie podejście do autora, chyba bardziej udane. mimo że nie przepadam za oszczędnym stylem, tu mi się on podoba, bardzo pasuje do wymowy utworu. poza tym trzeba też się otwierać na nowe rzeczy, a nóż widelec się coś polubi? tak jak przemogłam się i przeczytałam rzeźnię nr 5 vonneguta, i byłam wręcz zachwycona.

idąc więc za ciosem sięgnęłam po literaturę dziecięcą. o tyle to jest prostsze, że czcionka duża i można przeczytać w parę godzin. czytam więc matyldę roalda dahla i czuję się jakbym znowu była małą dziewczynką! książka jest napisana i mądrze i z humorem, przez pierwsze dwie strony śmiałam się przy każdym zdaniu (dahl z pewnością wiedział jak wciągnąć dziecko do lektury). a do tego są obrazki!

i chyba mam trochę szczęścia do powieści z humorem, bo właśnie jestem po lekturze muriel spark a far cry from kensington, przy której co i raz się zaśmiewałam. spark bardzo fajnie pisze, i mimo że też jej styl jest dosyć oszczędny, nie ma takich opisów jak na przykład u iris murdoch, to bardzo przypadła mi do gustu. pisze inteligentnie, co jest dla mnie bardzo ważne, a zarazem nie jest przeintelektualizowana. to bardzo cenne, bo książkę spark można przeczytać w jeden wieczór, poprawić sobie humor, a jednocześnie nie czuje się, że był to czas zmarnowany.

 

Advertisements

6 thoughts on “eksperymenty czytelnicze

  1. Pogoda na Mazowszu podobna;) Eksperymenty b. ciekawe. Rzeźnię czytałam w klasie maturalnej i z braku jakichkolwiek informacji (era przedinternetowa;) na jej temat – oprócz tego, że trzeba ją znać – była dla mnie dużym zaskoczeniem. Ale w Kurcie V. zadurzyłam się i czytałam, co mogłam;)
    Całkowicie zgadzam się z Tobą co do Spark – niezły mix humoru i inteligencji;) Matyldę znam tylko z filmu, ale może zakupię dla moich siostrzenic? Ostatnio przeczytałam dla własnej przyjemności Pchłę Szachrajkę – nadal bawi.
    Z koleżanką naią mamy do Ciebie prośbę: wiem, że czytasz biografię Woolf i może za jakiś czas mogłabyś rozwiać nasze wątpliwości (patrz post i komentarze do niego: http://literackie-skarby.blogspot.com/2011/06/sia-zudzen-i-gorycz-przebudzenia.html) odnośnie znajomości z K. Mansfield. Lubiły się czy nie lubiły? Bardzo nas zainteresował ten wątek;) Będziemy zobowiązane za pomoc;)

    Lubię to

    1. tak, kup matyldę swoim siostrzenicom, koniecznie! jest naprawdę świetna! i zachęca do czytania ;)
      widzę, że mam dodatkową motywację, żeby dalej ruszyć z biografią woolf – ostatnio tak trochę zwolniłam tempo czytania. ale myślę, że woolf potrafiła być bardzo krytyczna w stosunku do wielu osób, co nie oznacza, że ich nie szanowała, czy że się z nimi nie przyjaźniła. do momentu znajomość z katherine mansfield jeszcze nie doszłam, aczkolwiek myślę, że ten artykuł, który zalinkowałaś na blogu naii, najlepiej to ujmuje. wygląda mi to na typową virginię, jaką ją przedstawia hermione lee, krytyczną i wymagającą w przyjaźni, a jednocześnie potrafiącą docenić przeciwnika.

      Lubię to

  2. Tak, krytyczne podejście nie oznacza braku szacunku;) Poza tym nie wiemy, co VW znajomym MÓWIŁA, ci przecież do jej dziennika nie zaglądali i raczej nie mogli się przekonać, co naprawdę myśli;)
    Czekamy zatem na dalsze informacje, ale spokojnie, pośpiechu nie ma. Musze obadać, co Lee napisała o znajomości Wharton z Jamesem, to też ciekawe.
    A za Matyldą zaczynam się rozglądać;)

    Lubię to

  3. Mlodosc jakos mi srednio na wakacyjna lekture pasuje, raczej do czytania pod biurkiem w pracy sie bardziej nadaje;) Chociaz skutki uboczne takiego czytania moga byc niebezpieczne, bo ksiazka wzbudza przede wszystkim chec ucieczki przed rutyna. Ale pst,więcej nic nie powiem bo za mocno zaspoileruje.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s