małe porcje

jestem długodystansowcem. w każdym znaczeniu tego słowa, w niemalże w każdej dziedzinie. od zawsze używam tych samych perfum, kupuję ubrania w tych samych sklepach i nowe zawsze przypominają te, które już leżą w szafie. a tak w ogóle to najchętniej chodzę w jednej spónicy, dopóty materiał się nie przetrze. lubię jak coś trwa. w poprzednim wcieleniu na pewno nie byłam jętką, a raczej jakimś żółwiem z galapagos.

uwielbiam też duże porcje. i nie chodzi mi tylko o ciasto lub makaron. uwielbiam duże porcje słów, przede wszystkim. niech są ze mną jak najdłużej, niech jak najdłużej się toczą. raczej nie interesują mnie w książkach intrygi, tajemnice, suspensy, budowanie napięcia, nieoczekiwane zwroty akcji, niespodziewane zakończenia. to słowa mnie do nich przyciągają. tarzam się w nich jak dzieciak w śniegu. zanurzam, aż stracę oddech.

nie to, żebym powoli czytała, chociaż czasami specjalnie spowalniam. lubię po prostu jak książka ma 600 stron. albo najlepiej dwa tomy. siedmiotomowy Proust to mój ideał. aż tu nagle przytrafia się taka Alice Munro. nęci panosząc się na księgarnianych półkach. dać szansę? po przeczytaniu wstępu autorstwa Franzena miałam raczej ochotę rzucić się na jego książki, ale jak się już na nie rzuciłam, to mi chwilowo przeszło. i tak leżała sobie Munro na mojej półce przez ponad rok, aż w końcu pewnego wieczora stwierdziłam, że  spróbuję, przecież nie gryzie.

Munro na pierwszy rzut oka jest wszystkim, co mi obojętne: krótkością, napięciem, nieoczekiwanym zwrotem ‚akcji’. a teraz brak mi słów. czytam jej opowiadania z ogromną przyjemnością, dozuję je sobie, po jednym dziennie, i są to najmilsze chwile mojego dnia. Munro jest jak niewidoczny wir w spokojnej rzece. płyniesz sobie nieświadom zagrożenia, a tu nagle coś cię wciąga. mąci, ale mąci wspaniale.

po prostu nie mogę się oderwać.

 

 

 

ps. dla zainteresowanych wywiad z Alice Munro w Paris Review of Books.

Advertisements

12 thoughts on “małe porcje

  1. Koleżanka spod znaku Koziorożca? Bo wiele cech wspólnych zauważam.;)
    Munro lubię ogromnie, dziwne, że tak późno do nas dotarła. Na szczęście opóźnienie jest nadrabiane.;)

    Lubię to

  2. mnie w sumie nie dziwi, że dopiero zaczęto ją tłumaczyć – raczej cieszy, że się udało wydać trzy tomy jej opowiadań w tak krótkim czasie. bo jest przecież tyle rzeczy jeszcze nie przetłumaczonych – ja osobiście ubolewam nad Lorrie Moore i Lydią Davis. a i Penelope Fitzgerald też przecież nie tłumaczona. z drugiej strony – tyle jeszcze odkryć czeka polskich czytelników! ;)

    Lubię to

    1. Lorrie Moore nawet są jedną sprawiłam (Anagramy), co do P. Fitzgerald straciłam nadzieję na przekład. Gdyby jeszcze żyła, to może…

      Lubię to

  3. Alice Munro \o/ Ja akurat lubię i literaturę kanadyjską i opowiadania jako formę, ale Munro jest po prostu niezwykła w każdej kategorii. Niestety, przeczytałam już wszystko, więc teraz przede mną tylko rereading. Na który też się cieszę, ale to troszkę co innego, nie to samo zachłyśnięcie.

    (Za to kolekcja jej książek pięknie się prezentuje na półce :))

    Lubię to

    1. Ja właściwie się cieszę, że dopiero niedawno odkryłam Munro, bo przede mną jeszcze wiele przyjemności!

      Skrupulatnie zbieram jej książki, bo na pewno będę do nich wracać i masz rację, prezentują się pysznie! :)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s