trudne pierwsze spotkania

z pewnym autorami, tak jak z ludźmi, źle się na początku układa. i tak jak ze wszystkim, jednym warto dać drugą szansę, a nawet trzecią, drugim nie. jedni dopiero za drugim spotkaniem zachwycą, a może nawet dopiero za trzecim. a drudzy rozczarują, za kuszącą fasadą ukaże się nam tylko pustka, albo nieciekawy blichtr.

czasami ciężko powiedzieć, co powoduje, że niektórym dajemy tę drugą szansę, a niektórym nie.

najpierw chwyciłam niefortunnie (niefortunnie dla mnie) za the end of the affair, kto wie, na co licząc. na coś lekkiego pewnie. chwyciłam i zarzuciłam po kilkunastu stronach, z myślą „i czym tu się zachwycać?”. po kilku miesiącach wróciłam do lektury, mówiąc sobie, że przecież w tym Greenie coś musi być. tym razem poszło mi nieco lepiej, bo doszłam do stron dobrych kilkudziesięciu. jednak to, co czytałam nie pasowało mi do wizji Greena jako autora szpiegowskich thrillerów, nawet jeśli miałyby one być podszyte głębszymi refleksjami o naturze ludzkiej. jak na mój gust stanowczo za dużo było tu tych refleksji, a egoizm bohatera godnego Ayn Rand był dla mnie po prostu niestrawny.

i kto wie jak dalej potoczyłaby się ta znajomość, gdyby nie nagły zryw, żeby przeczytać sobie coś z argentyną w tle. wciągnęło mnie od pierwszych stron, być może dzięki temu, że tutaj autor nie ujawnił antypatyczności swojego bohatera zaraz na samym początku. tę antypatyczność się tu jednak trochę dłużej odkrywa. a jak już się ukaże oczom czytelnika w całej okazałości, to jest za późno, już nie da rady lektury rzucić. gdyż czytelnik w książkę wsiąkł, niepostrzeżenie. zasługa to również humoru Greena, co uczyniło lekturę jeszcze przyjemniejszą.

warto było dać Greenowi jeszcze jedną szansę. teraz na pewno wrócę do the end of the affair, bo już wiem, że to, co poczytwałam za słabość powieści, jest jej siłą. i że im dalej zapuścić się w stronice książki, tym przyjemność czytania większa.

Reklamy

2 thoughts on “trudne pierwsze spotkania

  1. Graham Greene. Ja widać nie wyszłam poza fazę trudności, ponieważ po dwóch przeczytanych powieściach nadal nie rozumiem jego wysokiej pozycji w literaturze. To znaczy rozumiem, że mądrzejsi ode mnie dostrzegli w jego prozie to „coś” (a pewnie i cały szereg doskonałych „cosiów”), ale dla mnie to tylko sprawnie napisane, psychologicznie pogłębione powieści, które zupełnie mnie nie porwały. I gryzie mnie to czasem. To znaczy nie to, że jest ceniony, tylko że tracę coś ważnego ;)

    Polubienie

    1. mnie właśnie ta psychologia tak zachwyciła, ale może dlatego, że wcześniej nie czytałam wielu powieści psychologicznych i chyba po prostu Greenem wypełniam sobie tę lukę :)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s