nowy sezon

nadszedł sezon na długie szale i czerwone nosy. sezon na cebule, pokrojone w plasterki, posypane cukrem i ‚duszące się’ na grzejniku. sezon na cebule chodzące po ulicach, bo od teraz nie tylko ogry mają warstwy.

nadszedł sezon opatulania się w kołdry i koce, wyciągnęłam więc zimową kołdrę z pawlacza i wypełniłam termofor gorącą wodą. sezon spania ‚na naleśnika’, najlepszy sposób na utrzymanie ciepła w nocy, zapewniający szczelność z każdej strony, którego jedyna trudność polega na tym, że oddychanie musi odbywać sie przez czubek głowy.

nadszedł sezon kupowania hurtowych ilości cytryn i krojenia ich w grube plasterki. sezon, w którym butelki soków malinowych opróżniane są w zawrotnym tempie. i też w ilościach hurtowych. sezon na herbatę z wkładką. i na wkładkę bez herbaty. sezon na gulasze i mięsiwa. na obrastanie w tłuszczyk. bo od teraz jesteśmy na podobieństwo fok wylegujących się na plażach, z tą jedynie różnicą, że my wylegujemy się w łóżkach (nie przyjmując do wiadomości, że odrobina ruchu zapewniłaby nam również odrobinę ciepła. i kto wie, może ta odrobina starczyłaby nam na odrobinę dłużej).

nadszedł też sezon na grube książki, odpowiednie do grubości kołdry, skarpetek, swetrów i masy tłuszczowej. sezon na opasłe tomiska, tłuste w fakty i daty, pływające po stronicach jak oka w porządnym rosole. bo książki, co moją po dwieście stron, są dobre tylko na upały. na deszcz walący w szyby potrzebne jest co najmniej pół tysiąca stron w twardej oprawie. nadszedł więc sezon na te wszystkie listy i biografie, co piętrzą mi się na półce obok łóżka.

nadeszła po prostu moja ulubiona pora roku. jesień.

Advertisements

9 thoughts on “nowy sezon

  1. Lubić jesień to rzadkość.;) Tę złotą – to rozumiem, gorzej z listopadową szarugą.
    Sądząc po listach nowości i zapowiedzi książek w Polsce, będzie co czytać!;)

    Lubię to

  2. Ja jako dziecko z głębokim westchnieniem rozczarowania witałam każdy słoneczny dzień, wiedząc że nie pozwolą mi posiedzieć w domu z książką, tylko będą wyganiać na podwórko. Z czasem zaczęłam na słońce patrzeć nieco łaskawszym okiem, ale jednak zagrzebać się pod kołdrą, gdy na zewnątrz plucha – to jest to! Termofor też już mam, od siostry w prezencie dostałam, więc jestem przygotowana :) A z potężnych knig mam póki co „Waltenberg” Kaddoura (prezent od taty kupiony „na czuja”, w internecie o tym niewiele, ja na razie jestem w fazie nieufnego obwąchiwania) i „Historię literatury czeskiej” (pyszności!).

    Lubię to

    1. widzę, że się rozumiemy odnośnie pogody!:)
      „historii literatury czeskiej” zazdroszczę, i „waltenebrg” brzmi ciekawie, ale przyznam się, że wcześniej nie słyszałam. trzymam zatem kciuki, żeby i ta lektura była smakowita, szkoda żeby się tyle stron zmarnowało!

      Lubię to

      1. Termofora nie używam, skok malinowy zastępuję nalewką o tym samym smaku (skuteczniejsza na przeziębienia;)), ale całej reszty używam podobnie do Ciebie. Tej jesieni na długie chłodne wieczory czekają ze mną kolejne Prousty i Perec. O uwagę dopomina się też od dawna Witkacy, Cortazar, Pamuk i Byatt. Niech już tylko wreszcie zacznie padać ;)

        Lubię to

      2. malinówka – oczywiście, bez niej zestaw szarugowy byłby niepełny! jednak nalewki muszę oszczędzać, ze względu na ograniczone możliwości uzupełniania zapasów (w limicie bagażu 23 kilo muszę zmieścić mnogość nalewek i książek)
        Perec i Cortazar również u mnie czekają w kolejce. a i przypomniałaś mi, że i po Byatt dawno nie sięgałam…

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s