dwa razy gombrowicz

pierwszy raz w książce Laury Pariani Gombrowicz i Buenos Aires. drugi raz w książce Rity Gombrowicz Gombrowicz w Argentynie 1939-1963. pierwszy raz miało być lekko i przystępnie, drugi raz nieco trudniej, bardziej dokumentalnie. pierwszy raz miało być przyjemnie, drugi pracowicie. a było dokładnie na odwrót.

nie żeby ‚dzieło’ Pariani było jakoś specjalnie naukowe, albo na dokumentach się opierało. ale przebrnięcie przez tę książkę kosztowało mnie nieco samozaparcia. fabularyzowana biografia Gombrowicza, myślałam, będzie lekko, ale chyba nie infantylnie? będzie się przecież książka opierała na jakiś faktach, w końcu leżała sobie ładnie w dziale biografii, pod literką ‚g’. ale mógł to być tylko błąd ksiągarza, bo wydawca mówi wyraźnie na ostatniej stornie okładki, że jest to powieść o Witoldzie Gombrowiczu. miałam jednak nadzieję, że nie będzie to całkowicie wytwór czyjejś wyobraźni.

a jednak. miało być przyjemnie, a było niestrawnie. nie żebym spodziewała się niewiadomo jak pożywnej potrawy, ale to, co zaserwowała autorka, chyba nieco mnie przerosło. niechby przynajmniej wybrała jedną formę, góra dwie, skupiła na jakimś wątku, motywie, temacie przewodnim – byłoby o wiele lepiej. ba! może nawet interesująco? autorka chyba nie mogła się zdecydować, jaką powieść pisze. czy jest to list do syna? czy opowieść o jej dzieciństwie w Argentynie? i jej powrocie do tego kraju, miłości do Buenos? czy opowieść o samym mieście z okresu, kiedy przebywał w nim Gombrowicz? a może opowieść o artystach, pisarzach zamieszkujących to najbardziej europejskie południowoamerykańskie miasto? opowieść o ulicach, po których chodzili, o kawiarniach, w których się spotykali? ten ostatni motyw najbardziej przypadł mi do gustu i muszę przyznać, że takie fragmenty pełne spotkań i przybliżające sylwetki tamtejszej bohemy czytało mi się nawet przyjemnie. gdy tylko jednak autorka schodziła do poziomu wydumanych konwersacji, czy pretensjonalnych monologów – zgrzytało.

powieść okazała się daniem jednogarnkowym, które niestety autorce nie wyszło. opowieści o Gombrowiczu, pełne pseudo-intelektualnych dialogów, poprzeplatane były listami do syna narratorki, nieco mdlących od sentencji i pretensjonalnych życiowych opowieści. listy osobno miały w sobie potencjał, mogłyby zostać pociągnięte dalej, mogły stać się też zupełnie odrębną opowieścią, wspomnieniem o rodzinie, o dojrzewaniu w obcym mieście – kto wie, czy w takiej formie książka nie zyskałaby na popularności? może trafiłaby do bardziej odpowiedniego grona odbiorców. tytuł oryginału sugeruje kolejną, dla mnie bardzo ciekawą, tematykę: La straduzione (można by to przetłumaczyć jako stłumaczenie, ewentualnie wytłumaczenie). według słów wydawcy Laura Pariani odkrywa w książce tajemnicę hiszpańskiego przekładu Ferdydurke. fajnie brzmi, prawda? tyle tylko, że pierwsza wzmianka o tłumaczeniu następuje na stronie 192, po czym nic o tym nie słychać przez kolejne  stron trzydzieści, żeby na trzech, czterech stronach opisać ‚historię’ spotkań w kawiarni Rex. mamy stronę 221, a książka się kończy na 240.

i dziękować niebiosom, że kończy się tak szybko. za sporą czcionkę też byłam wdzięczna. tylko szkoda mi było tak ładnego papieru na tak marną publikację. książka jest niedopracowana, powierzchowna. rzuca się w oczy, że Pariani spędziła nad nią kilka miesięcy. uważam, że jest to bardziej szkic książki, lub może nawet kilku, niż dokończona powieść.

tymczasem nasuwa się pytanie jak Laura Pariani mogła odkryć tajemnicę hiszpańskiego tłumaczenia Ferdydurke, skoro Rita Gombrowicz zrobiła to już dwadzieścia lat wcześniej? i wyszło jej to o niebo lepiej. gdyż to, co miało być drętwym dokumentem, okazało się cudownym zbiorem opowieści. i tu nie przeszkadzała mi wielość głosów, bo są one w jakiś cudowny sposób spięte w spójną całość. a pomyśleć, że o mały włos nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby nie szkic Kota Jeleńskiego, szkic-wstęp do wydania francuskiego tych opowieści i nie zamieszczony w wydaniu polskim, szkic uzupełniony o fragment wspomnień o Gombrowiczu jednego z jego przyjaciół, Alejandro Russovicha.

Rita Gombrowicz zebrała wspomnienia o Gombrowiczu podczas swoich podróży do Argentyny w roku 1973 i latach 1978-1979. lubię ich autentyczność. każdy opowiadał o swoim Gombrowiczu, o Gombrowiczu takim, jakim go pamiętał, ale może właśnie dzięki temu jest żywo i prawdziwie. daje się odczuć atmosferę tamtego Buenos, dzięki temu, że nikt się na żadne oddawanie atmosfery nie sili. to, co nie powiodło się Pariani w jej opowieści, udało się Ricie Gombrowicz w zebranych przez nią skrawkach. ta książka urzeka. sam Gombrowicz urzeka. aż chciałoby się z nim spotkać przy kawie i rozegrać partyjkę szachów. że by się przegrało? a niech tam! z Gombrowiczem można.

Reklamy

10 thoughts on “dwa razy gombrowicz

  1. No popatrz, a ja myślałam, że p. Rita napisała ciężkostrawną książkę. Chyba okładka mnie zmyliła.;)
    Upewnię się: książka Pariani to powieść?

    Polubienie

  2. „ostatni motyw najbardziej przypadł mi do gustu i muszę przyznać, że takie fragmenty pełne spotkań i przybliżające sylwetki tamtejszej bohemy czytało mi się nawet przyjemnie” – mogę prosić o jakiś smaczny cytat? :)
    U mnie podobnie, jakoś nigdy nie byłem książką Rity zainteresowany, a tu niespodzianka!

    Polubienie

    1. fragmenty te wypadały nieźle w porównaniu z resztą książki, ale o smaczny cytat byłoby jednak ciężko.
      za to książka Rity jest ich pełna, o:
      „podczas wojny Gombrowicz dostał w prezencie elegancki, ciemny dwurzędowy garnitur. ja miałem ubranie koloru beżowego. spotkawszy Gombrowicza w ‚Rexie’, powiedziałem: ‚ale piękny garnitur!’, na co Gombrowicz: ‚twój jest o wiele ładniejszy’. ‚chcesz się zamienić?’ zaproponowałem. byliśmy mniej więcej tego samego wzrostu. zeszliśmy do kawiarni i tam w toalecie zamieniliśmy się ubraniami. Gombrowicz wyszedł cały w beżach, ja zaś wystąpiłem na ciemno. był zachwycony. długie lata nosiłem ten garnitur. nawet brałem w nim ślub”
      (opowiedziane przez Armando Vilelę)
      albo taka historyjka:
      „któregoś dnia zapytał mnie: ‚możesz mi dać 20 pesos? oddam ci je w czwartek. we wtorek poproszę kogoś innego o 30 pesos i oddam mu je w piątek. z tych 30 pesos, które pożyczę we wtorek, dziesięć odkładam do kieszeni, a pozostałe 20 jest dla ciebie. w środę pożyczę 40 pesos, żeby oddać 30, które pożyczyłem we wtorek, i znowu dziesięć zostaje dla mnie. tworzy się łańcuch. w ten sposób wszyscy mają zaufanie.’ – ‚no, a co się stanie z ostatnimi dziesięcioma pesos?’ – ‚tylko Bóg raczy wiedzieć’.
      (opowiedziane przez Rogera Pla).
      i jeszcze o tym jak w rozmowie „rzucał nagle: ‚to, co pan pisze, nic nie jest warte. Ferdydurke jest dużo lepsza!’. wtedy jego powieść nie była jeszcze wydana i byiśmy przekonani, że zmyśla” (opowiedziane przez Sigfirdo Radaelli)

      Polubienie

  3. Bardzo, do dziś wspominam jako jedną z lepszych książek biograficznych w mojej karierze czytelnika. A jeśli Witka lubisz, to lektura obowiązkowa.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s