zabawy z czytelnikiem

Czytając The Riverside Villas Murder nie można oprzeć się wrażeniu, że Amis napisał tę książkę przede wszystkim po to, aby samemu dobrze się  zabawić. To, czy czytelnik się będzie bawił równie świetnie, było dla niego chyba sprawą drugorzędną. Uciecha autora musiała być jednak równa uciesze małego chłopca, któremu udało się zrobić przedni kawał swoim kumplom. Już go widzę, jak stuka w klawisze na swojej maszynie, złośliwie chichocząc.

Książka gatunkowo mieści się w ramach klasycznego kryminału: mamy kradzież mumii, mamy morderstwo, mamy parę detektywów, mamy morderstow, które odkrywa czternastoletni Peter. To właśnie przede wszystkim z jego perspektywy poznajemy sprawę, za wyjątkiem paru rozdziałów, kiedy na rozwój akcji patrzymy z perspektywy pułkownika Mantona i posterunkowego Barretta. Peter to inteligentny chłopak, ale przede wszystkim czternastolatek, którego, bardziej niż półżywy facet wałęsający mu się po ogrodzie, interesują dziewczyny albo atrakcyjna sąsiadka. No, znajdzie może jeszcze chwilę czasu dla popularnych powieści, swojego modelu samolotu, od czasu do czasu pobawi się jeszcze żołnierzykami, w przerwie pomiędzy bardzej dorosłymi zabawami, rzecz jasna. Przedni jest motyw zainteresowań muzycznych Petera, szczególnie z perspektywy czytelnika XXI wieku. Jest puszczanie płyt, jest słuchanie radia, wyczekiwanie na audycje,  po uprzednim sprawdzeniu w programie co jest grane. Odnosi się wrażenie, że rzeczy miały kiedyś zupełnie inny smak!

Wydawca reklamuje książkę jako ‚mystery’. I, rzeczywiście, wszystko tam jest zagadką. Nie wiemy nawet na jaki trop wpadł porucznik, co to za natrętna myśl prześladuje Petera (oczywiście poza obrazami namiętnej sąsiadki). Na pierwszy rzut oka jest tam wszystko, co niezbędne w powieści kryminalnej. Ach, jest nawet wskazówka od Amisa, na które strony należy zwrócić szczególną uwagę, żeby sprawę rozwiązać samemu. Przeczytałam te strony trzy razy. Doszłam do wniosku, że albo wydawca zamieścił numerację stron z pierwszego wydania, a tu jest jakoś inaczej, albo autor zrobił czytelnika w balona. Myślę, że raczej to drugie. Tym bardziej, że w pewnym momencie jedna z postaci stwierdza, że przecież o to chodzi w kryminałach, żeby zmylić czytelnika. Amisowi się to wyśmienicie udało, chociaż może są tacy, co go przejrzeli.

Na koniec refleksja nad moim ulubionym zdjęciem Amisa, autorstwa Terence’a Donovana, z 1960 roku: ile czasu Amis spędzał układając włosy? Myślicie, że miał lokówkę?

Reklamy

6 thoughts on “zabawy z czytelnikiem

  1. Kryminały uwielbiam, także na pewno zapamiętam sobie tego autora ;) Rozumiem, że czytałaś książkę w oryginale?
    Zabawna refleksja odnośnie tego zdjęcia :D Może oni mieli takie lokówko tostery :D W każdym razie faktycznie… ciekawe.

    P.S. Pozwolę sobie zaprosić Cię do wzięcia udziału w moim kryminalnym konkursie :) Na razie mam tylko 20 zgłoszeń a 5 książek do rozdania, więc warto spróbować :) http://miqaisonfire.wordpress.com/2012/10/24/262-kryminalny-konkurs-z-wydawnictem-proszynski-i-s-ka/

    Polubienie

  2. Fabuły nie pamiętam, „Morderstwo…” jakoś nie zrobiło na mnie wrażenia. Ale to zdjęcie!!! Nie dziwię się, że miał tyle przyjaciółek.;) Włosy chyba mu z natury falowały, ale niewykluczone, że stosował jakąś tajemną technikę zaczesywania.;)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s