rozmyślania powrotne

Próbuję sobie wyobrazić świat przed fotografią i nie potrafię. Prawdopodobnie w ogóle nie istniał, nieustannie przepadał, pochłonięty przez ruchliwe, nienasycone zmysły, nic z niego nie zostawało. A teraz niepoliczona ilość pstryknięć, mozaika, sekunda po sekundzie, spojrzenie po spojrzeniu, mamusia, tatuś, synek, każde jednym palcem dokonuje nieodwołalnego wyboru i jak się dobrze postarać to nawet pojedyncza kropla deszczu nie umknie, nie zniknie, nie pójdzie tam, skąd przyszła.

Andrzej Stasiuk, Dukla, str. 80

Powracał do mnie ten fragment wiele razy podczas tych wakacji. Powracał do mnie za każdym razem, kiedy stałam otoczona tłumem turystów, każdy z nich z aparatem w ręku, każdy z nich przekonany o wyjątkowości właśnie zrobionego przez siebie zdjęcia. Mojej skromnej osoby nie wyłączając.

Nawet jeśli nie możemy wyposażyć się w olbrzymie lustrzanki, dzięki którym flamingi na naszych zdjęciach będą czymś więcej niż bladoróżową kropką, a wielorybi nos zda się być pięć centymetrów od nas, to wszyscy już przecież mamy małe kompaktowe aparaciki, najczęściej po prostu ustawione na tryb automatyczny (chyba, że jakiemuś panu wydaje się, że umie robić zdjęcia), gdzie wystarczy tylko nacisnąć guzik pstryk! i już możemy sprawdzić, czy nie zrobiliśmy głupiej miny, nie zamknęliśmy oczu, czy nie wyglądamy grubo/chudo, czy włos odpowiednio przyczesany/rozwiany. A niektórym nawet wystarczają już same smartfony lub tablety, za pomocą których nasze zdjęcia na tle lodowca można wysłać na facebooka w mniej niż minutę.

Czy wszystko to po to, żeby po powrocie móc powiedzieć: „Zobacz, to tutaj byłam, niczego nie zmyśliłam, niczego sobie nie przyśniłam, to naprawdę się zdarzyło”. Czy to może raczej jakiś ludzki pęd do zapisywania i tworzenia czegoś swojego? Tak jak ludzie pierwotni rysowali na ścianach jaskiń, tak my, zaawansowani technologicznie ludzie XXI wieku, zapisujemy wszystko na małych elektronicznych kwadracikach, a potem wrzucamy te nasze obrazki na facebooka czy innego flickera. To nic, że horyzont krzywy, że brak kompozycji, że nieostre, a balans bieli ustawiony raczej na światło flourescencyjne niż słoneczne. Bo zdjęcia są nasze i mają dla nas większą wartość niż setki tych poprawnych, zrobionych przez profesjonalnego fotografa, aparatem z obiektywem wielkości teleskopu, na który nie starczyłoby naszej rocznej pensji. Całe jednak szczęście, że teraz odbiorcy mają nieco większą swobodę i mogą sami zdecydować, czy obejrzeć wszystkie dwieście pięćdziesiąt zdjęć lodowców, które znajomy wrzucił na facebooka, czy darować sobie tę przyjemność. Jeszcze dziesięć lat temu u cioci na imieninach trzeba by było obejrzeć wszystkie odbitki, co do jednej, wysłuchać histori każdego zdjęcia, udawać zainteresowanie i wyrażać podziw dla zdolności fotograficznych wujka.

Powrócił do mnie ten fragment i teraz, kiedy przeglądałam swoje tysiąc trzysta zdjęć przywiozionych z wakacji. Tak, to ja mam dwieście pięćdziesiąt zdjęć lodowców (każde inne, ale wybaczycie, że nie będę udowadniać, proszę wierzyć mi na słowo). A na siedemdziesięciu jest uwieczniony nos wieloryba. Nie, nie zamieszczę, nie mogę się zdecydować, który najładniejszy.

Reklamy

10 thoughts on “rozmyślania powrotne

  1. Witam po powrocie! :) Nos wieloryba jednak zobaczyć byłoby fajnie :)
    I myślę, że był jednak urok w tej 36-klatkowej kliszy, która miała starczyć na dwie lub nawet trzy wycieczki, i w tym oczekiwaniu „co tam wyszło”…
    Był urok owszem… ale sama też pstrykam bo wszystko ładne i szkoda przejść obok bez fotograficznej pamiątki :)

    Polubienie

  2. Poruszyłaś b. ciekawy temat. Zdjęcia robi się wszędzie i wszystkiemu.;( Chociaż mnie już się nie chce, bo i tak tych zdjęć nie oglądam po powrocie. Wychodzę z założenia, że i tak świątynia XY wygląda o niebo lepiej na zdjęciach profesjonalnych, których w sieci od groma. Co innego kwiatki, krzaczki – lubię oglądać i fotografować w różnych stadiach rozwoju.;)

    Polubienie

  3. Dlatego ja nadal fotografuję analogiem! Radość i niepewność towarzysząca wywoływaniu filmu jest nie do zastąpienia. A i mam wrażenie, że takie 36 zdjęć ceni się o wiele bardziej, aniżeli te siedemdziesiąt ujęć nosa wieloryba. :)

    Polubienie

  4. Robienie zdjęć to chyba taka realizacja hasła „chwilo trwaj”. Nie wiem czy mi to zostało po pstrykaniu analogiem, ale z reguły to pierwsze zdjęcie jest najlepsze, a pozostale osiemdziesiąt siedem tego samego obiektu nie nadaje się do oglądania. A i tak trzymam wszystkie ;).
    W ogóle to milo że wreszcie wróciłaś. I, jednak, chętnie obejrzałabym k i l k a zdjęć z twojej podróży.

    Polubienie

    1. moje pierwsze zdjęcie na ogół jest krzywe, więc aparat cyfrowy przydaje się do wyrównania horyzontu ;)
      dziękuję :) a zdjęcia ciągle przebieram, może się skuszę żeby k i l k a pokazać…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s