przypadek

Z dedykacją dla Moniki.

Przyszło dziś pudełko z polskimi książkami. Wśród przeróżnych socjologicznych i historycznych pozycji, które mnie jakoś nigdy nie nęcą, wyłuskałam Świat Krzystofa Kieślowskiego. Książka niemal natychmiast otworzyła mi się na tej oto opowieści:

Po zdjęciach znużona ekipa, lekko wspomagana alkoholem, siadła w knajpie do posiłku (…) Nie pamiętam kto to sprowokował i jaki był przebieg tej rozmowy, ale finał był taki, że Kisiel i ja założyliśmy się o pół litra, że w dwa dni dojedziemy z Warszawy do Zakopanego.

Alkohol wyparował, wróciliśmy do rzeczywistości socjalistycznej i ja chciałem o tym wydarzeniu zapomnieć, ale w zakład był wmieszany również Krzysztof Kieślowski. „Ornitolog” nie popuścił. Co parę dni przypominał mi: „Ty! Jak żart, to do końca! Nie ma zmiłuj.”

Umówiliśmy się o piątej rano w Jankach. Była lekka mżawka. Dojechałem z Saskiej Kępy do placu Zawiszy i miałem wszystkiego dosyć, tym bardziej, że nigdy w życiu nie przejechałem na rowerze więcej niż dwadzieścia kilometrów. Krzysiek miał podobne doświadczenia kolarskie. Przypomniały mi się słowa mojej matki, kiedy mówiła: „Z głupimi nie ma żartów”. I w tym momencie z bocznej uliczki wyjechał Kieślowski z miną zacietego „fightera”. Jechaliśmy dalej bez słowa, zmieniając się na prowadzeniu. Niech to szlag. Takie się ma życie, jakich przyjaciół.

Dojechaliśmy do Grójca – pięćdziesiąt kilometrów. Siedliśmy przed sklepem spożywczym na schodkach, z butelkami mleka i jedliśmy świeże chałki, odwlekając ile można moment wsiadania na rowery.

(…)

Gdzieś za Kielcami, chyba w Jędrzejowie, zatrzymaliśmy się na obiad. Jedzenie podłe, żarty jeszcze gorsze a za oknem deszcz. Nie ma odwrotu! Kawałami folii obwiązaliśmy sobie buty i… na rowery. Folia po paru kilometrach odpadła, w butach chlupocze, a tylne koło rzuca mokrą breję na plecy w otwór odchylonej kurtki. (…)

Dwudziesta pierwsza. Szesnaście godzin kręcenia pedałami. Tablica z napisem Miechów. Dwieście sześćdziesiąt kilometrów. A jednak… Może tak w życiu trzeba? „Ornitolog” miał jednak rację. Wypijemy pół litra świętując ponadczasowy sukces. Zapadł zmrok. My nie mamy żadnego światła. Każda dziura w ziemi jest zaskoczeniem. A co tam, aby dalej. Oglądam się do tyłu – nie ma Krzyśka. Wracam, chyba nawaliła mu dętka. Rower oparty o drzewo. Krzysiek leży w rowie z zamkniętymi oczami. Teraz ja do niego: „No! Kolego!”. „Nie jadę dalej, koniec!”. Próbuję przekazać mu swoją energię: “Krzysiu! Jeszcze tylko czterdzieści kilometrów. Hotel Cracovia, dancing, panienki, światowe życie, a jutro z górki”. Pcha rower pod ostatnią górę przed Miechowem. Nie chce mu się nawet wsiąść na rower i mówi słowa, których z szacunku dla jego późniejszych dokonań nie będę cytować.

Nocleg w obskurnym hotelu w Miechowie. Nie ma restauracji. Nie chce nam się wyjść i szukać czegoś do jedzenia. Gasimy światło. Słyszę głos Krzyśka: “Jeszcze jadę” i słowo, które pomijam. Ja też słyszę skrzyp łańcucha i drzewa, które bardzo powoli mijam. Zasypiamy.

(…)

Odbieramy rowery z recepcji. Jedziemy do najbliższej knajpki. Pijemy kawę, jemy jajecznicę na bekonie. Obsługuje blondynka w opiętym na biuście sweterku. Jakie życie jest piękne! Siadamy na rowery. Tylko sto czterdzieści kilometrów przed nami. Zakład wygrany, nie potrzeba niczego udowadniać. Spotykamy po drodze kilka ekip filmowych. Pytają, my odpowiadamy. Mówimy o zakładzie. Pośpiesznie odjeżdżają, jakby myśleli, że choroba umysłowa jest zaraźliwa.

Pierwsza jedenastokilometrowa góra przed Obidową. Właściwie płasko, tylko strasznie ciężko pedałować. Krzysiek podjeżdża do mnie i mówi: „Nie będzie chyba wstydu, jeżeli chwycimy się ciężarówki pod Obidową?”. Nie odpowiadam, jakbym się obraził na tę propozycję, ale sam o tym myślę.

Obidowa. Dziewięć kilometrów ostrego podjazdu pod górę. Mięśnie pieką. Co chwila wstajemy z siodełka i stajemy na pedałach. Oddech coraz krótszy i wraca niemoc i niechęć do wszystkiego. Nie rzucamy sobie żartów dając zmianę. Oszczędzamy energię. Aby dalej. Widać z boku Tatry. Jeszcze, jeszcze, jeszcze… Nareszcie szczyt. Teraz obaj leżymy w rowie. Jak w dobrym filmie. Bez dialogu. Wszystko widać.

Zjazd. Bez pedałowania jedziemy na skrzydłach sukcesu. Krzysiek śpiewa. (…)

Z autobusu młode dziewczyny machają do nas przez okna. Zmieniam dętkę. Teraz, pod sam koniec, taki numer. „Ornitolog” pali nerwowo papierosa. Czeka i daje mi do zrozumienia, że przeze mnie czeka, a mógłby już być na miejscu.

Wjeżdżamy do Zakopanego. To nic, że nia ma wiwatujących tłumów i wieńców laurowych. Jesteśmy szczęśliwi. Oni stawiają pół litra.

Grzeorz Skurski opwiada o tym jak przejechał z Kieślowskim 400 kilometrów w dwa dni w książce Świat według Kieślowskiego, strony 447 – 351.

Reklamy

9 thoughts on “przypadek

  1. Dookoła sami wspominający rowerowcy: najpierw Bobkowski do Paryża przez pół okupowanej Francji, teraz Ci tutaj. Ale ciągle wolę o rowerach czytać niż ich używać ;)

    Polubienie

    1. Dla mnie niestety jest to szalenie inspirujące. Dla mnie i moich znajomych znaczy się. Szkoda tylko, że ta inspiracja łapie nas w grudniu i jutro jedziemy na rowerach do Oksfordu. Cóż, takie się ma życie, jakich przyjaciół ;)

      Polubienie

    1. Kieślowski i mnie tą historią mile zaskoczył, oczom nie mogłam uwierzyć jak ujrzałam w nagłówku „Jak Kieślowski przejechał na rowerze 400 km w dwa dni”. Bobkowski jednak pozostanie moim rowerowym guru :)

      Polubienie

  2. Wow! Cóż za piękne szaleństwo! Aż zazdroszczę :) Choć ja akurat z tych co z rowerem niezbyt za pan brat – ilekroć się wybiorę muszę uszkodzić albo siebie, albo kogoś, albo, w najlepszym wypadku, coś. Ale Tobie i Twoim przyjaciołom mam nadzieję wyprawa się pięknie uda :)

    Na moim blogu znajdziesz kilka pytań, chętnie poznałabym Twoje odpowiedzi. Jak nie przepadam za blogowymi łańcuszkami, tak ten wydaje mi się fajną okazją do porozmawiania o sobie. Oczywiście jeśli nie masz nic przeciwko :) Pozdrawiam!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s