noc

W miarę jak zbliżam się do miejsca, gdzie on przebywa, nasila się hałas. To odgłos wielkiego wiatraka. Obraca się za tronem, na którym siedzi szef. Zbiera noc i miele ją. Zmielona noc przez chwilę płynie łagodnym strumieniem, po czym znów tężeje. Zbliża się do półmetka, więc stężała już prawie połowa jej objętości; nie czuć już lekkości, tej z początku nocy. W zamian mamy mocny, pewny twór i to jest właśnie prawdziwa noc.

Hiromi Kawakami, Nadepnęłam na węża

Trzy opowieści Kawakami z tomu Nadepnęłam na węża są tak gęste, jak gęsta jest przemielona noc, ta prawdziwa. Czytelnik musi przebić się przez słowa, tak jak zimowym rankiem przebija się przez stężałą ciemność. Przez tę noc najcięższą, tę najdojrzalszą, wzywany głosem budzika. Kiedy jeszcze nie do końca rozstał się ze światem snów, a noc siedzi okrakiem na piersi.

To, co przedstawia Kawakami, to świat z pogranicza jawy i snu. Zdaje się być osadzony w realistycznych ramach, ale brak w nim zwykłych nam ograniczeń, nie funkcjonują znane nam prawa fizyki, biologii, czy chemii. Te historie graniczne najlepej też się czyta o granicznej porze. Ale nie wieczorem, kiedy noc jest rzadka i płynna jak woda, ale rano, kiedy noc jest gęsta i stężała. Kiedy sieda niepyszna po przegranej walce, ale w nas nie ma jeszcze tego poczucia zwycięstwa, tylko raczej mu niedowierzamy. Kiedy jeszcze żyją w nas nasze sny, kiedy jesteśmy w stanie uwierzyć w zawieszenie wyuczonych w szkole praw. Wczesny ranek to najlepsza pora na zanurzenie się w świat, w którym nie dominuje nikt, w którym granice między gatunkami i materiami są płynne. Kiedy jeszcze sen pokłada nam się u nóg, jesteśmy w stanie uwierzyć w świat bez granic i ograniczeń. W którym człowiek wcale nie jest naczelnym zwierzęciem, bo też nie wiadomo na ile jest człowiekiem, tak łatwo jest zmienić formę. W świat, w którym miłość jest głęboka jak bagno, a kałuża nie ma dna.

Po kartach książki wiją się węże, co i raz przybierające ludzką postać, wypełniające szuflady i inne zakamarki. Wiją się bezustannie mnożące się piskorze, a z kieszeni płaszcza wybiegają czarne krety. Pięćdziesiąt kiwi zadaje najbardziej dziwacznie pytania, jak sfinksy, którymi nie kieruje żadna logika.  Ludzie i przedmioty zmieniają formę lub znikają, chociaż nie zabiera ich śmierć. A nas to wcale tak bardzo nie dziwi. Może tylko troszeczkę.

Advertisements

2 thoughts on “noc

  1. świetnie oddałaś atmosferę tej książki, która faktycznie jest jak sen, taki tuz z przed przejścia w jawę. Choć o bladym świcie nawet do Kawakami nie chciałoby mi się budzić ;)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s