uwodzicielka

Iris Murdoch wydała swoją drugą powieść, The Flight from the Enchanter w 1956 roku, dwa lata po ukazaniu się jej debiutanckiej Under the Net (W sieci). Wiadomo, że Iris próbowała opublikować coś już wcześniej, przed rokiem 1954, ale jej pierwsze powieści zostały odrzucone. Do dziś nie zachowała się żadna z tych wczesnych prób literackich, krytyczna względem siebie autorka je wszystkie zniszczyła. Niektórzy jednak sądzą, że to właśnie Flight from the Enchanter jest powieścią właściwie poprzedzającą Under the Net.

Przy pierwszej lekturze i ja tak myślałam, wydawała mi się ona kompozycyjnie słabsza od jej debiutu. W trakcie powrotu do tej książki doszłam do wniosku, że The Flight… faktycznie jest bardzo odmienny, ale niekoniecznie wcale wcześniejszy, i niekoniecznie słabszy. Owszem, przywołując do życia postaci takie jak Mischa Fox (wzorowany na Canettim, jemu zresztą jest ta książka dedykowana), krawcowa Niny, czy bracia Lusiewicz (tak, Polaków, którzy wyemigrowali po wojnie do Londynu), podejmując tematykę uchodźców i ludzi wykorzenionych, Iris nawiązała do swoich doświadczeń  z czasów wojny i zaraz po, czyli do pracy w Administracji Narodów Zjednoczonych do Spraw Odbudowy i Obrony (United Nations Relief and Rehabilitation Administration, UNRRA), kiedy to przebywając w Belgii i Austrii spotkała wielu uchodźców z Europy Wschodniej i nie tylko. Owszem, powieść jest mniej realistyczna niż Under the Net, przez co można odnieść wrażenie, że jest mniej dojrzała. Ale czy i pozostałe powieści Iris Murdoch nie wymagają od czytelnika zwiększonej wiary w rzeczy nieprawdopodobne i fantastyczne? Pewnego ‚zawieszenia’ rozumu i logiki? Na pierwszy rzut oka jej historie zdają się wpisywać w nurt powieści realistycznej, Dickensowskiej, sama Iris zachwycała się powieścią rosyjską, wielkimi narracjami Dostojewskiego i Tołstoja. Ale jak się wczytać w te realistyczne dialogi i szczegółowe opisy, to wypełniają się one nieprawdopodobnymi wręcz wydarzeniami, niesamowitymi charakterami, burzliwymi uczuciami, niewiarygodnymi przeczuciami. Są przepełnione emocjami. Kompozycyjnie książka jest również bardzo złożona, składa się z kilku równoległych opowieści, i jest to konstrukcja, którą autorka będzie później stosowała wielokrotnie.

The Flight from the Enchanter skupia się wokół kilku głównych postaci: Mischy Fox, magnata prasowego niewiadomego pochodzenia, tytułowego uwodziciela, który ma wpływy niemal we wszystkich sferach, i jest niesamowicie bogaty; Rosy Keepe, w której Mischa jest zakochany, którą stara się zdobyć, ale która go już w przeszłości odrzuciła; Johna Rainborough, pracownika w Urzędzie do Spraw Uchodźców; i Anette, siedemnastolatki, która opuszcza szkołę dla dobrych panien i postanawia wstąpić do „szkoły życia”. Rosa jest właścicielką podupadającego pisemka „Artemis”, które dostała w spadku po matce, które jest redagowane przez jej brata i które chce od niej odkupić Mischa, i między innymi wokół tego wątku skupia się akcja powieści (i najbarwniejsze postaci). Mamy też braci Lusiewicz, których Rosa poznaje przy pracy w fabryce. Rosa pracuje fizycznie, chociaż jest wykształcona i wcześniej pracowała jako nauczycielka. Ma też wspomniane pismo i mogłaby z pewnością znaleźć sobie inną, łatwiejsza pracę. Bohaterka Iris jednak tylko pracę fizyczną uznaje za uczciwą. Tu chyba pobrzmiewają echa zafascynowania autorki komunizmem, gdyż pisarka należała we wczesnej młodości do partii komunistycznej, z której wystąpiła około roku 1942. Fascynacja ta (i prawdomówność) w przyszłości przysporzyła jej sporo kłopotów. Po wojnie Murdoch dostała propozycję stypendium na jednym z amerykańskich uniwersytetów, ale wypełniając podanie o wizę, przyznała się, że należała kiedyś do partii komunistycznej. W efekcie zamiast wizy dostała wilczy bilet. Studia więc podjęła w Cambridge, a w 1948 roku powróciła do Oksfordu, gdzie nauczała. Kiedy została już znaną autorką, i zdarzało jej się jeździć do Stanów, za każdym razem musiała prosić o specjalne pozwolenie na wjazd do kraju. Zdarzyło się też, gdy jej mąż, John Bayley, miał w Nowym Jorku serię wykładów, ona czekała na niego w sąsiedniej Kanadzie. Co wydaje mi się najciekawsze w tej opowieści to to, że w tych powojennych czasach Iris wcale nie musiała się przyznawać do swoich dawnych sympatii, bo po prostu nie byłoby jak tego sprawdzić.

Nie będę streszczać całej opowieści, nie potrafiłabym, nawet gdybym siedziała tutaj do rana. Ponadto tym, którzy książkę przeczytają, odebrałoby to tylko przyjemność z lektury (chociaż niestety nie ma polskiego tłumaczenia). Dla mnie to Iris Murdoch jest uwodzicielem. Często powtarzała, że chciałaby dotrzeć do jak największej liczby czytelników, że chciałaby, aby ludzie czerpali przyjemność z lektury. Dlatego uwodzi czytelnika swoimi fantastycznymi historiami. Nawet kiedy niekoniecznie wierzymy w prawdopodobieństwo opisywanych zdarzeń, nie sposób jest się od jej książek oderwać. Jednocześnie jej powieści nie są wolne od ważnych tematów. W The Flight from the Enchanter są nimi wolność, której tak naprawdę nie ma nikt, i odpowiedzialność za drugiego człowieka, z której tak do końca nikt nie zdaje sobie sprawy. Książka ta, jak często zdarza się u Iris, kończy się katastrofą. Ale jest to katastrofa oczyszczająca i przywracająca porządek. Jak antyczne katharsis.

Iris Murdoch
Iris Murdoch na tle swojego domu w Oksfordzie, 1963

Advertisements

7 thoughts on “uwodzicielka

  1. Masz rację, Murdoch potrafi nieźle zapętlić akcję. Do tego stopnia, że na wspomniane przez Ciebie katharsis wręcz się czeka.;) The Flight wciąż przede mną, kusi zwłaszcza nawiązanie do Canettiego.
    A co sądzisz o „Czasie aniołów”? Mnie rozczarowały.

    Lubię to

      1. Była tam jednak jedna świetna scena, kiedy Mark przyszedł odwiedzić brata i musiał błądzić w ciemnym domu. Pomysł kapitalny. Niezłe też było zakończenie, ale poza tym – mało porywająca rzecz.

        Lubię to

      2. Aż tak dobrze nie kojarzę poszczególnych scen, czytałam tę książkę w końcu kilka lat temu, ale pamiętam, że nieco się rozczarowałam w porównaniu z innymi książkami Murdoch. Planuję jednak powrót do jej wszystkich książek, zobaczymy co z tego wyniknie!

        Lubię to

  2. O tak, uwodzi, potwierdzam, za Twoją sprawą zainteresowałam się jej prozą, a teraz tylko szukam kolejnych pozycji. Polecany przez Ciebie „Czarny książę” czeka na swoją kolej. Muszę też sprawdzić czy „The Flight from the Enchanter ” jest przetłumaczona czy nie..

    Lubię to

    1. Bardzo mnie cieszy każda nowa „uwiedzona” :)
      Z tego, co się orientuję, to „The Flight from the Enchanter” nie została przetłumaczona, ale i tak jest w czym wybierać. Zawsze też można spróbować poczytać w oryginale, myślę, że akurat ta jej powieść nie jest specjalnie trudna :)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s