inne lektury

Ostatnio niewiele rzeczy robi na mnie wrażenie. Czytam historię Włoch, ale jak to z historią zamieszczoną na czterystu stronach, szału nie ma. Jednak czytam dzielnie, bo jakieś podstawy wiedzy historycznej trzeba mieć, tym bardziej jeśli się człowiek krajem interesuje, a wszystkiego, czego nauczył się w szkole, dawno zapomniał. W ślimaczym tempie, ale jednak czytam. W nieco szybszym tempie czytam biografię Evelyna Waugh (Wuff, jak nazywali go koledzy z jego kompanii w czasie drugiej wojny światowej, bo już na tym etapie jestem), ale i tutaj moje reakcje są żywcem wycięte z Despicable Me:

Jednak nie jest to chyba wina książki. Jeśli już czyjaś to mojego nastawienia i trochę samego Evelyna, który zdecydowanie był mniej skomplikowaną postacią niż Virginia Woolf. Nie można mimo to zaprzeczyć, że książkę czyta się lekko, i mimo wszystkich moich ehh, biografii nie zarzuciłam i co wieczór wracam do lektury. Bo muszę przyznać, że książka napisana jest bardzo przystępnie i przebija z niej przygotowanie autorki. Pomimo swojej przeszło sześćset sronicowej objętości nie ma w niej informacji zbędnych, jest napisana stylem zgrabnym i lekkim, środowisko jest ciekawie zarysowane i mam wrażenie, że całość czytałoby się dosyć przyjemnie, gdyby nie moje wygórowane oczekiwania. Czytam i cieszę się ze zdobywanej wiedzy, mając jednocześnie nadzieję, że w swoich dziennikach Evelyn bardziej zachwyci.

W międzyczasie postanowiłam spróbować kompletnie nowego rodzaju lektury:

szycie

I chyba odkryłam nowe hobby.

Reklamy

13 thoughts on “inne lektury

  1. Widzę, że mamy podobnie. Też ostatnio niewiele książek robi na mnie wrażenie. O tych, które zrobiły piszę, a wiele przemilczam, czekając na coś co choć trochę mocniej zafascynuje.. zaintryguje.. zaciekawi! Jakby za dużo czegoś. Albo za mało. Sama nie wiem. Nowe hobby u mnie też najwyraźniej byłoby wskazane :) Albo zwyczajnie, czas na książki wypróbowanych pisarzy, zostawiając na później eksperymentowanie :)

    Polubienie

    1. właśnie dlatego tak ostatnio niewiele piszę, bo skoro nie robi wrażenia, to co mogłabym napisać?
      myślę, że stan taki prędzej czy później przejdzie. może tak jak piszesz, trzeba się wziąć za sprawdzonych autorów! :)

      Polubienie

      1. Rozumiem to, bo u mnie dzieje się dokładnie tak samo.. Czekam teraz na kolejne odkrycie Krzysztonia (a niestety, niewiele już mi ich zostało, takich nieodkrytych jeszcze tekstów..) więc już wiem, że to mnie nie zawiedzie :) Dwie pozycje Iris Murdoch też czekają. I może dzięki nim ten stan przejdzie :)

        Polubienie

  2. O, super, fajne nowe hobby, ja do przyszycia nawet guzika mam dwie lewe ręce..
    Niedawno przeczytałam książkę Joanny Bator „Ciemno, prawie noc”, o której dowiedziałam się z Twojego bloga – bardzo więc dziękuję bo pozytywnie mnie wciągnęła :)

    Polubienie

  3. Pomysł na hobby z zupełnie innej beczki na pewno rozsądniejszy, niż rozgrzebywanie kolejnych tytułów w poszukiwaniu „wow” ;)
    Sama niestety nie grzeszę podobną samodyscypliną. „Kochanice króla” Gregory tak mnie zawiodły i wynudziły (w połowie tkwię od tygodnia), że co i rusz sięgam po nowe tytuły. Na rozruszanie mózgu :)

    Polubienie

    1. oj, przyznam się bez bicia, że i ja sobie właśnie zrobiłam przerwę :) od dwóch dni czytam „Alias Grace” Atwood i chyba dobrze, bo od dawna mi się nie zdarzyło siedzieć bite cztery godziny (bez przerwy!) nad książką.

      Polubienie

      1. Wyrzuty sumienia mnie zjedzą żywcem, jeśli sięgnę po następną książkę, jednak mam ten tytuł Atwood pod ręką i już kusisz :)

        Tylko na myśl o dwóch czekających na półce kolejnych powieściach Gregory równie ciężko się robi. Czy jej książki w Anglii naprawdę uchodzą za dobre, czy tylko u nas jest jakiś niedobór angielskich kostiumowców i wszystko się bierze jak leci?

        Polubienie

      2. osobiście jak najprędzej zamieniłabym Gregory na Atwood, bez żadnych wyrzutów sumienia!
        odnośnie odbioru Gregory w Anglii powiem tak – jej książki sprzedają się dobrze, ale raczej nie są uważane za dobre. to taki historyczny chick lit ;)

        Polubienie

  4. „Philippa Gregory została okrzyknięta przez „Sunday Telegraph” mistrzynią prozy historycznej, a przez „The Daily Mail” niekwestionowaną liderką w rankingu powieściopisarzy historycznych. ”

    Tak bałamucą w Polsce :( Średnia na biblionetce również oscyluje w okolicach dzieła wybitnego. Zaczynałam szukać problemu w sobie. Bo dla mnie to kostiumowy harleqin, nic więcej. I chyba nie dam rady doczytać, choć temat Tudorów powinien być istną samograjką. Trauma roku po prostu się szykuje ;)

    Polubienie

    1. Opinia „Sunday Telegraph” mnie nieco dziwi, musieli mieć jakąś umowę z wydawcą, opinią „The Daily Mail” bym się nie sugerowała ;) Być może Gregory jest niekwestionowaną liderką w rankingu powieści historycznych, pamiętam z czasów pracy w księgarni jak ze zgrozą patrzyliśmy na otrzymywane stosy jej książek i z bólem umieszczaliśmy je w rankingach top 10, ale to niestety nie świadczy o jakości jej prozy… Bo bardzo dobrze to ujęłaś, jest to taki kostiumowy harlequin. Nie ma co się męczyć, szczególnie, jeśli to ma być takie traumatyczne przeżycie ;)

      Polubienie

      1. Marketing marketingiem, a ja naprawdę uwierzyłam, że to powieści historyczne i czekałam na ciekawe tło i cokolwiek poza romansem. Kupiłam aż trzy tomy od razu i jeszcze mamie wmawiałam, że to dobre i ma się cieszyć. I choć ona lubi obyczajówki i czytadła kobiece tak zwane, to Gregory jej się nie spodobała i kategorycznie odmówiła czytania kolejnych jej książek – jednak zawsze trzeba słuchać mamy ;)
        Czytadła zazwyczaj doczytuje do końca, żeby z czystym sumieniem dać upust niezadowoleniu. Ale tym razem opór jest zbyt wielki, albo ja zbyt słaba.

        Co ciekawe, Mantel w Polsce bardzo średnie oceny zebrała od czytelników. Może to dobry znak dla autora :)

        Polubienie

      2. No widzisz, jak te mamy mają rację ;) Ale że aż trzy tomy kupiłaś, to naprawdę współczuję, należałoby je jakoś teraz upłynnić…
        Co do Mantel, to doszły mnie krytyczne uwagi odnośnie tłumaczenia, może w tym leży przyczyna? I chyba dopóki Mantel nie zdobyła drugiego Bookera to się o niej mało mówiło, dopiero teraz zaczęła się w mediach przewijać.
        W tym temacie też trafił dziś do mnie na biurko zeszłotygodniowy Tygodnik Powszechny, a w nim ciekawy artykuł na temat promocji książek, fragment jest dostępny na stronie Tygodnika: http://tygodnik.onet.pl/33,0,80579,kto_nam_ukradl_literature,artykul.html

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s