odkrycia berlińskie

Wbrew tytułowi nie będzie to wpis podróżniczo-pocztówkowy. Bo moim największym odkryciem berlińskim była… książka.

John le Carré był mi oczywiście autorem znanym, albo może lepiej by mi było powiedzieć: kojarzonym. Kiedyś tam widziałam film na podstawie jego książki, wiedziałam, że pisze powieści szpiegowskie, ale raczej mnie jako autor nie interesował. Co prawda był moment, kiedy prawie byłam zainteresowana, jak przyuważyłam kolegę z pracy czytającego le Carré’a. A kolega wiedział, co czytać. Trwało to chwilę jednak, bo szybko stwierdziłam, że eee tam, to pewnie jakaś jego słabostka, w końcu autora trzymamy w dziale z kryminałami. W ignorancji trwałam dalej aż do momentu, kiedy trzeba było coś zabrać do Berlina, jakąś lekturę tematyczną, oczywiście. I coś lekkiego. Padło na le Carré’a, The Spy Who Came in from the Cold. I wcale nie będzie przesadą jak powiem, że była to jedna z najlepszych książek przeczytanych w tym roku.

Literatura szpiegowska owszem to jest. Ale właśnie: ośmielę się stwierdzić, że jest to literatura właśnie. Mimo że autor napisał ksiażkę w pięć tygodni, jej styl jest wyśmienity, forma i fabuła dopracowane. Zupełnie nie widać, żeby powieść napisana została w tak krótkim czasie! Kiedy autor w posłowiu się przyznał, że napisał książkę w zaledwie pięć tygodni, godząc ten czas z pracą w Berlinie Zachodnim, byłam w szoku. Nie tak, jak w przypadku Bradbury’ego, po którym widać było, że napisał 451 stopni Fahrenheita „na kolanie”, w dwa tygodnie, z jakimiś na chybił trafił wybranymi cytatami. Pomysł świetny, wykonanie już niestety nie. Tu natomiast i pomysł, i wykonanie na najwyższym poziomie. Amator opowieści szpiegowskiej znajdzie tu opowieść szpiegowską, przy czym, co dla mnie ważne, nie zostanie potraktowany jak półgłówek. Autor nie wyłuszcza wszystkiego, wielu rzeczy trzeba się domyślać, i ja to bardzo cenię. Zakończenie zaskakuje, na wielu poziomach, nie tylko opowiadanej historii. Bo le Carré wykazuje się wyjątkowym dla gatunku humanizmem. Jak sam przyznaje wpłynąć na to mogło to, jak sam się czuł w okresie, kiedy pisał tę książkę. W posłowiu do mojego wydania powieści opowiada, że w tamtym czasie czuł się wyjątkowo nieszczęśliwy: „Prawdopodobnie ta samotność i gorycz ujawniły się w postaci Aleca Lemasa. Wiedziałem, że chciałem kochać, ale moja własna przeszłość, moja własna samoświadomość, sprawiały, że było to niemożliwe”.* Le Carré był w Berlinie, kiedy rozpoczęto budowę Muru Berlińskiego i to doświadczenie było bezpośrednią inspiracją do napisania książki: „Przyglądanie się Murowi było jak przyglądanie się własnej frustracji i dotarcie do mojej złości, które znalazły ujście w książce. W wywiadach z tamtego okresu, jestem pewien, nic o tym nie wspominałem. Być może cały czas był we mnie szpieg, a być może sam siebie nie znałem na tyle, żeby zrozumieć, że opowiadając tę zawiłą historię, uporządkowałem w jakiś gorzki sposób swój własny chaos”.* Tak, w postaci głównego bohatera odbija się smutek i gorycz autora. Ale nie tylko. Już na początku książki, jeden z bohaterów mówi: „Musimy żyć bez współczucia, czyż nie? To oczywiście niemożliwe. Więc udajemy, jeden przed drugim, własną hardość, ale tak naprawdę, tacy nie jesteśmy…”** Czytając te słowa nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że dotyczy to nie tylko szpiegów. Że są chwile, w których to dotyczy każdego z nas.

the spy who came in from the cold

*cytowane fragmenty wypowiedzi le Carré’a pochodzą z wydania powieści w Penguin Modern Classics, 2010; tłumaczenie moje

** John le Carré, The Spy Who Came in from the Cold, Penguin 2010, str. 17

Advertisements

13 thoughts on “odkrycia berlińskie

  1. Zrobiłam rachunek mojego buksowego sumienia i okazało się, że chyba nigdy jeszcze nie przeczytałam żadnej szpiegowskiej historii. Aż do tej pory zdawało mi się, że nie mam czego żałować.

    Lubię to

    1. Mam podobnie. Moja przyjaciółka zachwala mi autora od lat kilku, a ja nic – słucham z niedowierzaniem.;( Może pora chociaż obejrzeć ekranizację „Szpiega” (Tinker, Tailor, Soldier, Spy).

      Rower na okładce bardzo przemawia do wyobraźni.;)

      Lubię to

      1. buksy: myślę, że warto dać le Carre szansę, taki „The Spy Who Came in from the Cold” to może być wyśmienita lektura na dwa szarugowe wieczory :)
        aniu: „Szpiega” na pewno warto zobaczyć, mnie się ten film bardzo podobał!

        Lubię to

  2. Przypomniało mi się, że „Wierny ogrodnik” to także dzieło le Carre – widziałam tylko ekranizację, ale zrobiła na mnie spore wrażenie. Była w tym głębia i ważna problematyka. Jeśli to znak rozpoznawczy większości jego książek, może się przekonam.;)

    Lubię to

    1. tak, zgadza się, to także dzieło le Carre. też widziałam ten film, już jakiś czas temu i też zrobił na mnie spore wrażenie, a teraz, po zastanawieniu się, myślę że ekranizacja faktycznie jest zgodna z duchem prozy le Carre’a. chyba nie pozostaje Ci nic innego, jak podejsć do jednej z jego książek! ;)

      Lubię to

  3. To też była moja pierwsza książka szpiegowska w życiu i poprzeczko została postawiona bardzo wysoko. Bez wstydu przyzaję, że to była jedna z lepszych książek przeczytanych w 2012 roku. Akcja i bohaterowie są bardzo interesujący, zwrotów akcji bym nie przewidziała, a koniec mnie szczerze poruszył i to wszystko na niewiele więcej niż stu stronach. Niestety moje dalsze przygody z panem Le Carre nie były takie udane, ale może wybrałam złe pozycje, bo po „The spy…” przeczytałam tylko 1,5 książki. :)
    Myślę, że „The spy…” to taka książka, którą można polecać innym nawet jeżeli nie zna się ich gustów literackich.

    Lubię to

    1. tak, zgadzam się, że „The Spy…” można polecać w ciemno, nawet tym, którzy nie są fascynatami powiesci szpiegowskich!
      przyznam się też, że się nieco obawiam kolejnej książki Le Carre’a, boję się, że się rozczaruję. z tego, co sam autor przyznał, nie ma co się brać za „The Looking Glass War”, następną po „The Spy…”, więc na wszelki wypadek ominę tę z daleka ;)

      Lubię to

      1. Ja przeczytałam jeszcze „A call for the dead” gdzie po raz pierwszy pojawia się postać Smiley’a. Też krótkie i mogę polecić, ale nie dorównuje „A spy…”. Zaczęłam też „Ludzi Smiley’a”, ale nie skończyłam nawet. Le Carre wielkim pisarzem nie jest, opisy mu moim zdaniem nie wychodzą, sprawdził się lepiej tam, gdzie stawiał na akcję.

        A tak z innej beczki, to dzięki blogowi CzytankiAnki odkryłam twoją stronę i właśnie po trochu sobie podczytuję. Bardzo fajny blog i lubię twój styl pisania. Na pewno będę od teraz czytać regularnie.

        Lubię to

      2. „A Call for the Dead” to chyba pierwsza jego książka, wiec faktycznie może nie dorównywać „The Spy Who Came in from the Cold”, ale zasmuciłaś mnie tym, że „Ludzie Smileya”, późniejsza jego książka tak bardzo Ci nie podeszła… Ja może dam szansę „Tinker, Tailor, Soldier, Spy”, film mi się podobał „)

        Bardzo mi miło, że podoba Ci się mój blog, fajnie jest usłyszeć, że to, co piszę, zyskuje nowych czytelników :)

        Lubię to

  4. Witam :) Ja dopiero odkrywam Le Carre. Jestem po lekturze „Subtelnej prawdy” i „Morderstwa doskonałego” i stwierdzam, że bardzo mi odpowiada elegancki styl autora i postacie, które stworzył.

    Lubię to

    1. Ja też dopiero odkrywam Le Carre, z jednej strony nie mogę się doczekać lektury innych jego książek, a z drugiej trochę się boję, że pozostałe mogą mi już tak nie podejść. Spróbujemy, zobaczymy ;)

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s