układanki

david and robb

Lubię jak książki nawiązują jedna do drugiej. Lubię jak tytuły, które zbieram, układają się w większą całość, jak takie książkowe puzzle. Często sięgam po książkę tylko dlatego, że nawiązała do niej inna, albo ulubiony autor o niej gdzieś wspomniał. Zafascynowana Nancy Mitford sięgnęłam po Evelyn Waugh, zainteresowana Evelyn Waugh zakupiłam Rebeccę West, która Evelyna bardzo ceniła, i zakupiłam Henry’ego Greena, który swojego czasu przyjaźnił się z Evelynem, chociaż pisali zupełnie inaczej. Henry’ego Greena bardzo ceniła również Iris Murdoch – i tak tworzy się sieć powiązań. Ale największą mam przyjemność, kiedy takie nawiązania są zupełnie przypadkowe.

Zaczęłam od książki Petera Robba Midnight in Sicily (niedawno wydało ją Czarne, pod tytułem Sycylijski mrok), która  obecnie jest moją książką torebkową (nadal czytam Catton, a 832 strony nie najlepiej nadają się do torebki, jedynie mogą motywować do zaprzestania wychodzenia z domu). Książka Robba o Sycylii jest napisana świetnie, bez protekcjonalnego tonu Gilmoura i bez wodolejstwa Barziniego, który bardzo rozczarował. Niektórzy zarzucają książce, że za dużo skupia się na mafii, a mniej na kulturze, literaturze i jedzeniu, czyli wszystkich innych aspektach wyspy, ale moim zdaniem historia opowiadan przez Robba jest kluczowa dla zrozumienia nie tylko tego regionu, jak i całego kraju. Przy czym autor nie przynudza, nie zarzuca czytelnika zbędnymi faktami, wszystko opowiada w sposób niezwykle ciekawy, niejedną opowieść czyta się z przyspieszonym biciem serca, jak niezły triller. A wszystko to przeplatane jest opowieściami to o literaturze, to o malarstwie, to o jedzeniu.

A na samym początku książki natrafiłam na taki oto fragment:

„1954 w Anglii nie był specjalnie dobrym rokiem, pomiędzy przemijającą euforią koronacji a upokorzeniem związanym z kanałem Sueskim. Ale racjonowanie żywności skończyło się w 1954, i pod koniec tego roku Evelyn Waugh nazwał Italian Food Elizabeth David jedną z dwóch książek, które w tym roku sprawiły mu najwięcej przyjemności. Elizabeth David była oszołomiona komplementem, szczególnie że pochodził od Evelyna Waugh, pisarza, którego książki sprawiły mi więcej przyjemności niż jestem w stanie wyrazić.

A tak się złożyło, że w tym samym czasie sprawiłam sobie książkę Elizabeth David, co prawda nie Italian Food, a Summer Cooking. Po rekomendacji Waugh Italian Food czeka już tylko na wypłatę. Bo na swoją słabość do tego pana już nic nie poradzę, jeżeli nawet zapoznanie się z jego biografią mnie od niego nie odrzuciło.

Advertisements

12 thoughts on “układanki

  1. Też uwielbiam takie różne dziwne zbiegi okoliczności okołoksiążkowe i mam ich na swoim koncie całkiem sporo. :) Podobnie jak Ty przepadam za tym, jak powieści (i nie tylko) wchodzą ze sobą w dialog, wzajemnie do siebie odsyłają.
    Robba miałam na celowniku, ale trochę zniechęca mnie rozbudowany wątek mafijny. Nie jestem miłośniczką tej tematyki, ale tak jak piszesz, bez jej poznania nie ma mowy o zrozumieniu Włochów.
    „Summer Cooking” musi być bardzo sympatyczne, ale czytając, chyba ciągle bym się objadała. :) Wystarczyła mi krótka recenzja i ślinianki zaczęły pracować. :) http://www.nybooks.com/books/imprints/classics/summer-cooking/

    Lubię to

    1. Robba bym polecała, pomimo niechęci do wątku mafijnego, bo na niego też składa się sporo najnowszej historii Włoch, a poza tym Robb naprawdę dobrze pisze.
      „Summer Cooking” jest faktycznie bardzo sympatyczne bo David przede wszystkim jest doskonałą pisarką. Polecam, naprawdę warto :)

      Lubię to

      1. Waugh progu kuchni raczej nie przekraczał, cały dom był na głowie jego żony, Laury. Panem domu był raczej okropnym, dzieci się go bały, a w pamięci zachowała mi się historia, z okresu, w którym Waugh musiał nieco zacisnąć pasa: kazał wtedy żonie pozbyć się większości służby, ale sam ze swojego kilkutygodniowego „urlopu” w hotelu Ritz w Londynie nie zrezygnował. Podejrzewam więc, że u David zachwycił go jej kunszt pisarski, co najwyżej kazał żonie coś ugotować ;)

        Lubię to

    2. Nawiasem mówiąc to Evelyn ma dzisiaj urodziny, przydałby się jakiś letni torcik. :)
      To rzeczywiście miałniezły charakterek. Ciekawe, czy degustował te specjały inspirowane dziełem pani David w samotności, czy rodzina też dostępowała zaszczytu. :)

      Lubię to

      1. Oj, widzisz, przegapiłabym! Torcika nie mam, ale kieliszeczek się znajdzie ;) (co myślę równie ucieszyłoby Evelyna, bo w czasie wojny kazał swojemu adiutantowi nosić za sobą butelki wina – zamiast apteczki, która tam gdzieś została w namiocie).
        Podejrzewam, że rodzina chętnie odstąpiłaby wszystkie rarytasy pani David w zamian za możliwość spożycia posiłku z dala od krytycznego ojca ;)

        Lubię to

  2. Dla wyposzczonych Anglików ‚Italian cooking’ musiało być czymś wyjątkowym. Przy okazji ‚Sweet Tooth’ McEwan mówił, że nawet w latach 70-tych kuchnia włoska była na Wyspach nowością i czymś b. ożywczym dla raczej „zachowawczej” kuchni angielskiej.;)
    Książki nawiązujące do innych książek to coś cudownego, potrafią lepiej zadziałać niż niejedna akcja promocyjna.;)

    Lubię to

    1. Tak, dobrze powiedziane, angielska kuchnia jest bardzo „zachowawcza” i od czasu do czasu ktoś musi ją ożywiać. Z rozmów ze znajomymi odnoszę jednak wrażenie, że przepisy David są uważane za trudne; kiedyś było tak ze względu na słabo dostępne (i drogie) składniki, teraz ze względu na to, że David jest w swoich przepisach nie do końca precyzyjna, radząc „przygotuj trochę mięsa, dodaj nieco pieprzu” etc.

      Lubię to

      1. Hm, ja nawet wolę przepisy typu: trochę mięsa, pomidorów wg uznania itp.;) A jakie jest Twoje zdanie na temat przepisów David? Czy dzisiaj potrafią czymś zaskoczyć?

        Lubię to

      2. dokładnie, ja mam podobne podejście, bo przecież każdy ma swoje preferencje, prawda?
        zaskoczyć dzisiaj myślę, że jest ciężko, bo teraz mam zniewalające wręcz bogactwo kuchni i smaków. David przede wszystkim robi wrażenie „porządnej firmy”, ale więcej będę w stanie powiedzieć, jak książkę zgłębię nieco dokładniej i jak coś z niej przyrządzę. a że coś przyrządzę, to nie ulega wątpliwości, może nawet coś o tym napiszę więcej :)

        Lubię to

  3. Wspominasz Iris Murdoch, i zaraz wspominam czas, kiedy zaczytywałem się jej książkami. „Morze, morze” było wyśmienite !
    Dziś Twój post jest dla mnie układanką, ponieważ odżywa w pamięci nazwisko autorki, do której warto wrócić.
    Dziękuję :)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s