feministka w sukience

To, co bardzo lubię w swojej pracy, to zupełnie nie związana z nią prasówka. Ze względu na specyficzny profil biblioteki regularnie otrzymujemy gazety i czasopisma z Polski. „Tygodnik Powszechny” co piątek ląduje na moim biurku, i nic nie szkodzi, że jest to numer sprzed tygodnia. Kiedy w pracy mam luźniejszy dzień, znoszę sobie też inne periodyki, do poczytania przy herbatce. I tak sobie zniosłam wczoraj Wyborczą sprzed dwóch tygodni. A tam pani Inga Iwasiów opowiada jak weszła do sklepu z sukienkami. I że jej „rola społeczna i intelektualna skłonność do dekonstrukcji stereotypów oraz głębokie poczucie braku znaczenia wyszukanych form nie pozwalają wystąpić szykownie”, więc na galę Nike poszła w spódnicy w kropki. Że co proszę? Bo „jeżeli nie chcemy być infantylizowane, musimy szukać swojego miejsca poza szafą. Może kiedyś sukieneczka i dekolt nie będą miały wpływu na postrzeganie nas i ustawianie nas w przestrzeni publicznej, tymczasem ja się trzymam z daleka od rozważań na temat kosmetyków”. Super, trzymajmy się z dala od rozważań na temat kosmetyków, pewnie, mnie to też za bardzo nie interesuje, a jak zainteresuje sięgnę po odpowiedni periodyk, a nie rozmowę z profesorką. Ale. Jeżeli liczymy, że kiedyś przestaniemy być infantylizowane tylko dlatego, że mamy sukieneczkę i dekolt, to na to trzeba zacząć pracować już dzisiaj i właśnie nie przez nie-ubieranie się szykownie. Bo dwadzieścia lat temu Iwasiów nie miała problemu z nazywaniem siebie ‚profesroką’ czy ‚wykładowczynią’ mimo że formy te nie były tak rozpowszechnione jak dziś.

I w ogóle co to jest za problem! Jest masa osób, które nie lubią sukienek i wieczorowych kreacji. I nie mają z tym problemu, tak samo jak ja nie mam z tym problemu, bo od nich nie słyszę, że nie pozwala im na to ich rola społeczna! Przez bibliotekę przechodzi masa pracowników (i pracowniczek) akademickich i wszyscy są różni. Jedna pani ubiera się na sportowo, jedna zakłada długie, lejące się czarne szaty, druga pani wygląda jak z żurnala, taka rosyjska księżniczka. I nie zauważyłam, żeby jedna z nich była przez kogolwiek traktowana mniej poważnie. Lub bardziej. Ja akurat lubię sukienki, w spodniach praktycznie nie chodzę, i nie robię tego z próżności, bo nogi mam jak kołki (i nie ma w tym stwierdzeniu żadnej fałszywej skromności), ale dlatego, że tak lubię. I chcę być w tych sukienkach traktowana poważnie. I jak idę do teatru, czy na galę, to zakładam sukienkę wieczorową i nawet mi przez myśl nie przejdzie, że akurat z tego powodu ktoś może mnie nie traktować serio. I tak samo jak, moim zdaniem, szkodliwe jest założenie, że nie założę sukienki z dekoltem bo zostanę zinfantylizowana, tak samo jest szkodliwe pytanie pani Doroty Wodeckiej: „Czy nigdy nie miała pani fantazji przebrać się za kobietę?” Bo jeżeli kobiety, wykształcone, oczytane etc, nadal myślą w ten sposób, że kobieta równa się szykowna kreacja, to ja przyszłość czarno widzę. Myśląc w ten sposób krzywdzimy same siebie. Bo ja jestem kobietą bez względu na to, czy mam na sobie wieczorową sukienkę, dzienną sukienkę, która przypomina z wyglądu fartuch roboczy, dżinsy, dresy, czy babciną piżamę. Mam tylko nadzieję, że to pytanie miało zabrzmieć prowokacyjnie. Nie chcę dopisywać do stroju żadnych ideologii! Jeżeli „intelektualna skłonność do dekonstrukcji stereotypów” naprawdę by u Iwasiów działała, to poszłaby na galę Nike właśnie w szykownej kreacji.

sukienka dla feministki

Advertisements

8 thoughts on “feministka w sukience

  1. Chyba ciągle tkwisz w okowach patriarchalnych stereotypów. Jak możesz?! Ale ten wywiad to i tak nic w porównaniu z dekonstrukcjami, jakich Inga Iwasiów dokonała w „Gender dla średnio zaawansowanych” :-).
    PS.
    II nazywa się „profesorką” a nie „profesroką”, chociaż aż korci by zapytać, czy jest jakaś różnica ale oczywiście nie pytam :-)

    Lubię to

  2. przypomina mi się wywiad jakiego udzieliła Agnieszka Graff Gazecie Wyborczej, w którym to mówiła, że uwielbia dotyk gąbeczki, podczas nakładania makijażu przed wejściem na „wizję”, czy manifę. jedne kobiety to lubią, inne nie. dla mnie postawa prof. Iwasiów jest zbyt radykalna. sama siebie sprowadza do sukienki, którą założy lub której nie założy. to jest męski sposób myślenia. kobiety, feministki, pozwólmy sobie na zaspokajanie swoich „potrzeb ubraniowych” (i nie tylko) bez oglądania się na facetów, czy ich punkt widzenia.

    Lubię to

  3. Dobrze, że moja rola społeczna pozwala mi na bycie sobą, tzn. noszenie ubrań, które uważam odpowiednie do sytuacji i które pozwalają mi na zaspokojenie potrzeb estetycznych/rozrywkowych/innych. Bardzo udany wpis.

    Lubię to

  4. Widzę, że rozmowa z panią Iwasiów poruszyła nie tylko mnie:) Wyjątkowo przeczytałam ją od razu po tym, gdy została wydrukowana (zazwyczaj mam poślizg zbliżony do Twojego) i też mnie po tej lekturze poniosło. Niestety, u mnie głosu nie zabrał nikt, kto mógłby rozjaśnić mi mroki drogi, którą podążały myśli pani Iwasiów. Może u Ciebie ktoś zgłosi się na ochotnika?
    Pozdrawiam, w sukience, nie w szafie:)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s