sposób na impas czytelniczy

Chwila pomiędzy jedną lekturą a drugą jest pełna przyjemnego napięcia, gorzej jednak, kiedy ta chwila przeciąga się w nieskończoność. Gorzej, kiedy wpada się w swoisty impas czytelniczy. Gorzej, kiedy sięgam po coś, co zwykle  sprawia mi przyjemność, a co tym razem zostawia mnie obojętną. Gorzej, kiedy sięgam po jedną książkę za drugą i każda z nich rozczarowuje. Wtedy chwila pomiędzy jedną lekturą a drugą może się przemienić w chwilę pełną gorzkiej frustracji. Bo przecież mogłabym czytać, mam czas, mam i energię. Tylko mało które zdanie sprawia przyjemnosć. Co robić? Czy jest sens zmuszać się do Virginii Woolf? Nie za bardzo, kiedy wiem, że Woolf przeczytana w innym momencie sprawi o wiele więcej przyjemności. Tym bardziej, że z doświadczenia wiem, że tego typu impasy są chwilowe. Nie ma co rozpaczać, bo nie potrwa to wiecznie. Trzeba przeczekać. Tylko jak? Czym w takim razie mam zapełnić wieczory i ranki, kiedy mimo wszystko czuję głód literek? Czym wypełnić przerwy w pracy, kiedy wyjechały wszystkie koleżanki? (Serio, biblioteka świeci pustkami, z koleżanek została jedna, ta z którą można rozmawiać tylko o modzie, a jak daleko można pociągnąć rozmowę pt. „masz ładny sweterek?” Odpowiedzi poproszę na kartce pocztowej.)

Otóż czas zapełnić można nadal książkami! Skoro, jak ustaliłam, nie ma co czytać Virgnii Woolf, bo i tak lektura sprawi mało przyjemności, a wszystkie jej starannie dopracowane zdania zrobią na mnie niewielkie wrażenie, bez wyrzutów sumienia można czytać cos lżejszego. Mogę wreszcie spokojnie czytać  kryminały. Dwa wystarczą. Po dwóch już mi się znudzi. I jeżeli nadal mnie nie ciągnie do Virginii Woolf, zarzucam sobie opowiadania. Taką Lydię Davis ostatnio na przykład. Albo Alice Munro. Mogę takie opowaidania poprzeplatać jakąś książką non-fiction, gdyż zauważyłam, że podczas takich impasów czytelniczych wyjątkowo dobrze wchodzą mi daty, czytam więc sobie teraz historię Włoch. Mam też wreszcie czas na poczytanie swoich książek kucharskich, więc w sobotni lub niedzielny poranek, kiedy zwykle utknęłabym w jakiejś powieści, obkładam się książkami kucharskimi i z łóżka nie wychodzę do obiadu. Po takich paru tygodniach nadchodzi wreszcie chwila, kiedy mam ochotę na coś bardziej soczystego. I chwila ta sama przychodzi. Sięgam wtedy po sprawdzoną Iris Murdoch. I wszystko wraca do normy.

Advertisements

5 thoughts on “sposób na impas czytelniczy

  1. Ja stosuję metodę płodozmianu! Lubię jednocześnie / równolegle czytać coś bardziej i mniej ambitnego, a gdy tak nie robię, to zwykle spada mi czytelnictwo z obu stron. Teraz porwałam się na Davida Fostera Wallace’a (którego trzeba czytać w skupieniu i bez przerywników) i w rezultacie było ciężko ;)

    Lubię to

    1. Ja kiedys próbowałam czytać Wallace’a w pracy, chowając się w komórce na książki, i faktycznie nie był to najlepszy pomysł, bo jednak posiedzieć w tej komórce za długo nie można było! ;)
      też staram się urozmaicać lektury, tylko na ogół szkoda mi czasu na te mniej ambitne rzeczy. szczęsliwie (?) z wiekiem trochę obniża mi się poziom snobizmu…

      Lubię to

  2. Munro wypożyczyłem z biblioteki – ciekaw jestem tych opowiadań w zbiorze pt. „Uciekinierka”.
    Dla mnie, na czytelniczy impas, zawsze działa powrót do uroczych kryminałów Agathy Christie.
    pozdrawiam :)

    Lubię to

    1. „Uciekinierka” to pierwszy zbiór opowiadań Munro, który przeczytałam, bardzo mi się podobał, chociaż sprawił wrażenie nieco monotematycznego. inne, po które sięgnęłam, wydają mi się nieco mniej monotematyczne.
      również pozdrawiam

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s