lydia davis

Kiedy w zeszłym roku Lydia Davis dostała Międzynarodowego Bookera spodziewałam się wręcz mody na nią, niemal takiej, jaka wybuchła w przypadku Hilary Mantel. Tak się jednak nie stało. Nadal mało kto kojarzy Lydię Davis, a przecież chyba wszyscy wiedzą kim jest Mantel. Zastanawiając sie nad tym fenomenem, doszłam do wniosku, że być może stan literatury światowej jest nieco odmienny od tego, jakim go ukazują nam krytycy. Przecież to oni wieszczą zmierzch tradycyjnej powieści, kiedy czytelnicy jednak wybierają bardziej tradycyjne formy literatury. Bo cóż może być bardziej tradycyjnego od dobrze skonstruowanej powieści historycznej?

Natomiast opowiadania Lydii Davis nie mogłyby być dalsze od tradycyjnego pojęcia prozy. Prawdopodobnie część z nas nawet nie nazwałaby tego, co pisze Davis, opowiadaniami. Właściwie ja sama mam ten problem nazewniczy. Niektóre z jej opowiadań faktycznie przypominają historie, ciągną się na kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt stron. Ale wiele z nich przypomina raczej zdania wyrwane z kontekstu. Czasami jej opowiadania wydają się jak skrawki, które inny pisarz wykorzystałby może w jakiejś większej formie. To, że niektóre z jej opowiadań mają długość akapitu, albo nawet składają się z dwóch zdań, jest na tyle kontrowersyjne, że było powodem omijania Davis przy rozdzielaniu nagród aż do czasu międzynarodowego Bookera. Ale to też jak widać wśród czytelników przeszło bez większego echa.

Jak dla mnie jednak jej pisarstwo tylko zyskuje na prostocie i tej niespotykanie krótkiej formie. Podobnie jak opowiadania Alice Munro są doskonale wyważone, wydłużenie ich chociażby o odrobinę zburzyłoby harmonię prozy kanadysjkiej pisraki, tak samo wyważone, według mnie, są opowiadania Lydii Davis. Straciłyby swoją siłę oddziaływania, gdyby umieścić je w dłuższych utworach. Bo dzięki temu właśnie, że są tak krótkie, na tak długo pozostają w pamięci. Za nic nie mogłabym przytoczyć treści niektórych (jeśli nie większości) przeczytanych dwa lata temu książek, ale opowiadanie Davis, które przeczytałam dwa lata temu, jeśli nie trzy, pamiętam doskonale do dziś. Może dlatego, że miało tylko cztery strony. A może dlatego, że zrobiło na mnie takie wrażenie, że było przepełnione miłością, empatią, niesamowitym zmysłem obserwacji. A była to tylko historia starego słownika.

Davis jest również tłumaczem, przetłumaczyła między innymi Balzaca i Prousta. Podejrzewam, że również dlatego jej historie charakteryzują się niezwykłą wrażliwością językową. Jest ona co prawda nieco inna niż u Lorrie Moore, która to przede wszystkim bawi się językiem (nawet tytuł jednej z jej powieści to Anagramy). Davis natomiast zwraca uwagę na komunikację, na przekaz. Jej opowieści to próby porozumienia, przekazania informacji. Jak to dwustronicowe opowiadanie, w którym Davis próbuje ‚ostrzec’ współpasażerów, jakim jest podróżnym. Jedzącym kanapki, ale po cichu. Czasami zdejmującym buty, ale wtedy zakłada na nogi kapcie. Czasami może zajrzeć do torby wiele razy, czasami w ogóle. Chwilami przekaz wydaje się pełen sprzeczności, ale tak naprawdę narratorka nie może współpodróżnym nic lepszego zaoferować. Ze słów Davis przenika jednak niezwykle ujmujący wzgląd na drugą osobę. Narratorka opowiada o sobie, ale nie robi tego dla siebie. Nie jest to forma autoterapii. Nie towarzyszy też temu chęć zwrócenia na siebie uwagi. Jest tu natomiast autentyczna chęć  porozumienia się z drugą osobą, wszystko to, co narratorka mówi, mówi dla tej drugiej osoby.

Niedawno wyszedł nowy tomik opowiadań Davis. Mam nadzieję, że zyska on uznanie większej rzeszy czytelników niż jej dotychczasowe proza. Zasługuje na to.

lydia davis

Advertisements

8 thoughts on “lydia davis

  1. Mam zbiór jej wybranych opowiadań, może wreszcie znajdę czas na lekturę. Prezentowany przez Ciebie ma rewelacyjny tytuł – ciekawe, jak brzmiałby po polsku.;) Liczę na to, że skoro zaczęto u nas przed Noblem publikować Munro, to może i Davis się doczeka.

    Lubię to

  2. Może międzynarodowy Booker ma mniejszą siłę przebicia niż Booker-Booker… a Mantel jest bardzo tradycyjna i reader-friendly, to naprawdę świetnie się i lekko czyta, więc mnie nie dziwi, że się też sprzedało, ba, cieszy mnie to, sama się wspaniale zaczytywałam. Ale Davis brzmi dokładnie jak coś dla mnie, muszę się za nią jakoś zabrać w przyszłości ;)

    Lubię to

    1. Lydia Davis jest też chyba dosyć trudna do przetłumaczenia ;) a co do znajomości Mantel to się nie dziwię, po podwójnym bookerze tym bardziej, chociaż słyszałam, że tłumaczenie pozostawia wiele do życzenia.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s