szklany zamek

Wiem, wiem, miało być o książkach kucharskich! Ale. Trafiła mi się taka lektura, że miałam ochotę iść na wagary, zadzwonić do pracy i powiedzieć, że mnie boli brzuch, żeby tylko móc w domu zostać i czytać.

Szklany zamek Jeanette Walls to opowieść o dzieciństwie spędzonym na ciągłych przeprowadzkach, ucieczkach z jednego miejsca w drugie, o walce o przetrwanie w rodzinie, w której rodzice nie są w stanie zapewnić dzieciom ani porządnego ubrania, ani miski zupy na stole. Są jednak w stanie zapewnić miłość i wiarę w siebie, oraz rozbudzić w dzieciach ciekawość świata. Z reguły stronię od opowieści o nieszczęśliwym dzieciństwie, o głodzie, trudzie i brudzie. Z reguły uznaję, że takie opowieści mają znikomą wartość literacką i grają na emocjach czytelnika w bardzo prosty sposób. Jednak Szklany zamek przez dziewięć lat od pierwszego wydania zdobył sobie miano współczesnej klasyki i chyba zakorciło mnie, żeby sprawdzić, czy słusznie. Albo po prostu spodobała mi się okładka? Nie wiem, już nie pamiętam.

Historia rozpoczyna się, kiedy Jeanette ma trzy lata i gotuje sobie parówki, bo przecież trzeba coś zjeść, kiedy mama maluje. Poznajemy świat Jeanette, jej siostry Lori i brata Briana: świat takim jakim widzi go Jeanette, najpierw trzyletnia, później siedmio, trzynasto, wreszcie siedemnastoletnia. Im jest starsza, tym dostrzega więcej, tym więcej rozmie, i tym jest trudniej jej i trudniej w ogóle, gdy z roku na rok rodzina mieszka w coraz gorszych warunkach. Narracja prowadzona jest w naprawdę przepiękny sposób; kartkując książkę, można odnieść wrażenie, że jest to narracja dość fragmentaryczna,  tak naprawdę charakteryzuje się ona ciągłością, czytając miałam wrażenie, że przepływam pomiędzy kartami książki, pomiędzy opowiadanymi historiami.

Co jest jednak siłą tej książki, to to, że przez całą opowieść poznajemy świat z perspektywy Jeanette, tej Jeanette z kartach książki, a nie tej siedzącej przy komputerze i stukającej w klawiaturę. I to jak pokazuje, że Walls nauczyła się akceptować swoich rodziców, swoje dzieciństwo, i na dodatek opowiedziała o tym w wyjątkowy sposób. Pomimo wszystkich okropieństw jest to książka piękna, przez pierwsze sto kilkadziesiąt stron czytelnik nie dostrzega ich aż tak bardzo, tak jak nie dostrzegała ich mała Jeanette, która spanie w pudełku po lodówce widziała jako świetną przygodę, i wraz z rodzeństwem powiedziała rodzicom, żeby nie kupowali im łóżek, bo spanie w pudełkach jest świetne.

Piękna lektura.

szklany zamek

Reklamy

6 thoughts on “szklany zamek

  1. W dzieciństwie to chyba każde odstępstwo od codzienności wydaje się atrakcyjne. Dopiero dorosły docenia właśnie te codzienność czasu nieletniości. Książka brzmi ciekawie ale i też grozi działaniem depresyjnym.

    Polubienie

  2. czytałam, chociaż po polski i nieokiełznane też (to o babci – niesamowitej kobiecie) Obie mi sie podobały, ale za nic w świecie nie chciałabym mieć takiego dzieciństwa jakiego Jeanette ufundowali nieodpowiedzialni rodzice

    Polubienie

      1. A widzisz, ja czytałam po polsku i mnie się z kolei styl nie podobał w szczególności w Nieokiełznanych. Te zdania kwadratowe jakieś były, jakby trochę przypadkowe a tu się okazuje, że to pewnie znów wina tłumacza:-) nie mniej historia wciąga wiec przymknęłam oko na język

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s