zalety lata

Lato jest dla mnie okresem pełnym oszczędności. Przede wszystkim nie płacę rachunków za ogrzewanie, nawet jeśli nie ogrzewam tylko dlatego, że miesiąc nazywa się lipiec a nie luty, a nie dlatego, że tak mi ciepło. Po drugie dni są dłuższe, więc płacę mniejsze rachunki za elektryczność. Płacę też mniejsze rachunki za elektryczność również dlatego, że jak już te dnie trafią się cieplejsze, wszyscy na ulicy otwieramy okna i słuchamy wspólnie radia pana z naprzeciwka. Nie musimy też włączać telewizora, żeby znać wynik meczu, wystarczy kibicujący sąsiad. A jak już zdecydujemy się na wyjście i obejrzenie meczu w towarzystwie przy piwie, to w cieplejsze dni do upicia się starczą i trzy piwa, zupełnie niepotrzebne cztery (innym patentem jest kupowanie cydru, który ma dwa razy większą zawartość procentów, wtedy w ogóle wystarczą dwa). A jak już przy mistrzostwach świata jesteśmy, to można też porobić zakłady, przy odrobinie szczęścia zawsze trochę dodatkowego grosza wpadnie. A jak już wpadnie, to trzeba go mądrze wydać. Mądrze, czyli na co? Na książki oczywiście:

ksiazkiOd góry:

David Lodge, The Year of Henry James – w 2004 roku ukazały się aż cztery książki z Henrym Jamesem jako jednym z głównych bohaterów opowieści: Alana Hollinghursta, The Line of Beauty, książka- hołd, złożony Jamesowi (główny bohater pisał pracę o Jamesie), Colma Toibina, The Master będąca zbeletryzowaną biografią pisarza, Emmy Tennant Felony, będąca wznowieniem kolejnej sfikcjonalizowanej biografii Jamesa, i Davida Lodge’a, Author, Author. Najbardziej podobne okazały się książki Toibina i Lodge’a, i z tego podobieństwa Lodge się w pierwszej części tej książki tłumaczy, a przy okazji można się dowiedzieć ciekawych rzeczy o Jamesie. Na drugą częśći książki składa się krytyka literacka, i rozważania o pisarzach od George Eliot do Grahama Greena, od Wellsa po Nabokova. Czytam ze względu na zainteresowanie Jamesem (a zainteresowanie Jamesem wynika z tego, że Iris Murdoch uważała go za jednego z najlepszych pisarzy) i ze względu na to, że jest przystępnie napisana.

Patricia Highsmith, Carol – cóż mogę powiedzieć, tak się zachwyciłam Highsmith, że postanowiłam spróbować jej nie-kyrminalnej prozy.

Walter Tevis, The Queens Gambit – tą książką zachwyciła się przyjaciółka. Teoretycznie mogłam od niej pożyczyć, szczególnie, że mamy raczej odmienne gusta, ale po przeczytaniu dwóch pierwszych stron stwierdziłam, że może warto zaryzykować. Tevisa wcześniej nigdy nie czytałam, więc tu odkrywam nieznane lądy!

Jerome K. Jerome, Three Men in a Boat – kilka tygodni temu pojawił się krótki artykuł o tej książce w ramach serii 100 najlepszych powieści w Guardianie (tutaj) i poczułam się bardzo zachęcona. Planuję lekturę przed wyprawą na łódkowanie po Oksfordzie.

Samuel Beckett, Murphy – nawet nie będę udawać, przy zakupie tej książki kierował mną czysty snobizm.

Alice Munro, The Love of a Good Woman – odkryłam, że przeczytałam wszystkie posiadane przeze mnie opowiadania Alice Munro, więc trzeba było coś dokupić.

Flannery O’Connor, The Violent Bear it Away – jej nazwisko ostatnio ciągle mi się przewija przed oczami, więc to chyba jakiś znak, nie? A jak już przeczytałam (tutaj), że pisarka nie znosiła Ayn Rand, a w sobotę doczytałam w „Wysokich Obcasach”, że była ulubioną pisarką Vonneguta, to stwierdziłam, że to jest to po prostu przeznaczenie. Co prawda O’Connor znana jest przede wszystkim ze swoich opowiadań, ale ja mam słabość do amerykańskich wydań książek, więc się skusiłam na powieść.

Reklamy

10 thoughts on “zalety lata

  1. Właśnie wczoraj czytałam ten sam artykuł dot. Vonneguta i przypomniało mi się, że zbiorek trzech opowiadań O’Connor mam na wyciągnięcie ręki. Ale chyba pierwsza będzie Munro, choć już piąty raz czytam pierwszą stronę Friend of My Youth i odpadam.;( Chyba przejdę do drugiego opowiadania.;)
    Nie wiedziałam, że Lodge znowu coś o Jamesie napisał. Zakochał się chyba.;)

    Polubienie

    1. to może faktycznie odpuść sobie Friend of My Youth i przejdź do następnego opowiadania ;) ale jak zabierzesz się już za O’Connor to koniecznie daj znać!
      Lodge bardziej o sobie niż o Jamesie: chyba bardzo zaszło mu za skórę to symultaniczne niemal wydanie książek o Jamesie, bo większość książki właśnie temu poświęcił. próbował się wytłumaczyć dlaczego jego książka nie okazała się sukcesem, chociaż nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jakby Author, Author faktycznie był taki wspaniały, to książka Tobina wcale by mu nie przeszkodziła. bardziej się zainteresowałam tym Tobinem, szczerze powiedziawszy ;)

      Polubienie

      1. Pierwsze opowiadanie Munro przeczytane, ale stwierdzam, że chyba potrzebuję obecnie innych bodźców literackich.;)
        Lodge tłumaczy się, dlaczego jego książka nie okazała się sukcesem? Paradne!:) Toibina znam z jednej książki (Południe) i z pewnością kiedyś do niego wrócę, najchętniej do „Testament of Mary’. Ciekawe, czy wydadzą ją w Polsce – już się boję, że nie.;(

        Polubienie

  2. Author author Lodge’a był dosyć męczący, ciekawe czy przy kolejnym podejściu do tematu Lodge się poprawił. A trzej panowie w łódce to tacy trzej uroczy nudziarze, mili w obejściu, ale nie budzący zachwytu.

    Polubienie

    1. oj, chyba nie, bo Lodge się bardziej rozwodził nad niepowowdzeniem swojej książki i jego przyczyną, niż nad Jamesem. trochę to było ujmujące, bo widać przy tym jak bardzo pisarzowi zależało, ale mało mnie zachęciło do lektury samej książki.
      znaczy się, że Trzej panowie w łódce to taka ramotka raczej? ja czasami lubię ramotki ;)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s