chcecie bajki?

Oto bajka.

Książka, która zauroczyła mnie swoją złocistą okładką i zachęciła umiejscowieniem akcji w środowisku uniwersyteckim. Bo wszyscy dobrze wiemy, że mam słabość do tak zwanej „campus novel”; czy to komedia Kingsleya Amisa (Lucky Jim) czy Davida Lodge’a (Changing Places), czy poważny Stoner Williamsa, wszystkie te książki zajmują wysokie pozycje na mojej liście ulubionych lektur. Od czasu, kiedy przeczytałam Stonera, poszukiwałam książki, która podobnie by mnie zachwyciła, a Wallace Stegner wydawał się doskonałym kandydatem na następcę Johna Williamsa. Czy można się więc dziwić, że sięgnęłam po Crossing to Safety, szczególnie że niedawno w sieci mignęła mi ekstatyczna recenzja tej powieści?

Stegner serwuje czytelnikowi opowieść o wieloletniej przyjaźni pomiędzy małżeństwem Morganów (Larry i Sally) i Langów (Charity i Sid), którzy poznali się na uniwersytecie w Winsconsin. W całej książce podobało mi się to, co było chyba najmniej ważne, to, co było gdzieś w cieniu głównych wydarzeń, co było tylko ich tłem, a mianowicie opis amerykańskiej depresji lat trzydziestych. Recesja była jednocześnie motorem wydarzeń, bo to ona rzuciła Morganów z Californi aż do Wisconsin, to ona przegnała ich później do Bostonu, i to te opisy amerykańskiej rzeczywistości najbardziej mnie w książce zaintersowały.

Bohater i jednocześnie narrator opowieści to Larry, amerykański „self-made man”, który swoją ciężką pracą doszedł do wszystkiego, co posiada. Sid, to jego przeciwieństwo, pokaźny majątek odziedziczył po ojcu, bankierze (majątek ten jakimś cudem przetrwał krach na giełdzie). Lang w końcu zapomina o swojej prawdziwej pasji, i, chociaż pracować nie musi, zamiast swoich wierszy pisze drętwe artykuły na temat czyjejś poezji. Larry to tytan pracy, ale nie pracy akademickiej, tylko od świtu wali w klawisze maszyny do pisania, tworząc opowiadanie za opowiadaniem, powieść za powieścią. Z sukcesem. Dla kontrastu mamy opisy piwnicy, w której mieszkają Sally i Larry, i: rezydencji Langów, przyjęć u Sida i Charity, na których cytuje się poetów i czyta Homera w orginale, domu Langów nad jeziorem, gdzie do późna w nocy toczą się długie akademików rozmowy.

Idylla przesłodzona i przez to ciężkostrawna, której nie ratują zgrzyty w małżeństwie Langów, cienie na charakterze Charity, problemy finansowe Morganów (które pokonują dzięki hojności przyjaciół). Mogłabym powiedzieć, że zabrakło mi tu autentyczności, ale przecież nie wierzyłam też S.M. Foggowi, nie wierzyłam Effingowi, a ich opowieści u Austera sprawiły mi nie lada przyjemność. Próbowałam też tej książce dać jak najwięcej, czyli nie czytałam jej w przerwach na kawę, nie czytałam jej w windzie, tylko w domu, wieczorem, jak już nigdzie nie musiałam pędzić; chciałam jej dać należyty czas i należną uwagę z nadzieją, że dzięki temu przyjemność czytania wzrośnie. Na nic.

Książka irytowała, irytowały płaskie opisy, irytowała przemądrzałość Larry’ego i patrzenie z góry na innych, w tym na Sida i Charity. Może na tym polegał problem? Drażniła mnie też warstwa językowa powieści; czytając miałam wrażenie, że można było powiedzieć coś więcej, sięgnąć głębiej, coś dokładniej opisać. Nie uwierzyłam żadnemu z bohaterów, ani nie polubiłam żadnego z nich. Po lekturze pozostało uczucie niesmaku i rozczarowania, którego nawet już w jakiś czas po odłożeniu książki nie potrafię się pozbyć.

oto bajka

Advertisements

8 thoughts on “chcecie bajki?

  1. Pierwsze słyszę o tym autorze, wychodzi na to, że nic nie straciłam. Widać, że nie ma niezawodnego przepisu na książkę. Niby wszystkie składniki się zgadzały, ale i tak nie wyszło.
    Okładka rzeczywiście przyciąga wzrok. Kojarzy mi się ze światłem jakie jest jesienią wczesnym wieczorem. Bardzo lubię tę porę dnia.

    Lubię to

    1. ja też nie słyszałam wcześniej o tym autorze, poza tą jedną recenzją. w Anglii chyba nie był wznawiany, a w Polsce, zdaje się wcale go nie tłumaczono.
      i okładka kusząca, i pierwsza strona książki, którą przeczytałam zanim książkę zakupiłam. szkoda, że obie tak mylące!

      Lubię to

  2. Juz miałam napisać ze jak o uniwersytecie w Wisconsin to biorę bez pudła, bo kiedyś gościłam na tej uczelni, ale jak przeczytałam Twoją notatkę do końca, to mi entuzjazm przeszedł;)

    Lubię to

      1. patrycja; Chyba jednak uwierzę Twojej surowej ocenie, zwłaszcza, że sama jestem raczej krytycznie nastawiona do tego co czytam ;)

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s