obrazy z podróży

Nie najlepiej przygotowuję się do wyjazdów. Kupuję oczywiście masę przewodników; kupuję ich tyle, jakby nie było jutra, albo jakby doba miała  ze 48 godzin, z czego conajmniej połowa była przeznaczona na czytanie. Jeśli już się zabiorę za przygotowania czytelnicze, to zaczynam od tych książek średnio związanych z podróżą. Na przykład czytam o krzaczkach cytrusowych, o tym skąd przybyły do Europy i jak powstały pomarańcze. Dowiedziałam się dzięki temu że w ogrodzie Medyceuszy we Florencji można zobaczyć drzewka cytrusowe pamiętające jeszcze ten słynny ród. Część z nich poszła na podpałkę w czasie wojny, część zmarzła kiedy je wystawiono ze szklarni, bo zrobiono w niej szpital polowy, ale część przetrwała. Szkoda tylko, że nie wybieram się do Florencji… Więc kilka dni temu sięgnęłam w końcu po coś bliższego przewodnikowi. Co z tego, że napisanego sto lat temu.

Paweł Muratow, rosyjski historyk sztuki, który na dobre wyemigrował z Rosji w roku 1922, wydał swoje przewodniki, a właściwie eseje, o Włoszech w latach 1911-1912. W 1920 dotychczasowe dwa tomy uzupełnił o tom trzeci. Na polski zostały przetłumaczone przez Pawła Hertza, wydane w Zeszytach Literackich i są cały czas dostępne. Tom Obrazy Włoch. Mediolan i Werona kupiłam kilka lat temu, kiedy zaczęłam planować objazd północnych Włoch. Muratow jednak, pomimo mojej symaptii, do tego co wydają Zeszyty Literackie, przeleżakował sobie na półce, nieczytany.  Bo to przecież gość sprzed wieku. 

Ale kiedy już się zabrałam za czytanie Obrazów… to odkryłam, że właśnie to, że Paweł Muratow to gość sprzed wieku, sprawia że jego eseje są takie piękne. Tak, piękne, nie boję się tego słowa użyć, tak samo jak nie boi się go używać Muratow. W jego obrazach Włoch jest wiele zachwytów, jest wiele wzruszeń. Wydaje mi się to takie inne od dzisiejszego pisania o miejscach, sztuce, obrazach: jest to przekazywanie wrażeń, a nie suchych informacji. 

Oczywiście, Muratow wiele wie i nie brakuje tu szczegółów. Jego styl jest jednak klarowny. Elokwentny, ale bez egzaltacji. Wiedza autora imponuje, ale nie przygniata, ta proza – podróżnicza, historyczna – pozostaje lekka i przyjemna w lekturze. Muratow wydaje się wyjątkowo współczesny; dostrzega upływ czasu, industralizację, a miejsca traktuje z wyjątkowym zrozumieniem, pozwala im na życie, zmianę; apeluje, żeby nie traktować Włoch jak muzeum. Pisze nie o samej sztuce, ale też o ludziach z nią związanych: twórcach, historykach sztuki, tych, co wpływali na miejsca, które teraz tak tłumnie odwiedzamy. Na przykład większość rozdziału o Bergamo poświęcił historykowi sztuki, Giovanniemu Morelli. 

Chodząc po salach Pinakoteki Brera w Mediolanie, wśród obrazów, które tak Muratowa zachwycały, zastanawiam się, co myślałby on o dzisiejszych Włoszech. Czy nadal traktowałby je z takim samym zrozumieniem? Czy budziłyby w nim taki sam zachwyt? Zastanawiam się też, jakby podróżował? Czy martwiłby się tym, czy wziął wszystkie ładowarki? 

 

PS. Podejrzewam  że Muratowa w ogóle nie martwiłoby oderwanie od mediów społecznościowych, a pisałby w zeszytach, ołówkiem lub długopisem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s