książki w plecaku

Co prawda mój plecak przypominał zawartością walizkę Toma Gaulda z New Yorkera, o tę tutaj, ale książek na wakacjach przeczytałam mało. Nawet jeżeli miałam spędzić kilka godzin w pociągu, to gapiłam się w pociągowe okno i podsłuchiwałam współpasażerów. Kiedy miałam wieczór tylko dla siebie, to gapiłam się na morze lub gubiłam się w mieście. Także o czas na lekturę było trudno, chociaż przed wyjazdem znowu wydaje mi się, że tym razem będzie inaczej, że w końcu będę miała tyle wolnego czasu i będę czytać, czytać i czytać.

Ale jakoś zawsze jest tak samo. Książki wracają ze mną, co najwyżej nadczytane, ale za to z pozaginianymi rogami, porysowanymi okładkami, złamanymi grzbietami, pełne biletów i paragonów. Mogę czytać je teraz, dzięki czemu wakacje zostaną ze mną na trochę dłużej. Udało mi się jednak skończyć jedną książkę, ale to tylko dlatego że miała zaledwie 250 stron i bardzo dużą czcionkę, tak że właściwie możnaby zaoszczędzić trochę lasów i książka spokojnie mogłaby mieć połowę objętości. 

Powieść Ali Smith, How to be both, zdobywczynię Nagrody Baileysa, a w zeszłym roku nominowaną do Nagrody Bookera, planowałam przeczytać niemalże od chwili nominacji, kiedy to w telewizji obejrzałam program ze wszystkimi nominowanymi, w którym autorzy opowiadali historie powstania swoich książek, a na koniec serwowali po fragmencie. W międzyczasie przeczytałam jeszcze The Accidental, po którym zapałałam jeszcze większą sympatią do autorki. 

How to be both też nie rozczarowała. Bardzo podoba mi się styl pisarki: dosyć oszczędny, ale stwarzający bardzo intymny świat. Bardzo też polubiłam bohaterki Ali Smith,  ich wrażliwość na świat i język, ich sposób patrzenia na otoczenie. W ostatniej książce Smith mamy dwie opowieści: historię współczesnej nastolatki, Georgie, na którą jednak wszyscy wołają George, która zmaga się nie z dorastaniem, ale ze stratą matki. I historię (a właściwie fabularyzowaną biografię) XV-wiecznego malarza z Ferrary, Francesca del Cossy. Obie opowieści mają wiele zazębiających się punktów, nie tylko stratę matki, nie tylko fresk w Ferrarze, ale przede wszystkim są historiami o przyjaźni i o odkrywaniu własnej tożsamości. A to wszystko podane z humorem i naprawdę bardzo przyjemne w lekturze. 

 

Ciekawostką jest sama konstrukcja książki, bo wydrukowane zostały jej dwie wersje: jedna rozpoczynająca się historią Georgie, a druga historią malarza, a na którą trafi czytelnik, to zależy od przypadku. 

Reklamy

3 thoughts on “książki w plecaku

  1. Lubię tę panią. Zastąpiła lukę po Winterson, która z wiekiem zaczęła pisać coraz słabsze książki (przynajmniej w moim odczuciu). I tylko żal, że Ali Smith nie ma szczęścia do polskich wydawców, skończyło się na dwóch książkach.

    Polubienie

    1. Pamiętam Twoją recenzję „Przypadkowej” :) Winterson dużo nie czytałam, „Nie tylko pomarańcze” i „Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?”, ale obie uważam za niezłe. Trochę boję się jej bardziej fantastycznej prozy…
      Chyba Ali Smith nie cieszyła się zbytnią popularnością wśród czytelników, ale może Muza jeszcze do niej wróci?

      Polubienie

      1. Ali Smith nie miała okazji nacieszyć się popularnością w Polsce, jako że wydawnictwo nieszczególnie o to zabiegało.;( Inna rzecz, że niektóre jej książki byłyby trudne do przetłumaczenia.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s