na marginesach listów Iris Murdoch

Dawno nie pisałam nic o Iris Murdoch, co nie oznacza wcale, że przestałam ją czytać. Wręcz przeciwnie. Owszem, przeczytałam wszystkie jej powieści, ale większość z nich na tyle dawno, że spokojnie mogę je czytać teraz drugi raz! Ostatnio pojawiło się sporo opracowań jej twórczości, zarówno literackiej jak i rozważań filozoficznych; wszystkie je skrzętnie zbieram i od czasu do czasu podczytuję. Jeżdżę na konferencje jej poświęcone, jeśli tylko organizowane są w granicach kraju. Zaglądam w okna domów, w których kiedyś mieszkała, chociaż tym pewnie nie powinnam się publicznie chwalić. W każdym razie moja miłość do niej wcale nie zelżała, wręcz przeciwnie; nie jest to już ślepy zachwyt, ale dojrzałe uczucie,  znam jej wady, ale je akceptuję.

  

W tym miesiącu ukazał się wybór listów Iris Murdoch pod redakcją Avril Horner i Anne Rowe. Jest to kolekcja doskonale opracowana edytorsko, książka jest świetnie zredagowana, chronologicznie podzielona na osiem części, a każda z nich poprzedzona jest krótkim lecz szczegółowym wstępem przybliżającym czytelnikowi najważniejsze wydarzenia w życiu Iris z danego okresu. Poza tym ogrom przypisów, słownik biograficzny na końcu książki, po prostu kompendium wiedzy o Iris. Pisarka spędzała średnio cztery godziny dziennie na pisaniu korespondencji, więc z łatwością można sobie wyobrazić ogrom tych listów i olbrzymi nakład pracy, jaki musiały włożyć w tę książkę obie redaktorki. 

Mało jednak jest w tych listach dyskusji literackich czy filozoficznych. Są one bardzo osobiste, pełne emocji (Iris miała bardzo burzliwe życie uczuciowe, wiele przyjaźni i jeszcze więcej romansów). Ja jestem zachwycona, mnie wydają się fantastyczne, pełne życia, ukazują ludzką twarz mojej ulubionej autorki. Ale grupa zachwycających się czytelników jest nieliczna. Jeżeli ktoś Iris Murdoch do tej pory nie lubił, to dzięki tym listom jej teraz nagle nie polubi. Jeżeli ktoś jej nie czytał, to ta książka nie sprawi, że teraz po nią sięgnie, bo recenzje pojawiające się w prasie nie są tej korespondencji przychylne. Co ciekawe, wspomnienia wydane tuż po śmierci Murdoch, jedne autorstwa jej męża John Bayley’a, drugie A.N. Wilsona też nie przysporzyły autorce nowych fanów. A szkoda. 

Iris Murdoch i jej powieści mogą wydawać się nieco niedzisiejsze. Akcja jej książek rozgrywa się na ogół w środowiskach uprzywilejowanych, jej bohaterami są osoby dobrze zarabiające, często urzędnicy państwowi po studiach w Oksfordzie czy Cambridge. Jej postaci nigdy nie zaprzątały sobie głowy tym, jak związać koniec z końcem, a dziś większości osób trudno utożsamić się z takimi bohaterami, chyba że występują oni na kartach powieści Jane Austen. Neurotyczni, skupieni na sobie bohaterowie, i ich wszystkie niewiarygodne przygody i uwikłania uczuciowe, w które raczej ciężko jest uwierzyć (a przecież życie Murdoch było podobnie zagmatwane, co widać w listach i co według recenzentów jest ich największą wadą). Jednak pomimo całej tej neurotyczności i egoizmu jej bohaterów, Iris Murdoch wierzyła, że żeby być chociaż trochę szczęśliwym trzeba przestać skupiać się na sobie. Że pomóc w tym nam może najzwyklejsza praca, że w życiu chodzi o to, żeby wypełnić czymś dni, i wcale nie rozmyślaniem o sobie. Nie jest to dzisiaj zbyt popularny pogląd.

Ale przede wszystkim Iris Murdoch chciała, żeby jej powieści sprawiały czytelnikom przyjemność. I ja wierzę, że nawet dzisiaj mogą, dla tych samych powodów, dla których książki te wydają się mało współczesne. Spójrzmy chociaż na A.M. Homes, na pierwszy rzut oka pisarka bardzo odmienna od Murdoch, mnie wydaje się podobna: jej bohaterowie odznaczają się tym samym poziomem egoizmu, są tak samo neurotyczni, o ponad przeciętnej stopa życia, ale radość odnajdują, kiedy w ich życiu pojawia się coś więcej, kiedy muszą się skupić w końcu na kimś poza sobą (patrz: Niech będzie nam wybaczone). Myślę, że o Iris Murdoch jednak prędko nie zapomnimy. 

  

Reklamy

4 thoughts on “na marginesach listów Iris Murdoch

  1. „Jej postaci nigdy nie zaprzątały sobie głowy tym, jak związać koniec z końcem”. Patrycjo, a Tim i Daisy z „Rycerzy i zakonnic”? Nie chciało im się pracować, nie mieli z czego żyć, okradali znajomych, Tim posunął się nawet do tego, że kradł od Gertrude, której mąż umierał.
    Dawno już nie czytałam nic Murdoch… W jej książkach podobały mi się głębokie portrety psychologiczne, poruszenie problemów moralnych, no i jak pięknie Murdoch umiała pisać o miłości! I to nie o takiej zwyczajnej miłości, lecz nietypowej – w „Henryku i Katonie” mamy miłość księdza do młodziutkiego chuligana, w „Morze, morze” miłość emeryta… :-)

    Polubienie

    1. tak, masz rację! nie wszyscy, bo nawet przecież Jack Donaghue z „W sieci” ciągle był bez grosza i pomieszkiwał u narzeczonych czy przyjaciół. ale jednak jest to bardzo często słyszany zarzut, że powieści Murdoch są takie ‚nieżyciowe’. ja się z tym nie zgadzam, bo tak jak piszesz ona pięknie umiała pisać o miłości! i te portrety psychologiczne, i to, jakie stwarzała światy, niesamowite po prostu.
      coś czuję, że znowu będzie u mnie nieco więcej Iris :)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s