pierwsza

Książka, która miała być ostatnią lekturą minionego roku, okazała się pierwszą nowego; tak właśnie wychodzą mi plany czytelnicze! Nie ma w tym nic złego, bo dzięki temu rozpoczęłam rok książką dobrą, a nawet bardzo dobrą.

Nie spodziewałam się, że książka Angeliki Kuźniak Stryjeńska. Diabli nadali będzie mi się aż tak podobać. Właściwie to nie przepadam za taką narracją, jaką operuje tutaj autorka; kiedy czytam biografie, lubię fakty, długie rozdziały, pełne akapity. A Kuźniak swoją książkę rozpoczyna tak: 

„Dziwne to. 

Przecież mógł na spacer wyjść zwyczajnie. 

A on nie. „

I te krótkie zdania i akapity utrzymuje przez cały czas. 

Drugą moją wątpliwość zasiał fragment książki opublikowany w „Wysokich Obcasach”, bo przedstawiał Stryjeńską nieco inaczej niż to później wynika z całości biografii: obsesyjnie zakochaną w swoim mężu Karolu, dla którego powrotu zrobiłaby niemalże wszystko. Szczęśliwie Zocha to coś więcej niż obsesja Karolowa. Sama później przyznaje, że „[t]rzeba być rzeczywiście stukniętą na mózgu, aby upierać się tak przy Karolu” (str. 121).  

Właściwie jedyną rzeczą, która zachęciła mnie do sięgnięcia po tę książkę był profil Zofii Stryjeńskiej na facebooku, który raczy nas urywkami jej listów i fragmentami jej dzienników. I taka Stryjeńska, jaka jawi się nam z tych fragmentów, jest obecna w książce: artyska niebanalna, kobieta niezwykła, którą aż chce się poznać, i którą ja pokochałam, przede wszystkim za jej cięty język (od czasu przeczytania książki moją ulubioną inwektywą stał się bęcwał, nie mogę się doczekać aż kogoś tym uraczę). Bo biografia ta naprawdę jest naszpikowana Stryjeńską, i może książka nie od razu będzie pretendować do najlepszych książek nowego roku, ale okazała się naprawdę niezła.  

Pytanie jednak, czy to jest zasługa autorki czy bohaterki? Nie czytałam poprzednich książek Angeliki Kuźniak, które również zachwycały wszędzie i wszystkich, więc nie mam porównania. Być może jest to specyficzny sposób pisania biografii, gdzie bohaterowie (w tym przypadku bohaterki) mówią sami (same) za siebie. Ale skoro biografia składa się głównie z fragmentów listów i dzienników, to czy w tym przypadku informacja na okładce nie powinna brzmieć: Zofia Stryjeńska. Diabli nadali, zebrała i komentarzem opatrzyła Angelika Kuźniak? Czy nie byłoby to prawdziwsze? 

  

Advertisements

10 thoughts on “pierwsza

  1. I ja nie znam jeszcze nic Kuźniak, ale kolejna pozytywna opinia o tej książce sprawia, że intryguje mnie jej pisarstwo. Bohaterki Kuźniak to niebanalne, intrygujące osobowości. Choćby jeszcze Papusza.

    Lubię to

  2. Nie byłoby. Myślę, że to nawet krzywdzące. Ta książka, według mnie, to majstersztyk strukturalny. Zmiana tempa. Obrazy, obrazy. Zdania krótsze, dłuższe. Jestem zachwycona. Też jestem fanką Zochy na fb. :) Czytałam „Papuszę”, niezwykła wrażliwość. Pozdrawiam. Będę zaglądać

    Lubię to

    1. Być może jestem zbyt surowa, ale wydaje mi się że to przede wszystkim jest robota edytorska. Mam „Papuszę”, przeczytam, może zmienię zdanie ;)
      Również pozdrawiam, i zapraszam :)

      Lubię to

  3. Jestem radiowcem, więc może łatwiej mi to wychwycić. To jest bardzo misterna konstrukcja. Podobna do montażu radiowego. Poza tym zebranie materiału już zasługuje na szacunek. Nie wiem, czy zmieni Pani zdanie, bo cechą charakterystyczną pisania p. Kuźniak jest to, że jest blisko bohaterów. To było już widać w jej reportażach prasowych. „Papusza” jest opowieścią bardzo intymną.

    Lubię to

    1. Możliwe :)
      Ja w żadnym razie nie chciałabym umniejszać wysiłku pani Kuźniak, przecież praca redaktora czy edytora wcale go nie wyklucza, jest to tylko wkład pracy niedostrzegany przez czytelnika. Ale nie upieram się przy swoim, tylko tak się trochę zastanawiam, a Pani argumenty jak najbardziej do mnie przemawiają :)

      Lubię to

  4. Mnie się książki Kuźniak podobały, choć ta o Demarczyk była słaba – w zasadzie to zlepek wypowiedzi innych osób.
    W ogóle tzw. reportaż biograficzny wywołuje u mnie ból zębów, bo autorki (autorzy stronią od tego gatunku) na wyprzódki stosują różne triki, żeby tylko było „atrakcyjnie”. Na siłę fabularyzują, dodają zmyślenia, dobija mnie to już.

    Lubię to

    1. Mnie się Stryjeńska też podobała, tylko mam wrażenie że to bardziej siła Stryjeńskiej jest niż samej Kuźniak, chociaż może to opinia krzywdząca dla autorki. przecyztam „Papuszę” to przynajmniej będę miała porównanie.
      a udziwniania też nie lubię, drażni mnie to!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s