kraj, w którym rosną cytryny

Pomimo tego, że cytryny wcale z Włoch nie pochodzą i tak naprawdę bardzo lubią wilgotny klimat himalajskich stoków, to nie z Chinami kojarzą nam się cytryny i pomarańcze, tylko z Włochami właśnie. Helena Attlee zaczyna swoją książkę wspomnieniem podróży, z Anglii na Półwysep Apeniński. Był to czas, kiedy pociągi były bardzo ekonomicznym sposobem przemieszczania się z miejsca na miejsce, więc podróżujący z Anglii najpierw zajeżdżali do Paryża, by tam wsiąść w pociąg nocny, a nad ranem witały ich drzewka cytrynowe. Nie wiem jak was, ale mnie do dzisiaj, i bez magicznej podróży pociągiem, cieszą obrośnięte cytrynami czy pomarańczami drzewka, które na ulicach włoskich miast rosną tak, jak u nas lipy.

la spezia

Uwielbiam pomarańcze, chociaż to nie dla nich sięgnęłam po książkę Heleny Attlee The Land Where Lemons Grow, tylko dla Włoch oczywiście. Bo ten kraj, w którym rosną cytryny, to nie słoneczna Kalifornia czy Hiszpania, tylko Włochy. I cieszę się, że się na tę książkę skusiłam, bo okazała się to bardzo przyjemna lektura.

Helena Attlee zdołała zmieścić w tej niewielkiej w sumie książeczce wiele opowieści, historii o niezaprzeczalnym uroku, na który składają się i ludzie spotkani po drodze, i sposób przekazania czytelnikowi tych opowieści: sposób prosty, trochę gawędziarski, trochę poetycki, pełen erudycji, ale jednocześnie lekki. Spodziewałam się, że dostanę mieszankę książki ogrodniczej z kulinarną, a dostałam coś o wiele więcej. Co w sumie nie powinno mnie dziwić, bo Anglicy potrafią pisać o ogrodach, a Helena Attlee o ogrodach, ich historii, kulturze pisze już od trzydziestu lat. Organizuje też wyprawy po ogrodach włoskich, więc wie gdzie iść, kogo pytać i o co.

Czytelnik dostaje do rąk niewiele ponad dwieście stron, przepełnionych treścią, pełnych informacji i to jest wprost nadzwyczajne, jak, pomimo nagromadzenia historii i informacji, lekko mi się tę książkę czytało. Historia przeplata się tutaj z prawdziwymi ludźmi, spotkanymi podczas licznych wizyt Attlee w Italii, a jej podróże nie ograniczają się do tych najbardziej południowych części półwyspu, do Kalabrii i Sycylii. Odwiedza ona również dawne ogrody Medyceuszy we Florencji, w których przetrwały drzewka pamiętające ten znany ród, a w Ligurii odkrywa chinotto. Autorka zwiedza sady pomarańczowe nawet na brzegach jeziora Garda.

Książka Attlee to coś więcej niż książka o pomarańczach na kuchennych stołach czy florenckich ogrodach. Owszem, nie zabraknie tu przepisów z papieskiej kuchni sprzed kilkuset lat czy współczesnego przepisu na ciasto z bergamotką. Nie zabraknie ogrodów Medyceuszy czy sadów pomarańczowych na stokach Etny (jeśli czerwone pomarańcze, to tylko stamtąd!). Dowiadujemy się jak to się stało, że z zaledwie trzech gatunków drzewek cytrynowych (gorzka pomarańcza, cytron i pomelo) mamy dziś tyle przeróżnych rodzai cytrusów i dlaczego botanicy mają ciągle problem z ich klasyfikowaniem. Attlee poświęci też rozdział uprawianej w Kalabrii bergamotce wykorzystywanej w przemyśle kosmetycznym i historii wody kolońskiej. Mamy też fascynującą opowieść o cedracie, czy cytronie (nie mylić z cytryną) i jego zbiorach i roli tego owocu w żydowskim Święcie Szałasów (Sukkot). Można by powiedzieć, że książka Attlee to takie mini kompendium wiedzy o cytrusach we Włoszech, gdyby tylko nie sugerowało to pozycji suchej i pozbawionej uroku. Bo taką książka The Land Where Lemons Grow na pewno nie jest! Jest za to jedną z najprzyjemniejszych książek podróżniczych, jaką czytałam w ostatnich miesiącach.

cytrynki

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s