w apulijskich pociągach

Nie dla mnie pośpiech weekendowych wyjazdów, chociaż takie też zdarza mi się uskuteczniać. Najbardziej lubię jednak poudawać trochę, że w danym miejscu mieszkam. Lubię oswajać miasta, kiedy rozpoznaje mnie pani z warzywniaka i pyta, czy smakowały mi pomarańcze, kiedy wiem, gdzie iść na lody, i którędy najbliżej do domu. Lubię budzić się rano i jechać tam, gdzie zabierze mnie najbliższy pociąg. I wracać w to samo miejsce. Lub nie jechać nigdzie, szwędać się po kościołach, uliczkach, podpatrywać ludzi; w czasie, kiedy nie ma wielu turystów, rozpoznawać twarze z pociągów czy okolicznych miasteczek.

Chodzę tak po Lecce, mieście które Gregorovius nazwał Florencją baroku, i w którym Dariusz Czaja był szczęśliwy. Chodzę z głową zadartą do góry i podziwiam zdobienia na wszystkich budynkach starego miasta, wchodzę do kościołów (mój ulubiony to świętej Ireny), zapalam świeczki (po prostu nie mogę się oprzeć świeczkom we włoskich kościołach, zapalam w każdym). Rozpoznaję już znjamową sylwetkę perkusisty, który co wieczór bębni przy innej bramie do starego miasta. A księgarnie otwarte są do północy (serio). 

  

A kiedy tak nie przechadzam się po uliczkach wyrzeźbionych w słonecznym apulisjkim piaskowcu, poznaję okoliczne miasteczka podrożując pociągami, nie mytymi od conajmniej kilku ostatnich Sirocco. Ferrovie del Sud Est, czyli południowo-wschodnie koleje, zapewniają niezapomniane przeżycia, już od niecałych pięciu euro za bilet w obie strony. 

Na unikatowość tych kolei składa się fakt, że są one bytem całkowicie niezależnym od Trenitalia, czyli włoskich kolei państwowych. Ferrovie del Sud Est operującą tylko na terenie Apulii. Wielkie koleje państwowe zdają się nie dostrzegać konkurenta, więc na dworcach, które w północnej części regionu zdarza im się czasami dzielić, ciężko szukać informacji odnośnie pociągów FSE: w Bari mieli oni oddzielny kącik po drugiej stronie dworca, w Lecce, ostatniej stacji obsługiwanej przez koleje państwowe, bilety na pociągi FSE kupuje się w kiosku (państwowe mają trzy lśniące okienka), a informacji jak dojść na peron szósty i siódmy nie ma wcale. Tablice przyjazdów i odjazdów przy peronach czasami działają, czasami nie, wsiadanie do pociągu upodabnia się do loterii, lub wyliczanki: „na który padnie, na ten bęc!”

Oczywiście przesadzam, bo po peronach spacerują panowie, i można się ich spytać, w który pociąg wsiąść, wskażą na odpowiedni wagon (uwaga! składy, jeśli nie są jednowagonowe, rozdzielają się na niektórych stacjach). Doradzą też gdzie się przesiąść. W drodze spytają się każdego pasażera i pasażerki, gdzie ten lub ta chce dojechać, zapamiętają i dopilnują, żeby wysiedli na odpowiedniej stacji. Przy pociągach jednowagonowych zadanie to nie jest trudne, a ułatwia je dodatkowo fakt, że mało kto podróżuje pociągami: tylko ci, którzy są za młodzi na jeżdżenie samochodami, czyli młodzież szkolna, albo ci, których na samochód po prostu nie stać, czyli emigranci z Afryki. Podobnie z turystami, do pociągu wsiądą tylko tacy bez prawa jazdy, albo bez środków na wynajem auta. 

Ale ja zakochałam się w tych pociągach, w stacjach, których sposób operowania nie zmienił się może nie od powstania tych kolei, czyli roku 1931, ale od czasów powojennych na pewno. Na małych apulijskich stacyjkach wjazd pociągu obwieszczany jest dzwonieniem dzwonków, a pociągi nakierowywane na odpowiedni peron  są tradycyjnie, choręgiewkami. Na stacjach końcowych jedyną osobą wykonująca jakąkolwiek pracę jest dziadek, który te pociągi sprząta i napełnia chłodnice wodą. Kiedy czekam na pociąg prosi mnie o papierosa i aż mi szkoda, że nie palę. Pozostali pracownicy niedbale się wszystkiemu przyglądają, nakierowując od czasu do czasu zbłądzonego pasażera do właściwego wagonu. Bo tablic z informacją o tym dokąd, przez co i kiedy te pociągi jadą i na tych małych stacyjkach nie widziałam. 

Ponieważ nie tylko sposób operowanian tych kolei sięga czasów  powojennych, ale także spora część tych składów, to naprawdę mogłabym pomyśleć, że podróżuję nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Rozmowy telefoniczne czy puszczanie filmów na najnowszym modelu smartfona szybko jednak sprowadzają mnie z powrotem w XXI wiek, a przez szyby przybrudzone piaskiem Sahary przyglądam się nieśpiesznie mijanym gajom oliwnym. Jeśli akurat nie mam okna zamalowanego najnowszym graffiti, bo wtedy czytam. A czasu na to mam sporo, bo trzeba poczekać na ten spóźniony pociąg, co by wszyscy, co potrzebują, zdążyli się przesiąść.  

A znowu jak się na takiej stacji spędzi godzinę czekając na pociąg, to można odkryć kolejowy stawik ze złotymi rybkami:

  

Advertisements

7 thoughts on “w apulijskich pociągach

  1. Teraz i ja chcę tam jechać. Brzmi cudownie i bardzo w moim guście. :)

    W ogóle pod wpływem głównie Twojej opinii przeczytałam ostatnio „Genialną przyjaciółkę” i jej, jakie to jest dobre. Nie mogę się doczekać, kiedy oddadzą do biblioteki drugą część. Najchętniej bym kupiła, ale liczę że za jakiś czas doczekam się wydania z bardziej sensowną okładką. Albo przynajmniej mniej bezsensowną ;)

    Lubię to

    1. Puglia, a przede wszystkim Salento, jest naprawdę warta zwiedzenia, a wiosna jest tam fantastyczna! ja na pewno jeszcze kiedyś wrócę :)
      cieszę się, że udało mi się zachęcić Cię do Ferrante, i że Ci się spodobała! a co do okładek… no cóż, może kiedyś zmieni się ten trend? może wydawnictwo w końcu weźmie sobie do serca, liczne jakby nie było, głosy krytyczne? swoją drogą, jestem ciekawa wydania czwartego tomu!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s