we’re stronger together

Kiedy przyjeżdżałam na wyspy, plan był taki, żeby przez sześć miesięcy podszlifować język, a potem wyruszyć na parę miesięcy do Włoch i wrócić do domu. Tymczasem w tym roku minęło dziesięć lat odkąd tutaj mieszkam; pomimo początkowych trudności odnalazłam się w angielskim świecie, zaadoptowałam nowy język, który polubiłam bardziej niż kiedykolwiek bym się o to podejrzewała. Angielski nigdy nie wywoływał u mnie ekscytacji, w przeciwieństwie do włoskiego, ale dzisiaj czuję się z nim dobrze i mam wrażenie, że używając go staję się łagodniejszą wersją siebie. Lubię tę wersję.

Oczywiście nigdy nie przestanę brzmieć obco, ale już się z tym pogodziłam, taką cenę przyszło mi zapłacić za to, że wybrałam życie w obcym kraju. Kiedy pytają mnie, iloma językami mówię, odpowiadam, że żadnym, bo po angielsku zawsze będę brzmieć obco, a po polsku czasami brzmię po prostu śmiesznie. Kiedy przyjeżdżam do domu, parę dni zajmuje mi przestawienie się na język polski, i cieszę się tylko, że ma on dosyć swobodną składnię. A przecież nie straciłam zupełnie kontaktu z językiem ojczystym, bo i w dobie internetu byłoby o to trudno, i mam polskich znajomych,i czytam polskie książki. Nie postarałam się jeszcze o brytyjskie obywatelstwo, więc nie we wszystkich wyborach mogę głosować. Nadrabiam głosując we wszystkich polskich, chociaż zdarzyło mi się usłyszeć, że nie powinnam, skoro mieszkam gdzie indziej.

Wiem, że poczucie obcości prawdopodobnie nigdy mnie nie opuści tak do końca, ale pomimo to lubię życie pomiędzy dwoma krajami i jestem gotowa zapłacić za to cenę poczucia wyobcowania, które pojawia się od czasu do czasu (a które, to muszę zaznaczyć, nigdy nie jest wywołane zachowaniem drugiego człowieka). Z czasem jednak zdaję sobie sprawę, że jest cena, której dłużej nie chcę płacić, a jest nią niemożność decydowania o losach kraju, w którym mieszkam. Doskwiera mi to szczególnie w takim dniu jak dziś; dniu, który napawa mnie niepokojem. Nie, nie dlatego, że obawiam się, że wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie miało bezpośredni wpływ na moje losy. Boję się jednak tego, co przyniesie przyszłość, kiedy się wszyscy podzielimy na naszych i waszych, na lepszych i gorszych. Boję się, bo wydaje mi się, że zapomnieliśmy o tym jak rozpętała się druga wojna światowa, bo to było już dawno. I boję się, pomimo tego, że wśród wszystkich moich bliższych i dalszych znajomych jest tylko jedna osoba, która będzie głosować za wyjściem.

Absolutnie nie twierdzę, że struktura Unii Europejskiej jest strukturą idealną. Ale czasy odgradzania się granicami już minęły i nie da się żyć ciągle odgradzając się od innych, odsuwając się od problemów. Bo i probelm niskich emerytur, i problem uchodźców z Syrii tak naprawdę jest też naszym problemem. My też nie zrobiliśmy niczego, żeby tym problemom zapobiec, i tak, jesteśmy za to odpowiedzialni, wybierając (lub nie) takich przywódców, jakich wybieramy. Jesteśmy za to odpowiedzialni, kiedy nie protestujemy przeciwko wojnie tylko dlatego, że ma ona miejsce kilka tysięcy kilometrów od nas. Życie w globalnej wiosce przynosi wiele korzyści, ale nie zapominajmy, że niesie też ze sobą odpowiedzialność. Przed tym nie uciekniemy, może tylko przyjdzie nam zapłacić za to wysoką cenę, jeśli sobie tego wszyscy odpowiednio wcześnie nie uświadomimy.

Jeśli miałabym wskazać najważniejszą rzecz, jakiej nauczył mnie Londyn, to byłoby właśnie to. Smuci mnie wizja świata, w której umywamy ręce od losów drugiego człowieka, w którym nie czujemy się odpowiedzialni za nasze decyzje polityczne. Z wielkim niepokojem oczekuję wyników dzisiejszego referendum. Jedno wiem jednak na pewno, bez względu na wynik, nadszedł czas żeby wystąpić o brytyjski paszport. Bo kolejnych wyborów, w których nie mogę brać udziału, nie zniosę.

Processed with VSCO with a4 preset

 

Reklamy

13 thoughts on “we’re stronger together

  1. Bardzo podoba mi się Twój wpis. Ostatnie zdania przypomniały mi o NW Zadie Smith.
    Przyznam, że też z niepokojem oczekuję na wyniki głosowania.

    Polubienie

    1. Dziękuję! Może czas się przeprosić z książką Smith?
      Od pięciu lat mieszkam w NW, i to podczas wieczornego spaceru po mojej okolicy zrobiłam to zdjęcie z wpisu. I pomimo tego, że plakatów za pozostaniem w Unii było dużo dużo więcej, naprawdę się niepokoję. W pracy siedzimy jak na szpilkach.

      Polubienie

  2. Mam podobne odczucia- i doswiadczenia- do Twoich. Od 11 lat mieszkam w Hiszpanii, która mnie niesamowicie denerwuje swoja arogancka ignorancja wobec reszty swiata, ale która oferuje wzgledna tolerancje, której tak bardzo teraz brakuje w wielu miejscach w Europie, np. w Polsce.
    Miejmy nadzieje, ze dzisiejsze referendum zakonczy sie zwyciestwem rozsadku tych, którzy wierza, ze we´re stronger together.

    Polubienie

    1. och, niestety nie zakończyło się zwycięstwem rozsądku. smutne to jest, naprawdę. teraz można mieć tylko nadzieję, że okaże się tokubłem zimnej wody dla polityków, i że nie będą czekać aż większe tragedie zmuszą ich do działania.

      Polubienie

  3. To dziwne, iść spać w świecie, który mówi, że podstawy się nie zmienią i obudzić w zupełnie innym — ale wciąż jednak z nadzieją, że nie czeka nas jedynie rozpad i chaos poprzednich stuleci (bo jednak, i literatura też to dobrze pokazuje, najspokojniej jest tam, gdzie nie dzieje się żadna historia, czy może raczej: Historia). Zgadzam się z Twoimi uwagami, zwłaszcza pod tą się podpisuję: „Życie w globalnej wiosce przynosi wiele korzyści, ale nie zapominajmy, że niesie też ze sobą odpowiedzialność” — bo łatwo o tym zapominamy. Chciałabym też napisać, że trzymam kciuki, żeby było dobrze (wiem, że to nie brzmi do końca tak, jak powinno, ale wiesz, o co chodzi!).

    Polubienie

    1. tak, wiem o co chodzi, dzięki! chyba wszyscy trzymamy kciuki o to, żeby było dobrze, ale atmosfera w Londynie jest jest jeszcze gorsza niż po ostatnich wyborach parlamentarnych, kiedy też wszyscy byli smutni. to wydaje się być czymś większym, i to chyba nie tylko dla nas w biurze, bo nawet mail i telefon milczą. smutno jest. i przerażająco.

      Polubienie

      1. teoretycznie wynik nie jest prawomocny, ale w praktyce ciężko jest mi sobie wyobrazić sytuację, w której parlament by go nie zatwierdził (pomimo tego, że 75% parlamentarzystów jest za pozostaniem w Unii).

        Polubienie

    1. tak, przeszło milion osób podpisało petycję w sprawie drugiego referendum. część osób, które głosowały za wyjściem, czuje się oszukanych (i słusznie! szkoda tylko, że nie widzieli tych kłamstw wcześniej, przecież grubymi nićmi były one szyte), więc w nich jest nadzieja.
      naprawdę po cichutku liczę, że to się jednak nie stanie, że proces wychodzenia z Unii będzie na tyle długi, że w międzyczasie do władzy dojdzie inna partia, która to wszystko odwróci.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Obyś. Miała Rację!Bo jak pomyślę że następna w kolejce jest Francja z Marie i Stany z Trumpem to się zaczynam zastanawiac ile.może kosztować bilet na Księżyc :/

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s