książka o książkach

Po Książkę o czytaniu Justyny Sobolewskiej sięgałam z niemałym podnieceniem, no bo czy może być coś piękniejszego dla bibliofila niż książka o czytaniu?! Wbrew pozorom nie jest to pytanie retoryczne, bo odpowiedź na nie brzmi: a i owszem, może. Przynajmniej w tym konkretnym przypadku.

Rozpoczęłam tę książkę nie spodziewając się objawienia i rewelacji, ale przyjemności z lektury. Pierwsze rozdziały jeszcze tej przyjemności dostarczyły, ale z czasem lektura zaczęła przypominać podróż pędzącym pociągiem, takim pendolino, który osiągnął swoją maksymalną prędkość. Podróż podczas której wiele miejsc mijamy, ale niewiele udaje nam się zobaczyć, a jeszcze mniej z tej podróży zapamiętać; powodem tego wrażenia jest ilość zaprezentowanych przez autorkę przykładów i ich pewna bezosobowość. Po książce nie oczekiwałam wypisów z tego, co kto powiedział o pierwszym zdaniu powieści czy czytaniu na wakacjach, tylko chciałam się dowiedzieć tego, co autorka myśli o pierwszych zdaniach czy czytaniu na wakacjach. Liczyłam, że odkryję czym lektura jest dla autorki, a nie tym, czym jest dla kolejnych pisarzy czy dziennikarzy.

Jak blado wypada Justyna Sobolewska w porównaniu z Jeanette Winterson i jej Art Objects! Winterson jest w swojej książce bardzo konkretna, skupia się na kilku autorach (Woolf, Gertrude Stein), którym poświęca całe rozdziały, na ich przykładach rozprawiając się z konkretnymi zagadnieniami (na przykład prawdy w fikcji). Przykłady Sobolewskiej są mnogie i przez to powierzchowne; irytujące dla mnie było to, że nie tylko nie wiedziałam, czy w danym miejscu mówi autorka czy kogoś cytuje, a jak cytuje to kogo, czy tę samą osobę, co w poprzednim zdaniu, czy już inną, a jeżeli inną, to, no właśnie, kogo? Nie rozumiałam też potrzeby tłumaczenia czytelnikowi, kim jest Elena Ferrante czy też Michał Rusinek; założyłabym, że ktoś, kto czyta książkę o czytaniu, takie rzeczy wie. Wypowiedzi w stylu „mówi Michał Rusinek, pisarz, prezes Fundacji Wisławy Szymborskiej”, wydały mi się tutaj nieco szkolne, tym bardziej, że brakowało w tym konsekwencji: albo mówimy czytelnikowi coś o wszystkich ‚osobach dramatu’, i jeśli tak to z ich pierwszym pojawieniem się na scenie, albo zakładamy, że czytelnik wie, autorem których książek jest Alberto Manguel czy William Burroughs. Nie chce mi się też wierzyć, że Justyna Sobolewska sama ma tak niewiele do powiedzenia na temat spotkań autorskich, że musi się posiłkować anegdotami innych autorów i cytatami z ich książek. Podobnie ma się sprawa z rozdziałem o okładkach: cytowani przez autorkę projektanci i wydawcy nie mówią nam w sumie niczego, czego nie mogłaby powiedzieć sama Sobolewska.

Drugie wydanie Książki o czytaniu jest rozszerzeniem pierwszego wydania, i doprawdy ciężko jest mi sobie wyobrazić jak wyglądała ta książka w pierwotnej wersji, skoro nawet obecnie wydaje się niedokończona. Cała książka sprawia wrażenie zaledwie szkicu do większej pracy, i jak czasami szkic potrafi oczarować, tak w tym przypadku jedynie frustruje; czytanie czyichś luźnych notatek nie sprawia żadnej przyjemności, bo brakuje w nich osoby, która te notatki zebrała. A przecież te rozdziały, w których Justyna Sobolewska opisała czytelnicze przeżycia swoje i swojej rodziny, tak jak ten „Dzieci się ma po to, żeby mieć z kim czytać”, wyszły autorce najlepiej.

Advertisements

19 thoughts on “książka o książkach

  1. och jak Cie lubię za to że mi oszczędziłaś kasy! Wciąż się na tę książkę natykam i wciąż rozważam: nabyć czy nie nabyć, teraz mam z bańki:-)
    Ja z kolei w końcu sięgnęłam po Dygot. I zgadzam się ze Słowianką: po Myśliwskim, Tokarczuk czy Potoroczynie rozczarowanie jest pełne i bolesne. I zawiewa mi sztucznością, jakby Małecki się spiął i chciał powiedzieć ja też tak potrafię. No nie potrafi pan:-)
    Przepraszam za OT musiałam:-P

    Polubione przez 1 osoba

    1. naprawdę, nie nabywać! podejrzewam, że książka irytowałaby Cię w podobny sposób ;)
      rozumiem OT, też czasami tak mam, i właściwie dziękuję, bo też się zastanawiałam nad lekturą, ale oszczędzę sobie czasu! mam jeszcze Potoroczyna na półce, którego nabyłam właśnie za Twoją rekomendacją! poczytam sobie to :)

      Polubione przez 1 osoba

      1. Potoroczyn to tez wieś ale inny klimat niż Myśliwski czy Tokarczuk, natomiast poziom wciąż wysoki – ja tak uważam:-)
        a no i jeszcze mi się teraz przypomniało przecież jest Wit Szostak i jego Oberki – cudo!

        Lubię to

  2. O, bardzo ciekawie przeczytać opinię sprzeczną z pozostałymi napotkanymi. I przy okazji muszę dopisać do listy „Art Objects”, no i w ogóle przeczytać coś więcej Winterson. Czytałem tylko „The Passion” i to jeszcze na studiach, ale bardzo mi się podobało.

    Lubię to

    1. Tak, Monika dobrze to ujęła, Winterson jest fenomenalna! Jak najbardziej warta czytania :)
      Natomiast fenomenu książki Sobolewskiej nie rozumiem, ale ja wielu popularnych fenomenów nie rozumiem ;)

      Lubię to

  3. Właśnie podczytywałem tą książkę wczoraj w bibliotece i ostatecznie jej nie wypożyczyłem. Momentami miałem wrażenie, że autorka ma mało do powiedzenia. Pozycja sprawia wrażenie niedopracowanej; wydaje mi się, że Sobolewska wydała ją za szybko, za wcześnie. A to mogła być zajmująca lektura.. szkoda..

    Lubię to

    1. Tak, wrażenie, że autorka ma mało do powiedzenia utrzymywało się przez całą lekturę, niestety. I można by powiedzieć, że Sobolewska wydała tę książkę za szybko i za wcześnie, gdyby nie było to wydanie drugie rozszerzone!

      Lubię to

      1. wpisu o „Art Objects” nie było, a przeczytałam książkę już kilka miesięcy temu, więc teraz trudno by mi było dobrze o niej napisać. ale może coś się o niej pojawi przy okazji następnej lektury Winterson, bo okazuje się, że mam na półce inną książkę autorki, którą chciałabym przeczytać („Art & Lies”)

        Lubię to

  4. Najciekawsza książka o czytaniu – przewrotna, dająca do myślenia, w pewien sposób wyzwalająca (z czytelniczych przyzwyczajeń i myślowych schematów) – to według mnie niewielka książeczka Pierra Bayarda pt. „Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?”. Bardzo polecam i zarazem żałuję, że „Książka o książkach” to jednak nie jest to. Bo to ten rodzaj książek, który lubię (prawie) najbardziej!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s