wielka powieść amerykańska

There is a world out there, so new, so random and disassociated that it puts us all in danger. We talk online, we „friend” each other when we don’t know we are really talking to – we fuck strangers. We mistake almost anything for a relationship, a community of sorts, and yet, when we are with our families, in our communities, we are clueless, we short-circuit and immediately dive back into the digitized version – it is easier, because we can be both our truer selves and our fantasy selves all at once, with each carrying equal weight.

A.M. Homes, May We Be Forgiven, p. 294

Proszę Państwa, oto Wielka Amerykańska Autorka, A. M. Homes.

Pierwszy raz się z nią spotkałam, kiedy jeszcze zapełniałam stoliki książkami 3 za 2 w ksiągarni na Charing Cross. I ona tam była, rzucała się w oczy książką z pączkami na okładce. Krzywiłam się na pączki, krzywiłam się na tytuł, Ta książka może uratować twoje życie. Krzywiłam się na naklejkę 3 za 2, krzywiłam się na wysokie miejsce na naszej liście bestsellerów. Do czasu. Kiedy. L. w przelocie rzucił „Czytałaś? Ona jest niesamowita”. Przez jakiś czas jeszcze trawiłam tę informację, aż wreszcie zdobyłam się na odwagę, i poleciałam z książką do kasy. A niech będzie, kupię książkę co ma tytuł rodem z działu o samorealizacji.

I ku swojemu zaskoczeniu pokochałam. Zaskoczyło mnie nie to, że pokochałam pomimo pączków na okładce, pomimo statusu bestsellera, ale to, że pokochałam pomimo wypełniającego książkę absurdalnego humoru. Pomimo tego humoru, głośnego i gromkiego śmiechu towarzyszącego lekturze, czułam że A. M. Homes mówi jednak o sprawach ważnych i poważnych. Że nie jest to tylko lekka komedyjka. Że ta książka naprawdę może uratować twoje życie.

Trochę mniej zachwyciła mnie In the Country of Mothers, ale obwiniam o to tematykę raczej niż warsztat autorki. Jak na mój gust za dużo tam psychoanalizy i psychoanalityków.

May We Be Forgiven natomiast zachwyciła jeszcze bardziej niż This book will save your life. W tematyce podobna do poprzedniczki, ale uważam, że Homes z każdą książką lepiej pisze. Jak sama wspomina w wywiadzie dla swojego wydawcy, Granty, jak człowiek pisze coś przez siedem lat, to wolałby żeby raczej wyszło mu z tego dobrej jakości wino niż sok winogronowy. I faktycznie, ta książka jest naprawdę dojrzała. Mimo tego, że mniej tutaj wybuchów śmiechu, humor tutaj jest obecny, niektórzy nawet nazywają tę książkę satyrą. W połowie lektury doszłam do wniosku, że to tylko dzięki humorowi dajemy radę jakoś przetrwać. Bez śmiechu i odrobiny dystansu do siebie gatunek ludzki dawno by już zginął.

Książka jest na wskroś amerykańska. I nie, to nie jest wada, chociaż kiedyś skłonna byłam tak myśleć. Szczęśliwie człowiek się rozwija i zmienia poglądy. Bo kiedyś podchodziłam do literatury amerykańskiej jak do jeża, teraz go oswoiłam i jeż stał się lubianym zwierzątkiem domowym. Poza tym jest to też książka uniwersalna. O tym, że nikt nie jest odporny na cierpienia, na choroby, na tęsknotę za drugim człowiekiem. No one is immune.

WP_20130716_001

Reklamy