lektura w kolorze owocu mango

odpowiedziałem mu, że nie jestem wariatem jak on, że szukam tylko klucza do brzucha mojej matki, że jestem normalnym chłopcem i chodzę do szkoły imienia Trzech Męczenników, że średnio się uczę, ale jestem sumienny i może wkrótce uzyskam świadectwo ukończenia szkoły i pójdę do koledżu imienia Trzech Dni Chwały. będę tam chodził z Lounesem, wdrapywał się na dach pociągu dla robotników tak jak Jean-Paul Belmondo w filmie „Strach nad miastem”.

„jutro skończę dwadzieścia lat” to książka z rodzaju tych, które uświadamiają nam że może za często „lubimy tylko te piosenki, które znamy”. że czasami warto sięgnąć po coś z innej krainy, po coś utkanego z obcych nam realiów i wierzeń. że nie trzeba się bać trudnych do wymówienia nazw, asfaltu palącego w stopy i wariatów grzebiących po śmietnikach. że warto dać się oprowadzić po takim odrębnym świecie dziewięcioletniemu chłopcu, że właściwie ciężko by było o lepszego przewodnika.

to lektura w kolorze słońca i owoców mango. chciałoby sie napisać, że w sam raz na tę porę roku, kiedy liście drzew stają się bardziej brunatne niż zielone, kiedy nawet trawa brązowieje a słońce traci swoją moc. ale to nieprawda, bo książka jest też w sam raz na porę pełną szarug i zacinającego deszczu. lub na porę pełną bieli i czerni. i na pewno na tę pełną odblaskowej zieleni też.

kiedy czytają ci tylko fragment czegoś i nie czytają reszty, jak możesz skleić ten kawałek z całością i zrozumieć, co naprawdę jest tam napisane? pyta Michele. zachęcam więc do zapoznania się z całością „jutro skończę dwadzieścia lat” Alaina Mabanckou, a sama za zachętę dziękuję czytanki anki.

Reklamy