powieść nie tylko dla starych panien

Hotel du Lac Anity Brookner, zdobywca nagrody Bookera w 1984 roku opowiada historię Edith Hope, autorki kilku romansów, pisanych pod pseudnimem. Dobiegająca czterdziestki, samotna bohaterka powieści nawet w dzisiejszych czasach uznana by już została za starą pannę, a trzy dekady temu sprawy wcale nie miały się lepiej; chyba dlatego jej przyjaciółka Penelope uparła się aby zeswatać naszą bohaterkę z niejakim Geoffrey’em. Edith jednak postanowiła zwiać może nie tyle sprzed ołtarza, ile sprzed urzędu stanu cywilnego, co przyjeciele panny młodej uznali za hańbę i kompromitację, wysyłali więc Edith na przymusowy urlop do Szwajcarii, do Hotelu du Lac, który, już poza sezonem, zamieszkany jest przez raczej kuriozalne indywidua. Przyznam bez ogródek, że to właśnie wątek uciekającej panny młodej sprawił, że sięgnęłam po tę książkę; uciekające panny młode fascynowały mnie od dzieciństwa.

img_4823

W powieści mamy jeszcze parę innych wątków, których zdradzać tutaj nie będę, nie moim zadaniem jest streszczać książki. Życie Edith jednak niekoniecznie jest takie, jak sobie je jej przyjaciele wyobrażają. Cóż, życia innych osób nie zawsze są takimi, jakimi je sobie wyobrażamy, sprawdza się to u Edith, i sprawdza się to u współmieszkańców pensjonatu, którzy okazują się być nie tacy, za jakich ich nasza bohaterka brała; być może jest ona pisarką, ale niekoniecznie dobrą obserwatorką ludzkich charakterów.

Edith podobna jest do poprzedniej bohaterki Brookner, Ruth Weiss z A Start in Life, podejrzewam też, że i do samej autorki: jej matka miała kiepski kontakt z rzeczywistością, a co za tym idzie z własną córką, dziewczyna więc bardzo związana była z ojcem. Szybko stała się samodzielna, żyjąca w swoim własnym świecie książek i pisanych przez nią romansów. W rozmowach z przyjaciółmi i znajomymi twierdziła, że w opowiadane przez siebie historie miłosne nie wierzy, pisze je tylko pod czytelników, bo, w przeciwieństwie do książek i bajek, w prawdziwym życiu nigdy nie wygrywa żółw, tylko zając. Pod koniec książki dowiadujemy się jednak, że i Edith padła ofiarą tego mitu i sekretnie wierzy w szczęśliwe zakończenia, w których to właśnie cnota zostaje nagrodzona. I tu mamy kolejne podobieństwo do debiutu Brookner, co wcale mi nie przeszkadzało podczas lektury; jeśli temat jest opowiedziany tak sprawnie jak tutaj, powtarzalność pewnych cech czy wątków wcale nie szkodzi.

A jak kończy się Hotel du Lac? Moim zdaniem dobrze. Może nie szczęśliwie, nie tak jak w książkach, ale po prostu dobrze. Tak jak w życiu.

PS. A po więcej informacji o Brookner zapraszam do wpisu sprzed (równo!) roku tutaj. warto też wspomnieć, że Hotel du Lac został przetłumaczony i wydany w Polsce, podobnie jak i kilka innych książek Brookner. Bardzo tylko proszę przy wyborze lektury o nie sugerowanie się okładkami!

Reklamy

życie to nie powieść

(…) życie z literaturą doprowadzone do stadium, w którym to literatura zaczyna być najważniejsza albo zaczyna dominować nad życiem, prowadzi zwykle do katastrofy. Jedna z wielkich lekcji literatury mówi, że w kryzysowym momencie zaczytania, w paroksyzmie pomieszania życia i literatury, ta ostatnia, jeśli jest prawdziwie wielka, musi odepchnąć czytelnika od siebie ku życiu, nawet za cenę bolesnej deziluzji. Wybitne książki mają w sobie taki ukryty mechanizm samozniszczenia, wewnętrzną krytykę własnej siły i atrakcyjności. Uczymy się tego z pierwszą i każdą kolejną lekturą dziejów Don Kichota czy Emmy Bovary.

Ryszard Koziołek, Dobrze się myśli literaturą, str. 7

Nie nauczyła się tego jednak Ruth Weiss, bohaterka debiutanckiej powieści Anity Brookner, A Start in Life. Nie nauczyły jej tego książki, nauczyło dopiero życie, ale wtedy było już za późno. Na co? Na szczęście. Ruth uwierzyła bohaterkom Balzaca, uwierzyła Eugenii Grandet i temu, że moralność zostaje nagrodzona. Niestety, życie to nie literatura, i jak zwykła powtarzać Brookner, w życiu nie ma szczęśliwych zakończeń. Dlatego powieść tę rozpoczyna zdanie: „Dr Weiss, przy czterdziestce, wiedziała, że literatura zniszczyła jej życie”.

Ruth to badaczka literatury francuskiej, autorka monografii poświęconej kobietom w powieściach Balzaca i, jeśli nie liczyć towarzystwa coraz bardziej niedołężnego ojca,  kobieta samotna. Bohaterka ta ma wiele z samej autorki: podobnie jak Ruth, pisarka w dzieciństwie obdarowywana była przez ojca książkami i dostała od niego wszystkie powieści Dickensa, jedną po drugiej. Ojciec Ruth poza Dickensem podsuwał jej Tołstoja, Balzaca i pozostałych klasyków. Podobnie jak Ruth, Brookner nigdy nie wyszła za mąż, nie miała dzieci, a najszczęśliwsza była na stypendium w Paryżu.

Brookner, zanim wydała swoją debiutancką powieść, wykładała historię sztuki w Courtauld Institute of Art; studenci wspominają jak na zajęciach paliła papierosy bez filtra, przypalając jeden od drugiego. Jej praca naukowa zdobyła uznanie wśród specjalistów; to pierwsza kobieta, której przypadła profesura Slade’a na uniwersytecie w Cambridge. Swoją debiutancką powieść napisała w wieku 53 lat, w 1981 roku, a trzy lata później otrzymała Nagrodę Bookera za Hotel du Lac. Wtedy też na łamach prasy odjęła sobie w biografii dziesięć lat, co zakończyło się skandalem, kiedy wsypała ją przyjaciółka.

Brookner lubi samotne bohaterki, niektórzy zarzucają jej wręcz, że ciągle pisze tę samą książkę. Pisarka temu nie zaprzecza. To są bohaterki samotne, na ogół pomijane przez literaturę, w wielkich powieściach pełnią rolę marginalną. Pewnie dlatego niektórzy mówią, że powieści Brookner dodają im odwagi. Ale nawet jeśli nie wszyscy odnajdziemy odwagę w tych powieściach bez szczęśliwych zakończeń, świat stworzony przez Brookner wciąga od pierwszego zdania. Jej styl jest czysty, a obserwacje niezwykle trafne.

Pod koniec książki zastanawiałam się jednak czy los Ruth jest naprawdę taki wyjątkowy i czy to faktycznie literatura zniszczyła jej życie? Zastanawiałam się też, czy świadomość, że życie to nie powieść, zmieniłaby coś w życiu bohaterki na tyle, że w wieku czterdziestu lat uznałaby się za szczęśliwą osobę? Czy byłoby to może życie uznane za udane tylko w oczach zewnętrznego świata? Bo w końcu czy przyjaciółka Ruth ze studiów, Anthea, matka już wkrótce trójki dzieci, może powiedzieć, że jest szczęśliwa, a los nie przyniósł jej rozczarowań?

brookner

Anita Brookner była osobą skrytą, jeśli w ogóle chodziła na przyjęcia trzymała się na nich z boku. Wywiadów udzielała rzadko, jej ostatni z 2009 roku, został przypomniany przez „The Telegraph”, tuż po jej śmierci w marcu tego roku, dla zainteresowanych jest on dostępny tutaj. Pewnie też tej smutnej okazji zawdzięczamy wznowienie powieści Brookner, na co oczekiwałam od dłuższego czasu; debiut autorki chciałam przeczytać odkąd dowiedziałam się o tej książce na Czytankach Anki, a było to przecież lata temu. Teraz wiem, że Anicie Brookner poświęcę więcej uwagi.