obrazek z Triestu

Kiedy wyjeżdżam, lubię zaglądać do księgarń w obcych miastach, w obcych krajach. Lubię sobie popatrzeć co się wydaje, czy są ‚nasi’ i którzy, co znajduje się na listach bestesellerów. Podejrzewam, że wcale nie jestem w tym oryginalna, i że mam podobnie jak inni podróżujący czytelnicy. Lubię też chodzić ulicami, po których chodzili pisarze, lubię zaglądać w okna domów, w których mieszkali.

Triest oferuje nam sporo literackich możliwości. Mieszkał tutaj James Joyce; najpierw przy Villi Opicina tłumaczył Baśnie tysiąca i jednej nocy, a później przy ulicy Donato Bramante 4 pisał Ulisesa. Zaprzyjaźnił się z Italo Svevo, a właściwie Aaronem Hectorem Schmitzem, który właśnie dzięki Joyce’owi zdobył rozgłos, i który podobno był pierwowzorem postaci Blooma z Ulisesa

  

A dziś w Trieście nadal mieszka i pracuje inny słynny włoski pisarz, Claudio Magris. Przewodniki podają, że chodzi on na kawę do kawiarni San Marco przy ulicy Cesare Battisti 18. Ostatniego dnia pobytu w tym mieście właśnie tam wybraliśmy się na śniadanie, nie tyle z nadzieją ujrzenia Magrisa, ale chcieliśmy po prostu pooddychać tym samym co Magris powietrzem i napić się tej samej kawy. 

Kawiarnia faktycznie ma bardzo literacką atmosferę, bo niemalże wszyscy w niej coś pisali, a w sali obok urządzono kilka lat temu księgarnię. Wysokie sufity przynoszą na myśl kawiarnie wiedeńskie (w których co prawda nigdy nie byłam, ale które tak sobie właśnie wyobrażam). Można by jednak powiedzieć, że taki jest i cały Triest, nie do końca włoski. 

  

Kiedy zasiedliśmy w pobliżu stolika z rezerwacją, śmieliśmy się, że ta rezerwacja to na pewno dla Claudio Magrisa, bo z pewnością ma tu swój ulubiony stolik. Kiedy już popijaliśmy wyśmienitą triesteńską kawę (Triest w kawie przoduje i sprowadza największą ilość gatunków kawy), a ekipa filmowa zaczęła rozkładać swoje kamery i reflektory wokół stolika z rezerwacją, śmieliśmy się, że na pewno będą przeprowadzać wywiad z Magrisem. Jakie było więc nasze zdziwienie, kiedy przy rachunku kelner powiedział nam, że faktycznie ekipa filmowa jest tu dla Claudio Magrisa. Ba, pisarz powinien był się pojawić już 20 minut temu!

W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak zaszyć się w części księgarnianej i poczekać na gwiazdę, co się tyle spóźnia. Kazał na siebie trochę czekać, ale przynajmniej udało mi się go zobaczyć w jego naturalnym środowisku. I zrobić zdjęcie, co prawda z daleka i poruszone, ale nie mam wprawy w robieniu zdjęć z ukrycia! Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak w końcu przeczytać do końca jakąś jego książkę, a nie poddawać się zaraz po pierwszym rozdziale…

  

Reklamy