antropolog światów niedalekich

Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że egzotyka, pojmowana w swoim najbardziej rozpowszechnionym kształcie (a więc ta widziana z europejskiego pępka obserwacyjnego), zużyła się od ciągłego opowiadania o niej, a zwłaszcza od jej oglądania. Coraz częściej nachodzi mnie myśl, że prawdziwa egzotyka jest gdzieś niedaleko, za jedną, dwiema górami, za trzema, czterema granicami, albo w zasięgu wzroku, w naszym własnym kraju. 

Dariusz Czaja, Gdzieś dalej, gdzie indziej, str. 280.

Już na samym początku tej książki Dariusz Czaja nazywa siebie „antropologiem światów niedalekich.”   Wyjeżdża co prawda na południe Południa Europy, ale jest to ciągle Europa. Być może Europa prowincjonalna, po której ciężko szukać osobno wydanych przewodników, co najwyżej dostanie się jej rozdział w przewodniku po południowych Włoszech, ale jednak to miejsce oddalone jest tylko o kilka godzin lotu. Poza tym wartość książki Czai nie leży w tym, że stała się dla mnie jedynym przewodnikiem po Apulii, bo nawet gdyby książek o Apulii było tyle, co o Toskanii, albo chociażby tyle, co o Wybrzeżu Amalfitańskim, te eseje podróżnicze z łatwością mogłyby z każdą z tych potencjalnych książek konkurować.

Podróż Dariusza Czai jest podróżą po pustych stacjach kolejowych. Jest szukaniem autobusów, o których nawet miejscowi nie wiedzą, że kursują. Jest też oglądaniem „protez minionego świata”, ale oglądaniem wnikliwym, świadomym swojego subiektywizmu i tego, że „pisanie podróżne jest zawsze selekcją, wyborem szczegółów z magmy rzeczywistości wchodzącej w pole naszego postrzeżenia” (str. 284).

Autor porywa już od pierwszych zdań. Nie tyle licznymi włoskimi pobytami, co okołowłoskimi lekturami, i to pamiętam podczas pierwszego czytania mnie tak bardzo urzekło. Ten stan, w którym  „książki pracują w nas, nawet jeśli tego nie wiemy” (str. 213). Ale niech nie przerażają czytelnika te wszystkie intertekstualne nawiązania. Trzeba przyznać autorowi, że nawet kiedy pisze on o literaturze miejsc, o filmach czy o muzyce, nie są to suche fakty, nie jest to czyste chwalipięctwo w stylu: proszę państwa, czytałem Barthes’a i pamiętam, że pisał coś o Lecce. Czai w podróży naprawdę towarzyszy Muratow, Tarkowski, Barthes czy Cendrars i jego żywot Józefa z Copertino. To, co nadaje tej książce niesamowity klimat jest właśnie to, że stają się oni integralną częścią tej podróży, tak jak spotkanie ze sklepikarką spod Lublina w Monte Sant’ Angelo czy podróż pociągiem pełnym dzieciarni przygotowującej się do klasówki z geografii (Barletta – Spinazzola), tak samo jak pies spotkany w Barletcie.

O książce Czai Gdzieś dalej, gdzie indziej pisałam już wcześniej; była to jedna z pierwszych opisanych przeze mnie lektur, i już wtedy wiedziałam, że kiedyś do niej powrócę. A że powróciłam właśnie teraz pomyślałam, że to dobra okazja, żeby o tej książce przypomnieć, i to przypomnieć głośniej niż podrzuceniem linku do starego wpisu, bo powrót do tej książki okazał się przyjemnością.

Tym razem książki Czai nie czytałam wszędzie, bo doszłam do wniosku, że Gdzieś dalej, gdzie indziej nie nadaje się do czytania w autobusie, chyba że jest to autobus do Gargano. Nie ma też co jej czytać na przerwie w pracy, bo zaraz trzeba będzie ze smutkiem odłożyć. Czytałam więc tę książkę dużymi kęsami, z mapą pod ręką, z notatnikiem i ołówkiem w pogotowiu. Spisywałam nazwy miejscowości, które odwiedził Czaja, przeczytane przez niego książki. Nie wszystkie, niektóre już przeczytałam (Muratow! to przecież dzięki niemu sięgnęłam po Obrazy Włoch). Spisywałam nazwy płyt, ale też nie wszystkie, niektóre już miałam, chociaż zupełnie zapomniałam, że one w tej książce występują (widocznie książki pracują i we mnie).

Dariush Czaja

Jest to doskonała lektura nie tylko dla tych, co wybierają się na południe południa. Nie tylko dla tych, co tam już byli. Nie tylko dla tych, co uwielbiają Włochy. Chociaż oczywiście dla tych też. Ale też i dla tych, dla których każda lektura jest podróżą. Gwarantuję, że będzie to podróż wyśmienita. A na zakończenie podzielę się jeszcze jednym cytatem z książki, który od teraz stanie się moim mottem:

Może jest tak, jak prawią nam różni mądrale, że wszystko już było. W porządku: ale mnie przy tym nie było, a to, że teraz, tu, w tym czasie, w tym miejscu jestem, zmienia wszystko.

Dariusz Czaja, Gdzieś dalej, gdzie indziej, str.13

uczta

tochman na ostatniej stronie okładki książki dariusza czai pisze: nie czytajcie słów czai w pośpiechu. smakujcie je. oj, jak trudne jest podążenie za jego radą!

gdzieś dalej, gdzie indziej jest taką smakowitością, że mam ochotę przeczytać ją całą, od razu. pisarstwo jest to przednie, język wyśmienity, na dodatek duuuuużo odniesień kulturowych i literackich, takich bez zbędnego zagłebiania się, które bardzo lubię, bo wymagają od czytelnika wiedzy, i wysiłku, i w wyniku których często, gdy tej wiedzy brak, nowa pozycja wędruje na listę książek do przeczytania.

dariusz czaja jest w tej książce podróżnikiem, i to podróżnikiem kompletnym. jak sam pisze na początku książki, podróż składa się z trzech etapów, a raczej są trzy podróże: przygotowanie się do podróży już jest podróżą, potem jest sama podróż – droga, a na końcu – pamiętanie o podróży, które jest podróżą właściwą. bardzo mi się ta typologia podoba.

to wspominanie podróży czyni właśnie podróż wyjątkową, jedyną. w ten sposób nawet podróżowanie po włoszech, które zostały już kompletnie zatupane, opisane i obfotografowane może stać się przeżyciem wyjątkowym. książka właśnie składa się ze wspomnień autora z podróży po italii, i z przygotowań do niej – i tu autor wspomina również lektury, które prawdopodobnie towarzyszyły mu w przygotowaniach do podróży włoskich. i tu już zagłębia się nieco bardziej, daje obszerne cytaty i opisy książek.

ogólnie jestem zachwycona, i smakuję sobie tę książkę w małych porcjach, ale kiedy tylko mogę. przy porannej kawie, przy przerwie na herbatę, kiedy siedzę przy biurku z książką w jednej ręce, z kubkiem herbaty w  drugiej, co ma oznaczać: nie przeszkadzać, mimo że jestem przy biurku to mnie tu nie ma! i na przerwach w parku, na kocu, wśród pyłków z drzew, co padają jak śnieg. i nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie wrócę do domu, i będę mogła w spokoju swojego pokoju zagłębić się w lekturę!

a jak chcecie coś więcej o książce poczytać zapraszam do recenzji w dwutygodniku.