Dowody na istnienie

Są książki, które, pomimo tego że są znakomite, raz wydane nie mają swoich wznowień i szybko znikają z księgarń. Stają się praktycznie nie do zdobycia, może gdzieś się kurzą na biblioteczynych półkach, ale też nie zawsze zdajemy sobie sprawę z ich istnienia, bo w prasie przecież (i w sieci) mówi się tylko o nowościach. Już chociażby dlatego tak bardzo spodobało mi się powstanie wydawnictwa Dowody na Istnienie. Bo nawet jeśli nie wszyscy od razu pobiegniemy do księgarni, żeby ich książki kupić, to może niektórzy z nas przejdą się do pobliskiej biblioteki, i odkurzą ich wydania sprzed dwudziestu czy trzydziestu lat.

Trzy pierwsze książki tego wydawnictwa kupiłam prawie bez zastanowienia. Prawie, bo jednak zastanawiałam się chwilkę nad książką Wiesława Łuki Nie oświadczam się, bo to w końcu ponure sprawy, ale ostatecznie doszłam do wniosku, że przecież nie jestem emocjonalnym leniuchem, i że kiedyś na pewno tę książkę przeczytam. Jak się okazało przeczytałam od razu, nie wiedzieć czemu temat „sąsiedzi zamordowali sąsiadów” wydał mi się wyjątkowo świąteczny. Być może dlatego że morderstwo miało miejsce podczas pasterki, a może dlatego że w Święta łatwiej znieść trudne tematy? A może po prostu dlatego że reportaż jest rewelacyjny, i jak już go otworzyłam, to nie mogłam zamknąć?

Ale książka, na którą najbardziej się cieszyłam to Noc Generała, o której Mariusz Szczygieł pisał w jednym ze swoich felietonów w „Dużym Formacie”. Była to świetna autopromocja, bo od tego czasu nie mogłam przestać myśleć o tej książce. Sytuacja niebiezpieczna, bo można się przeciez mocno rozczarować. Tymczasem książkę przeczytałam (niemalże) jednym tchem, musiałam momentami spowalniać i mówić sobie dość, bo przecież jak za dużo rzeczy w głowę napcham, to niewiele zapamiętam, a zapamiętać chciałam jak najwięcej. I na jak najdłużej rozłożyć przyjemność lektury. A Meretika czyta się jak świetnie napisany thriller, kartki przewraca się w skupieniu i z wypiekami na policzkach (nie, nie dlatego że tak grzeją kaloryfery). Mariusz Szczygieł miał rację, ta książka to rzecz najbliższa byciu tam i wtedy, i jak się nie ma swoich wspomnień, i przypuszczam że i jak się je ma, bo przecież nie można być w kilku miejscach jednocześnie. A dzięki tej książce można. I jeszcze to, że została napisana przez francuskiego dziennikarza, przez kogoś, kto znał sie na sprawach polskich, ale nie był nimi bezpośrednio dotknięty, dodaje tej książce obiektywności i wiarygodności.

Mam jeszcze jedną książkę Dowodów na Istnienie, Na wschód od Arbatu Hanny Krall, ale z jej lekturą nieco poczekam, bo  minie trochę czasu zanim będe mogła zakupić kolejne pozycje tego wydawnictwa. A poza tym myślę że fajnie by było przeczytać tę książke tuż przed biografią Hanny Krall, której wydanie planowane jest na maj. Wydawnictwo zapowiedziało już wznowienia kolejnych reportaży, ale ciekawią mnie też pozycje nowego pokolenia reportażystów, chociaż do nich podchodzę z dozą ostrożności, i na Cudowną się nie skusiłam. Ale że książki z czeskiej serii będą świetne, to nie mam najmniejszych wątpliwości!

meretik