czytanie zachłanne

Kiedy ostatni raz czytaliście książkę, która zachwyciła was dosłownie od pierwszej strony? Ale naprawdę zachwyciła, nie tak, że pomyśleliście, o, to może być coś fajnego, albo wam się przyjemmie czytało, tylko od pierwszej strony czytało wam się po prostu fantastycznie? Kiedy ostatni raz odłożyliście książkę i nie mogliście się powstrzymać przed natychmiastowym wyjściem do księgarni po jej drugą część? Bo ja wczoraj. Powstrzymałam się w końcu, bo była prawie jedenasta w nocy, więc wszystkie księgarnie były zamknięte, ale teraz przerabiam niespokojnie nóżkami w oczekiwaniu na dwunastą, kiedy to sklepy w niedzielę otwierają swoje podwoje.

O Elenie Farrante opowiedział mi znajomy, już parę lat temu, że był zachwycony. Ja sobie wtedy tę Elenę wyguglałam, ale stwierdziłam, że biedne dzieciństwo w Neapolu to niekoniecznie temat, na który miałabym ochotę. W międzyczasie Ferrante stawała się coraz bardziej znana, z każdym kolejnym tomem jej neapolitańskiej historii w mediach było jej więcej i więcej, porównywać zaczęto ją do Knausgaarda (chociażby tutaj), została też tegoroczną finalistką Premio Strega, na wiosnę ukazał się z nią wywiad w Paris Review (do przeczytania tutaj), a zanim ukazał się ostatni, czwarty tom, wydawało się, że już wszyscy na niego czekają. A pomimo to, o Ferrante nikt nic nie wie. 

Nie wiemy gdzie mieszka, czym się zajmuje poza pisaniem książek, ile ma lat, czy ma dzieci, męża, jak wygląda, jak ma naprawdę na imię, nie wiemy nawet czy jest kobietą czy mężczyzną, chociaż teraz raczej się zgadzamy, że najpewniej jest kobietą. Ale to nic, bo według Ferrante nie to powinno nas interesować, tylko jej książki. One nam powinny wystarczyć, a osoba autorki/autora nie ma nic do rzeczy. 

Genialna przyjaciółka to historia przyjaźni pomiędzy Eleną i Lilą, opowiedziana z perspektywy starszej już Eleny. To Lila jest tą genialną przyjaciółką, najlepszą we wszystkim. Dziewczęta dorastają w ubogiej dzielnicy Neapolu, w rodzinach, w których zawsze brakuje do pierwszego i w których dzieci najczęściej kończą swoją edukację na szkole podstawowej, w czasach kiedy najlepszą metodą wychowawczą był pas i lanie od ojca i nikt się temu nie dziwił. Obawiałam się głównie tego wątku, ale nie jest to proza, która ma wywołać litość u czytelnika, nie jest to też główny temat tej książki ani główny problem jej bohaterek. 

Ferrante czyta się z przyjemnością i z łatwością, bo ona pisze z łatwością. Podczas lektury miałam wrażenie, że dla autorki wybór zdań był oczywisty, naturalny i nie nastręczał trudności, że Ferrante ma swój głos, tak jak miała go Lila w liście do Eleny, i tak jak później wypracowała go Elena. Co prawda w angielskim wydaniu pochwała w równej mierze należy się tłumaczce, i pozostaje tylko mieć nadzieję,  że z polskim spisano się równie dobrze. 

Naprawdę dawno nie czytałam czegoś z takim zainteresowaniem i z taką zachłannością. Pierwszy tom kończy się kiedy przyjaciółki mają po szesnaście lat i pomimo tego, że wydarzeń w dalszych tomach łatwo możemy się domyślić, tak jak łatwo można było odgadnąć bieg wydarzeń w Genialnej przyjaciółce, to czujemy że musimy zaraz, już i teraz otworzyć tom drugi. I chyba w tym tkwi sekret dobrze napisanej prozy, że czyta się ją z zachłannością i nie dla samej fabuły, tak jak z zachłannością czytałam Hilary Mantel, doskonale wiedząc,  jak  skończy Cromwell. 

Tymczasem zaraz otworzą księgarnię, więc ja biegnę po Historię nowego nazwiska, a moi przyjeciele powinni czuć się ostrzeżeni, że teraz z byle okazji (i bez okazji), dostaną ode mnie książkę Eleny Ferrante. 

  

PS. Ferrante została wydana w Polsce przez wydawnictwo Sonia Draga, któremu udało się wydać kilka fajnych książek, lecz których promocja u nich leży i kwiczy, niestety. Nie mogę powstrzymać się od żalu na myśl, że gdyby Ferrante została wydana przez Wydawnictwo Literackie, tak jak Knausgaard, to i w Polsce cieszyłaby się podobną popularnością. Nie wspominając już o infantylnej okładce; kiedy możemy mieć nadzieję, że ta z wydania włoskiego i angielskiego jest pewną grą z czytelnikiem, tak ta z wydania polskiego klasyfikuje książkę jednoznacznie. Nie dajcie się jednak zmylić, Ferrante to pierwszorzędna literatura!