erratum

powroty bywają trudne. nieważne czy są na dłuższą czy na krótszą chwilę, czy są bardziej wizytami, czy powrotami prawdziwymi. bywają jeszcze trudniejsze jeśli powrót nie jest zaplanowany, jak w przypadku trzydziestoparoletniego michała bogusza, bohatera filmu marka lechkiego. trudność powrotu często wynika z tego, że powodem wyjazdu nie jest chęć odkrywania świata, ale ucieczka. a jednak to w miejscu, z którego pochodzimy świat jest prawdziwszy. tu czujemy siłę grawitacji.

jest jeszcze kwestia jak bardzo wyjazd nas zmienia? ja, chodząc po świeżo wyremontowanym krakowskim przedmieściu, podliczam nowo wybudowane wieżowce, obserwuję jak zmienia się miasto, a jednocześnie jego tętno pozostaje takie samo. podobnie jest ze mną, włosy trochę dłuższe, trochę więcej kilogramów, ale moje marzenia pozostają te same. być może minęło za mało lat, ale chcę wierzyć, że jednak nie.

dawno nie widziałam tak dobrego filmu jak erratum. wzruszającego, a jednocześnie nie przekraczającego granicy taniego sentymentalizmu. nie było w nim ani jednej zbędnej sceny, nie trwa ani jednej minuty za długo. oszczędność środków w filmie działała wyciszająco. bliskie ujęcia były dla mnie chwilami wręcz klaustrofobiczne, ale myślę, że operatorowi o takie właśnie wrażenie chodziło. film mówi obrazami, co się też rzadko zdarza, chociaż ostatnio widziałam jeszcze submarine, który był niezwykle obrazowy. aczkolwiek zdjęcia przemysława kamińskiego mają jeszcze bardziej wyjątkową moc wzruszania, być może dlatego, że ukazują świat, który jest mi bliższy.

powroty bywają trudne, ale są potrzebne. każdemu z nas jest potrzebny taki powrót od czasu do czasu. żeby odnaleźć siebie prawdziwego. siebie rdzennego.

nie, nie zamierzam tutaj pisać recenzji tego filmu, możecie sobie przeczytać co napisał tadeusz sobolewski. lub obejrzeć zwiastun i iść na film:

Reklamy