muzealnie

raz do roku mam zryw muzealny. uświadamiam sobie wtedy, że żyję w mieście bardzo bogatym w muzea i biegam na wystawy. wchłaniam. nie analizuję, co dla mnie nie jest stanem naturalnym. lubię co prawda, gdy za czymś, co oglądam stoi historia, niekoniecznie ta pisana dużą literą. lubię opowieści, tak trochę tradycyjnie. gdy chodzę do muzeów i galerii nie szukam niczyich manifestów. chcę patrzeć. przyglądać się nie tylko obrazom, ale także ludziom w galerii: turystom, którzy biegają z jednej sali do drugiej, szukają słoneczników van gogha albo innego równie wielkiego nazwiska, matkom z dziećmi, które po prostu wybrały się na spacer do galerii, starszym panom robiącym notatki, parom wymieniającym uwagi, studentom siedzącym na ławeczkach ze szkicownikiem na kolanach i ołówkiem w ręku, czasami samotnie, czasami w grupie, pięciolatkom siedzącym wokół jakiegoś gigantycznego obrazu i bawiącym się własnymi kredkami…

lubię chodzić po salach pełnych portretów, pełnych malarstwa i fotografii znanych i mniej znanych ludzi. jest to jak spotkanie. tych mniej znanych spotykasz pierwszy raz, zagłębiasz się w obraz, poznajesz. notka z boku daje ci ich telegraficzną biografię. najlepiej jest jednak ‚spotykać się’ w ten sposób już z kimś znanym. na zdjęciu i obrazie widzisz kogoś, kogo znasz z innej strony: z pisania, obrazów, rzeźby, ze słyszenia chociażby. nawet jeżeli portret jest pozowany, zawsze zdradza coś więcej, coś co trudno jest uchwycić słowami. chyba jeszcze lepiej niż malarstwo oddają to fotografie, kiedy pozwalają nam zajrzeć do gabinetów pisarzy, atelier plastyków, lub wręcz do domu portretowanego.

taką właśnie gratką była dla mnie dzisiejsza wyprawa do national portrait gallery na wystawę fotografii idy kar. obecnie mało znana, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych była ‚fotografem od znanych ludzi’. była również pierwszym fotografem, który miał swoją indywidualną wystawę. zorganizowała ją ze swoich własnych środków w withechapel gallery (co jej się niestety nie zwróciło). jej fantastyczne prace, takie jak wzruszający portret Marc Chagalla, czy urzekające zdjęcie Camille Bombois z żoną, walczyły o to, żeby fotografia zajęła miejsce w panteonie sztuki. było to pięćdziesiąt lat temu. i myślę, że ida kar musiałaby walczyć o to tak samo i dziś, kiedy powstają miliony zdjęć, a tak niewiele z nich potrafi przemówić do odbiorcy.

zdjęcie iris murdoch wykonane przez idę kar
Reklamy