subiektywny przewodnik po księgarniach londyńskich – część III

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że nie dokończyłam swojego subiektywnego przewodnika po księgarniach londyńskich, którego pierwsza część znajduje się tutaj, a druga tu. Ponieważ w ostatniej części planowałam zamieścić moją ulubioną księgarnię, postanowiłam teraz ten brak nadrobić.

Wnętrze Daunt Books na Marylebone High Street
Wnętrze Daunt Books na Marylebone High Street

Tą ulubioną księgarnią jest Daunt Books – chyba najbardziej klimatyczna księgarnia, w jakiej dane było mi być. Drewniane półki, drewniane stoliki, kwiaty na stołach, zero promocji. Świetnie zaopatrzony dział dla dzieci, a lepiej jeszcze dział podróżniczy. Podobnie jak w Stanfordzie, obok przewodników po danym kraju i literatury podróżniczej znajdziemy tutaj również autorów z tego kraju, jak i literaturę o tym miejscu. Kilka lat temu rozpoczęli również działalność wydawniczą i na swoim koncie mają już 40 wyjątkowych tytułów, a najnowszy to Jack and Rochelle, autobiograficzna opowieść o miłości narodzonej w okopach polskiej partyzantki z czasów drugiej wojny światowej.

Daunt Books na Haverstock Hill, Belsize Park
Daunt Books na Haverstock Hill, Belsize Park

Najbardziej znaną i największą księgarnią Dauntsa jest ta na Marylebone High Street, ale to dwie jej mniejsze filie są mi najbliższe: jedna położona przy Belsize Park, druga, nieco większa, położona w niewielkiej odległości od niej (zaledwie 10 minut spaceru), tuż przy parku Hampstead Heath.

Wnętrze Daunt Books przy Hampstead Heath
Wnętrze Daunt Books przy Hampstead Heath

Duży wpływ na moją wielką sympatię do tych dwóch księgarń ma sama okolica, bardzo mi bliska: tak się zawsze składało, że w pobliżu albo pracowałam, albo mieszkałam na tyle blisko, że w pół godziny mogłam jeśli nie dojść do parku Hampstead Heath, to przynajmniej do niego na rowerze dojechać. Heath wielokrotnie oparło się rozlewającemu się Londynowi, i park ten zawsze wydawał mi się swojego rodzaju miejskim cudem, enklawą dziczy w centrum miasta. Ze swojego pierwszego roku w Londynie pamiętam przystanek kolejki naziemnej, na którym po pracy czekałam na pociąg do domu, w zieleni i wśród oszałamiającego śpiewu ptaków, który sprawiał, że czułam się jakbym była w jakiejś swojskiej podmiejskiej miejscowości, a nie w zupełnie obcej mi metropolii. Pamiętam, że rano w drodze do pracy z okna pociągu widać było małą łączkę, na której pasła się krowa, a przecież byliśmy w centrum miasta! Teraz najczęściej bywam w parku dla jego stawów kąpielowych, a przede wszystkim tego dla pań (kąpieliska są trzy: ladies pond, gents pond i mixed pond, ale ten dla wszystkich niestety nie jest imponujący). Kiedy tylko zaczyna robić się nieco cieplej, nad stawami spędzam niemal każde wolne popołudnie, woda zawsze jest bardzo orzeźwiająca, a w nadbrzeżnych drzewach mieszkają zielone papużki, a na temat ich pochodzenia krąży wiele opowieści, poczynając od tej, w której uciekły Henrykowi VIII, na tej, w której zostały wypuszczone przez Jimiego Hendrixa.

W Hampstead Heath jest też wiele wartych zwiedzenia miejsc, począwszy od najbardziej znanego Kenwood House, poprzez dom Keatsa na Fenton House skończywszy. Kenwood House to XVII-wieczna rezydencja, którą warto odwiedzić ze względu na znajdujące się w niej obrazy (Rembrandt, Vermeer, van Dyck), natomiast Fenton House, również z tego okresu, warto zobaczyć głównie ze względu na ogród. Po drodze do Fenton House można zajść do Oxfam Bookshop.

Kiedy dzisiaj spacerujemy po Hamsptead, pośród imponujących rezydencji, ogromnych domów z czerwonej cegły, a na ulicach mijają nas najnowsze modele Porsche czy Maserati, łatwo zapomnieć, że kiedyś dzielnica ta była zamieszkana przez mniej zamożnych artystów. Tak jak Bloomsbury w latach dwudziestych zeszłego wieku, tak Hampstead w latach trzydziestych znajdowało się niemalże na obrzeżach miasta, a koszty kupna czy wynajmu domu były znacznie niższe niż w innych dzielnicach przedwojennego Londynu. W związku z tym Hampstead stało się skupiskiem ludzi kultury i sztuki, jak również emigrantów, szczególnie z Europy Wschodniej czy z Niemiec, uciekających przed prześladowaniami czy zbliżającą się wojną. To tutaj mieszkał George Orwell, to tutaj mieszkała Lee Miller, to tu mieszkał Henry Moore, Barbara Hapsworth czy Naum Gabo.

Isokon przy Lawn Road
Isokon przy Lawn Road

W dzisiejszym Hampstead łatwo przeoczyć perełki modernistycznej architektury, które są ja ukryte skarby okolicy. Jednym z najciekawszych budynków jest schowany na tyłach szpitala Isokon, niedawno odnowiony i doprowadzony do dawnej świetności. Wybudowany w 1934 roku i zaprojektowany przez Waltera Coatesa, w zgodzie z zasadami szkoły Bauhausu, był domem dla wielu artystów, ludzi nauki, a nawet szpiegów. Tu w latach 1941-47 mieszkała Agatha Christie i tutaj napisała swoją jedyną szpiegowską powieść. To tu przez parę lat mieszkał Walter Gropius, założyciel Bauhausu.

Isokon
Isokon

Dziś, tak jak w 1934 roku budynek ten zachwyca białą bryłą, ale w czasach wojny pomalowano go na brązowo, żeby nie był tak widoczny podczas nalotów. Mieszkania tutaj są raczej małe, poza penthousem na ostatnim piętrze, w którym mieszkał Jack Pritchard, założyciel Isokonu. Ponieważ mieszkania były małe, a kuchnie w nich wręcz mikroskopijne, w budynku znajdował się również bar, miejsce spotkań nie tylko mieszkańców Isokonu, ale również okolicznych artystów, Henry’ego Moore’a czy Barbary Hepwhorth. Dziś Isobar został przerobiony na mieszkanie, ale za to w garażu urządzono stałą wystawę, opowiadającą historię domu i jego mieszkańców, a część obecnej ekspozycji poświęcona została słynnym „pingwinom”, czyli wydawnictwu Penguin Books założonemu przez Allena Lane w tym samym czasie, co Isokon. Towarzysząca Isokonowi wytwórnia mebli tuż przed wojną wypuściła na rynek podręczną półeczkę, specjalnie skonstruowaną na „pingwiny” właśnie, nazwaną Penguin Donkey.

Isokon
Isokon
Penguin Donkey, zaprojektowany przez Egona Rissa
Penguin Donkey, zaprojektowany przez Egona Rissa

W Hamsptead mieszkał też architekt Ernö Goldfinger i niedaleko od Isokonu, w odległości zaledwie dziesięciominutowego spaceru, przy 2 Willow Road, wybudował on swój dom. To kolejna perła modernistycznej architektury, która dziś znajduje się pod opieką National Trust, a jego środkowa część, zamieszkana kiedyś przez architekta i jego rodzinę, jest otwarta dla zwiedzających. Wybudowany tuż przed wojną, niepozornie wyglądający dom zdecydowanie warto odwiedzić, bo kryje on w sobie wiele skarbów. Trzy razy dziennie oprowadza po nim przewodnik, i pomimo że dom jest niewielki, warto wybrać się właśnie na zwiedzanie z przewodnikiem, bo opowie nam on nie tylko o nietypowej konstrukcji domu, meblach zaprojektowanych przez samego Goldfingera, ale i o mieszkańcach, ich gościach, i sztuce, którą zbierali Ernö i Ursula Goldfingerowie. Wykształceni w Paryżu przyjaźnili się z wieloma artystami, a w 2 Willow Road zachowały się między innymi rzeźby Henry’ego Moore’a, Marcela Duchampa, czy grafiki Maxa Ernsta. Na mnie największe wrażenie wywarły rzeźby Mathew Frere Smitha, który kształcił się w warsztacie Nauma Gabo.

2 Willow Road
2 Willow Road

Swoje spacery po Hampstead często kończę naleśnikami z malutkiej budki, która od przeszło 35 lat stoi  przy Perrins Lane. Chyba że nie mam siły stać czterdzieści minut w kolejce, wtedy kieruję się w stronę lodziarni przy Flask Walk, malutkiej uliczce pełnej sklepów z antykami. W okolicy znajduje się też księgarnia Waterstones i bardzo dobrze zaopatrzony Oxfam Bookshop, z którego nigdy nie wychodzę z pustymi rękami.

subiektywny przewodnik po księgarniach londyńskich – część II

Byłam dziś w Stanfordzie, księgarni dla podróżnickich, od której zaczynam wszystki swoje podróże. Siłą rozpędu zahaczyłam o dwie inne księgarnie, i tak mi wyszła druga część mojego przewodnika po księgarniach londyńskich. Których, doszłam ze smutkiem do wniosku, coraz mniej.

Stanfords

Położona w okolicach Covent Garden, rzut beretem od Trafalgar Square, i o krok od Leicester Square znajduje się księgarnia – raj dla podróżników wszelkiej maści. To miejsce, do którego wysyłaliśmy każdego klienta, który nie mógł znaleźć w naszej księgarni poszukiwanego przez siebie przewodnika czy książki podróżniczej. Dziś mi już tak nie imponuje zbiorem książek, ale nadal lubię tam chodzić, chyba przede wszystkim ze względu na mapy. Mają ich ogromny wybór, zaczynając od każdej mapy Ordnance Survey, najdoskonlaszego wydawnictwa kartograficznego na świecie, poprzez mapy turystyczne, nawet te trudno dostępne albo normalnie do kupienia tylko w kraju, do którego jedziemy, skończywszy na mapach specjalistycznych, drukowanych na zamówienie, czy takich, które wypełnią nam całą ścianę pokoju.

Oczywiście znajdziemy tam też spory dział przewodników po Wielkiej Brytanii, literatury brytyjskiej czy podróżniczych gadżetów, chociażby dlatego że księgarnia ta mieści się w centrum turystycznego Londynu. Poza tym mają kawiarnię ze smaczną herbatą, w przyzwoitej cenie. 

  

Foyles

Oczywiście w moim przewodniku nie może zabraknąć księgarni Foylesa. Ze Stanfords dojdziemy do niej w niecałe dziesięć minut, a znajduje się ona na słynnej Charing Cross, niegdyś ulicy księgarń. Ulica ta była zapełniona księgarniami jeszcze w roku mojego przyjazdu do Londynu, kiedy to roznosiłam po niej swoje cv. Zaniosłam wtedy i do Foylesa. Zresztą, każdy kto pracował w naszej księgarni zaniósł swoje cv i do Foylesa. Z utęsknieniem patrzyliśmy na księgarnię po drugiej stronie ulicy, nie tylko dlatego że zamykali o dwie godziny wcześniej od nas. W niedzielne ranki, przed otwarciem sklepu, z kolegą popijaliśmy kawę i snuliśmy fantazje, jakby cudownie było pracować w Foylesie. Uznawaliśmy ją za prawdziwą księgarnię, w przecziwieństwie do naszej, która sprzedawała też muzykę i filmy. Jasne, Foyles też miał muzykę i filmy, ale oni mieli z wyższej półki, a my same top 10. Zresztą wszystko, co znajdowało się w naszej księgarni było nastawione raczej na przypadkowego klienta, który zajdzie do księgarni i kupi książkę bo widział jej reklamę w metrze, a nie ze względu na walory literackie. 

Teraz nie moglibyśmy patrzeć z utęsknieniem na Foylesa, nie tylko dlatego, że naszej księgarni już nie ma, jest za to tkmaxx i w dziale historycznym sprzedają staniki. Foyles rok temu przeniósł się do budynku obok, zajmowanego wcześniej przez Central Saint Martins, szkołę, która też mi się kiedyś marzyła. Nowy Foyles, działający od kwietnia zeszłego roku, sporo różni się od starego, wyglądem sprawia wrażenie wręcz sterylnego, co nie podbiło serc wszystkich klientów. Mnie akurat ten wygląd się podoba, lubię tam chodzić pomiędzy piętrami, lub siedzieć w kawiarni z widokiem na przekrój księgarni, chociaż ich kawa i herbata nie należą do najtańszych. 

  

  

  

Jeszcze dwa lata temu zaszłabym również do księgarni Blackwells, kolejnego miejsca, w którym wszyscy z naszej księgarni chcieli pracować (tak, i ja zostawiłam tam swoje cv). Niestety, obecnie w tym miejscu znajduje się sklep meblowy. Podobnie się stało z wieloma mniejszymi księgarniami, którymi zapełniona była kiedyś Charing Cross, ostało się ich tylko parę. Dlatego po wyjściu z Foylesa zazwyczaj kieruję się w kierunku British Museum, i albo zachodzę do London Review Bookshop, albo do Waterstonesa, nieco dalej, przy Gower Street. 

Waterstones, Gower Street

Waterstones to sieciówka, wykupiona niedawno przez rosyjskiego magnata, prowadzona przez właściciela mniejszej, niezależnej sieci księgarń, Daunt Books, która pojawi się w następnym odcinku. Zazwyczaj unikam zakupów książkowych w sieciówkach, ale ta ksiągarnia, w tym akurat miejscu, zasługuje na wzmianę. Trochę dzięki temu, że znajdują się przy unwersytecie, a trochę dzięki temu że sama sieć też się sporo zmieniła odkąd zaczął nią zarządzać pan Daunts (na przykład zrezygnowano z uniformów dla księgarzy). W tym miejscu można znaleźć bardzo dobry wybór książek, włączając w to książki antykwaryczne i koncówki nakładów (moje ulubione!)

Tak, to w tej księgarni często spędzam swoje przerwy. To tu mają pół piętra końcówek nakładów wydawniczych, to tu zaopatruję się w książki z nyrb. Mają tu bardzo dobry wybór książek wszelkiej maści, z każdej dziedziny, co w pewnej mierze wymusza na nich lokalizacja obok uniwersytetu. Ale z tego, co wiem, osoby pracujące w księgarniach Waterstonesa mają też wpływ na to, co znajduje się u nich na półkach. A tu mamy pięć pięter książek (licząc parter i piwnicę). Nic dziwnego, że czasami spóźniam się do pracy. 

  

Adresy

Stanfords
12-14 Long Acre, London WC2E 9LP
Foyles
107 Charing Cross Rd, London WC2H 0DT
Waterstones
82 Gower Street, London WC1H 6EQ

subiektywny przewodnik po księgarniach londyńskich – część I

Kiedy po wypłacie mój kolega z pracy siedzi przy biurku planując kolejny „pub crawl”, wyszukując kolejne puby, ja planuję z koleżanką „crawl” po księgarniach. Planowania w tym mniej, bo i księgarni mniej w Londynie niż pubów, a ja i tak mam swoje ulubione, do których ciągle powracam. Uszczerbki na zdrowiu również mniejsze i pewnie tylko po kieszeni obrywamy tak samo, bo i zasady przyświecają nam takie same: jak i w każdym pubie trzeba wypić po piwie, tak i w każdej księgarni trzeba kupić po książce. Więc może i dobrze, że księgarnie zamykają wcześniej od pubów, bo i książka droższa od kufla piwa.

Po ostatnim takim przetoczeniu się po przybytkach książek pomyślałam sobie, że podzielę się swoimi ulubionymi księgarniami londyńskimi, więc dzisiaj jest ich część pierwsza i kilka ulubionych księgarń niezależnych.

London Review of Books

Jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Bloomsbury, w sąsiedztwie British Museum i mojej pracy, więc zdarza mi się tam zaglądać podczas dłuższych przerw. Najczęściej wychodzę stamtąd z bólem głowy od nadmiaru wrażeń i kolejnych literackich odkryć! To tu odkryłam na przykład Lydię Davis. Na półkach i stolikach London Review of Books nie znajdziemy większości tytułów z aktualnych list bestsellerów (i nieaktualnych też nie), bo zresztą nikt, kto szuka literatury bardzo popularnej, tu nie przyjdzie. London Review ma oczywiście masę klasyki, z niemalże każdej dziedziny, ale ma też ogrom nowych książek, z których w większości są to pozycje nieoczywiste. Nawet w dużo większej księgarni nie znajdziemy takiej różnorodności książek, autorów i wydawnictw, i to właśnie dlatego, że tutaj nie zapychają półek podrzędnymi książkami. Przy stolikach z nowościami możemy stać godzinami, do zamknięcia sklepu i ciągle coś nowego przykuwać będzie naszą uwagę, a jak już przykuje to lepiej kupić (od miesiąca zastanawiam się, kto napisał tę książkę w pomarańczowej okładce, której akcja zaczyna się w pubie; zdaje mi się, że ktoś na ‚B’, ale pomimo uporczywych poszukiwań jeszcze jej nie odnalazłam).

Nad księgarnią mieści się redakcja dwutygodnika London Review of Books, a obok kawiarnia, w której jednak nigdy nic nie udało mi się zjeść, bo albo było pełno, albo wołała kolejna księgarnia!

Persephone Books

Skoro jesteśmy już w Bloomsbury, to wprost nie wypada nam ominąć księgarni Persephone Books. Musimy tylko uważać, bo jak raz wejdziemy, to nie będziemy chcieli z niej wyjść! Księgarnia Persephone otuli nas swoim ciepłym, szarym wnętrzem, urządzonym jak salonik Virginii Woolf i Vanessy Bell. Ze ścian i stolików będą na nas zerkać szare książki (Persephone wydaje książki tylko w szarych okładkach, a tych ma już ponad setkę), ale również obrazy, porcelana i tekstylia, a wszystko spowite ciepłym światłem porozstawianych wszędzie lampek i zapachem stojących wokół kwiatów. Wypisz wymaluj salon literacki sprzed wieku. Nie zapominajmy o książkach, których redakcja ma miejsce nawet nie na tyłach sklepu, ale po prostu w jego części, bo zaraz za książkami znajdują się zawalone papierami biurka i stojąc w sklepie można podsłuchać jak dziewczęta redakcyjne przepisują czyjeś listy (szkoda, że nigdy nie mam odwagi się spytać czyje). Księgarnia jest oczywiście najlepszym miejscem do kupienia książek wydawnictwa, ale poza swoimi książkami panie z Persephone mają też kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt tytułów, które bardzo chciałyby wydać, gdyby tylko ich ktoś w tym nie ubiegł. Książki te zajmują jeden stolik, ale pozycje na nim ciągle się zmieniają, i jest on dla mnie nieustającym źródłem inspiracji.

Judd Books
W okolicy Persephone Books znajdują się dwie księgarnie z tanimi książkami, o których warto wspomnieć. Jedna z nich, Skoob Books, to antykwariat, ale książki wydają mi się tam dość drogie, a wybór niewielki. Lubię natomiast Judd Books, położoną bliżej British Library, w której są przede wszystkim książki z końcówek nakładów i mają bardzo dobry wybór z wielu dziedzin. W piwnicy znajdziemy spory dział non-fiction, trzeba tylko zostawić torbę na górze przy kasie, i znieść zrzędliwego pana, który przy każdym naszym kroku będzie narzekał jak to świat zszedł na psy i nikt już nie szanuje książek. Ale można też zostać na parterze, w świecie bardziej literackim, wśród nieco przyjemniejszych (i młodszych) panów.

Adresy:

London Review of Books
14 Bury Place, London, WC1A 2JL
Persephone Books
59 Lamb’s Conduit Street, London WC1n 3NB
Skoob Books
66 Marchmont St, London WC1N 1AE
Judd Books
82 Marchmont St, Saint Pancras, London WC1N 1AG