zakupy panny p.

Sierpień jeszcze się nie skończył, a w jego przeciągu zdążyłam kupić: za dużą dętkę do roweru (według logiki: rozmiar podobny to będzie pasował, tak samo jak ubranie w rozmiarze L wejdzie na osobę w rozmiarze M. nie? nie), dobrą dętkę do roweru, zestaw łatek, kolejną dętkę do roweru, nową oponę, a w końcu nowe koło, na które czekałam tydzień, bo jest niestandardowe i musiało być specjalnie zamówione. Nie będę wspominać, ile to razy wracałam z pracy na piechotę, pchając przed sobą rower, za pierwszym razem mówiąc sobie, że nic takiego się nie stało, każdemu prędzej czy później zdarzy się najechać na szkło. Za drugim razem ogarnęła mnie delikatna złość, za trzecim byłam po prostu wściekła. Kiedy w czwartek po pracy odebrałam nowe koło, myślałam sobie, że już nic nie może mi się w nim popsuć, w końcu jest NOWE. Zapomniałam jednak, że mój rower ma również inne części. Jak przerzutki. I łańcuch. Który nigdy mi nie spadał, ale tym razem po przejachaniu dwustu metrów, postanowił spaść i zaklinować się pomiędzy przerzutkami tak, że wyciągnięcie go zajęło mi pół godziny i dokonane zostało tylko i wyłącznie dzięki pomocy nieznajomego rowerzysty, który z miejsca zdarzenia odjechał wściekły – zapewne kiedy się zatrzymywał, nie spodziewał się, że będzie odjeżdżał aż po takim czasie i z rękami usmarowanymi po łokcie. Zapewne nie tylko ja spóźniłam się do pracy.

Postanowiłam jednak, że się nie dam złemu nastrojowi, i żeby zrównoważyć tę niemiłą przygodę, postanowiłam na najbliższej przerwie wyskoczyć do pobliskiej księgarni, w której mają najlepszą kawę (lepszą niż w każdym innym miejscu na naszym kampusie). Po wejściu do księgarni, która ze względu na sąsiedztwo akademickie jest naprawdę znakomicie zaopatrzona, zamiast do piwnicy powędrowałam jednak na pierwsze piętro, do działu z końcówkami nakładów. Widocznie podświadomie czułam, że tego dnia dla ukojenia nerwów potrzebować będę czegoś więcej niż przesłodzona kawa. W rezultacie całą przerwę na kawę spędziłam buszując po półkach i stolikach z przecenionymi książkami, gdyż te okazały się pełne skarbów, ewidentnie od mojej ostatniej wizyty mieli tam nową dostawę. A w nowej dostawie wszystko, co chciałabym mieć lub przeczytać. Udało mi się jednak ograniczyć do czterech książek po £2.99, bo jeszcze przecież na kawę musiało starczyć:

Remainders at Waterstones

Na samym dole mamy książkę z serii Virago Modern Classics, którą to serię postanowiłam skompletować głównie ze względu na jej walory estetyczne, a trochę z ciekawości, bo wielu autorek nie znam, a myślę, że warto. Już jedną książkę z tej serii kupiłam, również po okazyjnej cenie. Natomiast ta to Elizabeth Taylor A Game of Hide and Seek. O Elizabeth Taylor pierwszy raz usłyszałam kiedy Perspehone Books wydało jej biografię. W pierwszej chwili zdziwiłam się, dopiero później dotarło do mnie, że tu chodzi o inną Elizabeth Taylor. Ta jest autorką dwunastu powieści, kilku zbiorów opowiadań oraz książki dla dzieci, obecnie nieco zapomniana i niedoceniana.

Następna jest Rebecca West, The Fountain Overflows. Jej nazwisko przemykało mi od czasu do czasu, ale nigdy nie zwracałam na nią większej uwagi. Do momentu, kiedy podczas lektury biografii Evelyna Waugh znowu się natknęłam na jej nazwisko. Zdałam sobie wtedy sprawę, że West była cenioną pisarką, o wiele bardziej prominentną swego czasu niż sam Waugh. Ciekawe są koleje losu, bo teraz książki Waugh sprzedają się w większych nakładach niż za jego życia, a West chyba nieco straciła na sławie. A przecież Rebecca West była kiedyś bardzo ceniona, pisała też sporo i na różne tematy, jej pierwsza powieść, The Return of the Soldier, jedyna powieść o wojnie napisana przez kobietę i wydana w czasie wojny (1918) została sfilmowana w 1982 roku. Wydała też książkę o Jugosławii po II Wojnie Swiatowej, inną o procesach norymberskich, a The Fountain Overflows jest pierwszą z jej powieści autobiograficznych. Mam nadzieję, że na początek znajomości z pisarką może być.

Trzecia od dołu, druga od góry, to kolejna Elizabeth Taylor, Mrs Palfrey at the Claremont. Co prawda oprócz A Game of Hide and Seek, mam już jej jedną książkę, At Mrs Lippincote’s, jej pierwszą powieść wydaną w 1947 roku, jeszcze przeze mnie nie przeczytaną, więc w sumie mogłam się była powstrzymać przed kupnem tej, ale powiedzmy, że mam dobre przeczucia. Jakoś mnie ta opowieść najbardziej ciekawi z moich trzech książek Taylor.

A na samej górze leży Muriel Spark i The Comforters, jej pierwsza powieść, wydana w 1957 roku. Już zapomniałam ile przyjemności sprawia czytanie Spark! Myślę że pewien ciężar towarzyszący lekturze The Driver’s Seat i irytacja bohaterką tej krótkiej opowieści przysłoniły przyjemność płynącą wcześniej z lektury The Prime of Miss Jean Brodie i A Far Cry from Kensington. Zdecydowałam się na nią, bo przypomniało mi się, że ją jednak lubię, poza tym na okładce pojawił się Evelyn zapewniający, że książka jest „błyskotliwie oryginalna i fascynująca”. Na początku zdziwiła mnie ta rekomendacja, bo Waugh nie był szczodry w pochwałach. Po skończonej lekturze już ją rozumiem, w końcu główną bohaterką jest Caroline Rose, która przeszła na katolicyzm. Przypuszczam, że dla Evelyna każda książka traktująca o neofitach byłaby fascynująca… Co jednak nie zmienia faktu, że książka Spark jest naprawdę świetna. Oczywiście nie ma co jej porównywać z The Driver’s Seat, to trochę inny kaliber, ale równocześnie nie ma ona w sobie nic z pierwszej książki, nie czuć po niej debiutu, czyta się szybko, a przy tym widać znakomity zmysł obserwacji autorki.  The Comforters nie brakuje oryginalności, opowiada o 78-letniej Louise Jepp, która żyje ze… szmuglowania diamentów. Na jej tropie jest jej wnuczek, Laurence, ale raczej powoduje nim ciekawość i chęć udowodnienia sobie, że jest w stanie złapać babcię na gorącym uczynku, niż inne mniej szlachetne pobudki. Jest jeszcze narzeczona Laurence’a, Caroline, której towarzyszy ciągle dźwięk stukania w klawisze maszyny do pisania, i głos zdający narrację z każdej jej myśli, z każdego jej kroku – jak nic, Caroline jest w książce! Jest jeszcze masa innych postaci, które wydają się potwierdzać tezę Barona, przyjaciela Caroline, że świat jest zakładem dla umysłowo chorych, a my wszyscy jesteśmy maniakami, na tyle dobrze wychowanymi, że zaburzenia innych traktujemy z pobłażaniem. Cudowna książka i czytało się naprawdę z dużą przyjemnością.

titles