ali smith

Jednym z głównych bohaterów przedostatniej książki Ali Smith How to be both jest Francesco del Cossa, malarz z Ferrary, który podobno przed ukazaniem się powieści nie miał nawet swojego wpisu na Wikipedii. Do dziś niewiele o nim wiadomo, a gdyby nie jeden jedyny list do księcia Borso d’Este, nie wiedziano by o nim nic, malarz ten dołączyłby do grona malarzy anonimowych, a jego freski w Palazzo Schifanoia nadal by przypisywano jego rywalowi, Cosme Tura.

W How to be both to właśnie te freski jedzie obejrzeć druga główna bohaterka powieści, George (Georgia) ze swoją matką i bratem. Podróż ta, a razem z nią postać Francesco del Cossy, stanie się dla dziewczyny jednym z najważniejszych wspomnień związanych z matką, zmarłą w kilka miesięcy po wyprawie.

W National Gallery w Londynie, w sali numer 55, znajduje się obraz del Cossy:

img_2203
Święty Wincenty, część poliptyku Griffoni, National Gallery, Londyn

Portret świętego Wincentego, najczęściej pośpiesznie mijany w drodze do Portretu Arnolfinich van Eycka, też ma swoje miejsce w książce: Francesco w dzieciństwie słuchał przypowieści o cudach świętego, postać ta była też bliska jego ojcu. Natomiast George, po śmierci matki, zamiast chodzić do szkoły, chodzi do muzeum właśnie. Obserwuje obraz i obserwuje ludzi. Ten obraz, i ludzi, lubi sobie też poobserwować autorka powieści.

Dlatego też to National Gallery w Londynie zorganizowała spotkanie z Ali Smith. Pisarka zaskarbiła sobie moją sympatię już na samym początku spotkania urządzonego w muzeowym amfiteatrze,  kiedy poprosiła, żeby nie gasić świateł na widowni, bo chciałaby widzieć wszystkich, którzy przyszli. Podczas spotkania cały czas opowiadała z podnieceniem o swoich odkryciach i fascynacjach, które doprowadziły do napisania książki, o tym jak zainterasował ją Francesco del Cossa, chociaż z początku chciała pisać o Piero della Francesca, ale nadmiar dostępnych informacji ją trochę obezwładniał, i jak przypadkiem trafiła na reprodukcję jednego z fresków del Cossy i niemalże natychmiast wsiadła do samolotu i poleciała obejrzeć resztę jego malunków w Ferrarze. Nam też kazała wsiąść do samolotu i obejrzeć freski w Palazzo Schifanoia, zanim, z powodu czekającej je renowacji, staną się niedostępne dla publiczności na dłuższy czas.

Ali Smith chciała napisać powieść, która, tak jak fresk ukrywający pod warstwą farby rysunki, czasami odpowiadające późniejszym malunkom, czasami od nich inne, składałaby się z warstw. Warstwy te można wymiennie odczytywać, można je przekładać, mogą się uzupełniać. Tak też powstała How to be both: na powieść składają się dwie historie, miejscami się zazębiające, które można czytać w dowolnej kolejności, i które w różnej kolejności zostały wydane. I tak jedni czytelnicy dostają powieść rozpoczynającą się od historii Georgie, współczesnej nam angielskiej nastolatki, a drudzy powieść zaczynającą się od historii Francesco del Cossy.

Teraz, po ponownej, tym razem uważnej, lekturze How to be both, widzę jak doskonale udało się Ali Smith spełnić ten zamiar stworzenia powieści składającej się z warstw. Przy pierwszym czytaniu podobało mi się przede wszystkim to, jak Smith połączyła tak odmiennych bohaterów i ich historie, ale były to dla mnie dwie historie, powiązane pewnymi wątkami, chociażby fresków w Ferrarze, czy śmierci matki. Teraz, być może dzięki temu, że wiem, jaki efekt autorka chciała osiągnąć, być może dzięki temu, że znam już główną opowieść, dostrzegam te bardziej subtelne powiązania, widzę jak te opowieści nakładają się na siebie, tworzą tak naprawdę jedną historię.

U Ali Smith podobała mi się też bezpretensjonalność z jaką opowiadała o obrazach del Cossy, szczególnie o portrecie świętego Wincentego, a teraz tak rzadko rozmawia się o sztuce bez zadęcia. Spodobało mi się też to, jak na pytanie prowadzącej, czy malarstwo jej zdaniem jest tak samo ważne jak literatura, odpowiedziała, że w ogóle nie można tego rozdzielać, bo wszystkie sztuki mają jednakową moc wywoływania emocji, są tak samo dla wszystkich bez względu. I myślę, że Smith udało się pokazać to w swojej książce, i na tym spotkaniu, na którym siedziałam pomiędzy chłopakiem w rozpadających się butach, a panem ze złotym rolexem na nadgarstku.

ali smith