książki na lato

Ktoś mi kiedyś powiedział, że w lato można czytać tylko książki grube, księgi właściwie, a nie książki. Że słońce woła o opasłe tomy. Tymczasem ja latem ze swoich półek wyciągam książki jak najcieńsze. Nie tylko ze względu na to, że latem targam ze sobą dwulitrową butelkę wody, więc gdybym dołożyła do tego sześćset-stronicowe tomiszcze nie dałabym rady swojej torby udźwignąć. Nie tylko dlatego, że latem nie daję rady skupić się na długich opowieściach, na gęstych historiach, na maczkiem zapisanych kartach. Dla mnie lato to czas na czytanie niezobowiązujące, a czytanie cienkich książek takie właśnie jest. 

Lato to najlepszy czas na czytanie zbiorów wszelakichartykułów, felietonów, esejów; dlatego teraz sięgnęłam w końcu po Joan Didion, do której jakoś nie mogłam przysiąść w zimie. Dla równowagi, bo pani Didion ma 80 lat (co nie przeszkadza jej być twarzą Celine’a) czytam też zbiór artykułów i opowiadań młodziutkiej Mariny Keegan – jest w jej pisaniu tyle życia, świeżości i młodzieńczej wiary w przyszłość, że kiedy ją się czyta to, na myśl że Marina zginęła w wieku 22 lat, aż ciarki przechodzą po plecach. Być może gdyby żyła zostałaby kimś na miarę Joan Didion. 

Lato to najlepszy czas na czytanie opowiadań. Bo do opowiadania można po prostu usiąść i je w jeden wieczór skończyć. A później taki zbiór opowiadań można odłożyć bez wyrzutów sumienia, i wrócić do niego, kiedy się chce. Dlatego teraz przy moim łóżku leży zbiór opowiadań Alice Munro; mniej więcej raz w tygodniu czytam sobie jedno z nich. 

Latem też kompulsywnie kupuję książki z New York Review of Books. Kiedy mam gorszy dzień w pracy i chcę sobie poprawić humor, kiedy mam dobry dzień w pracy i chcę żeby był on jeszcze lepszy, zachodzę do pobliskiej księgarni i wybieram sobie dwie książki nie grubsze niż 250 stron. Właściwie już kilka tygodni temu przestałam zwracać uwagę na to, co wybieram, bo wszystko co do tej pory przeczytałam z tej serii było dla mnie niesamowitym odkryciem. Wpis stosikowy (lub stosowy) nastąpi. 

A nowa Tokarczuk poczeka sobie do przymrozków. 

  

PS. Dla zainteresowanych tutaj można przeczytać artykuł Mariny Keegan, napisany na zakończenie studiów. 

Reklamy