nowy jork, nowy jork!

Paul Auster zerkał na mnie z księgarnianych półek bardzo długo, zanim dałam mu szansę. Najpierw coś sobie ubzdurałam, że go nie lubi Dubravka Ugresić, ale jak ostatnio próbowałam znaleźć na to dowody nie skończyło się to sukcesem. Może ktoś, coś? Bo Google nic. Może jak powtórzę sobie książki Ugresic to wtedy coś, ale na razie w siebie wątpię! Potem doszły bardziej osobiste zażalenia, a mianowicie to, że jego żoną jest Siri Hustvedt. Czytałam jej kilka książek, albo raczej: przeczytałam jej jedną książkę, bo dwóch pozostałych nie skończyłam. Przeczytałam jej The Enchantment of Lily Dahl i wydała mi się bardzo fajna i świeża, więc kupiłam The Sorrows of an American. I nie dałam rady. Co gorsza, porzuciłam ją prawie przy samym końcu. Później, z jakiejś perwersji chyba, albo dlatego że książka była bardzo tania i kosztowała mniej niż kawa, kupiłam What I Loved. I też porzuciłam, tym razem już po kilkunastu stronach. Od tego czasu postanowiłam bojkotować nie tylko autorkę, ale również jej męża (odpowiedzialność zbiorowa). A jak już odkryłam, że pierwszą żoną Austera była Lydia Davis, i zamienił ją na taką Hustvedt, to już w ogóle był dla mnie skończony! Nawet jeśli to nie on ją zamienił tylko ona jego, to dla mnie jest to wystarczający powód, żeby fanką Austera jednak nie być!

Unikałam go do czasu, kiedy koleżanka kilka tygodni temu zabrała się za jego Księżycowy pałac. Koleżanka rozpływała się w zachwytach i nawet mi czytała fragmenty przez telefon, nie miałam więc innego wyjścia jak samej spróbować! I pomimo tego (a może dzięki?), że przed lekturą wyobrażałam sobie, jak bardzo książka będzie mi się niepodobać, to podobała mi się, i to nawet bardzo! Może nie będę się rozpływać w zachwytach, może po zamknięciu książki nie mam ochoty otworzyć jej z powrotem i przeczytać jeszcze raz, bo niestety widzę jej niedociągnięcia, i widzę, że gdybym ją przeczytała dziesięć lat temu, to bym się bardziej zachwyciła, ale była to naprawdę bardzo przyjemna lektura.

Lektura może miejscami infantylna (zdziwiłam się, że Auster napisał tę powieść w wieku czterdziestu paru lat, ale może jest on takim wiecznym chłopcem? a może napisał ją sporo wcześniej, tylko później wydał?), może miejscami za bardzo wszystko czytelnikowi tłumacząca, ale bardzo dobrze napisana. Nie wiem, czy gdyby nie sprawność językowa pisarza, to czy bym w ogóle tę nieprawdopodobną opowieść przeczytała, ale Auster pisze w taki sposób że po prostu nie można przestać przewracać kartek, aż dwa razy przejechałam przystanek, co mi się nie zdarzyło od bardzo dawna! Poza tym Nowy Jork opisany przez Austera jest po prostu cudowny, ośmielę się powiedzieć, że to jedyna prawdziwa rzecz w tej książce, bo historie czy postaci prawdziwe nie są (co wcale nie musi być wadą!). Poleciłabym tę książkę każdemu, kto wybiera się do Nowego Jorku, albo kto z tego miasta dopiero co powrócił (wtedy będzie miał ochotę znowu spakować walizki!).

Ogólnie jestem bardzo zadowolona, że dałam się Austerowi skusić, bo jest to sympatyczna i niewymagająca lektura. Podejrzewam, że za jakiś czas sięgnę po Trylogię nowojorską, bo jeśli tylko Nowy Jork jest tam taki jak w Księżycowym pałacu, to jest to dla mnie wystarczający powód. Poza tym znając moje zamiłowanie do powieści detektywistycznych, ten wątek na pewno mnie prędzej czy później skusi. Nie jestem tylko pewna co do późniejszych powieści Austera, bo podobno ostatnio pisze coraz bardziej jak jego druga żona…

moon palace

Reklamy