pani Anda

Anda Rottenberg przykuwa uwagę. Swoim niebanalnym imieniem, swoim niebanalnym wyglądem, swoją bezkompromisowością. Już od jakiegoś czasu mnie ciekawiła i jako osoba, i jako krytyczka sztuki, więc naprawdę się ucieszyłam, kiedy w serii z różą ukazała się rozmowa Doroty Jareckiej z Rottenberg.

Rozmowa jest doskonała, bo i Dorota Jarecka spisała się jako prowadząca: zadawała mądre i sensowne pytania, a co najważniejsze słuchała odpowiedzi. Okazało się to naprawdę miłą odmianą po wydanej w tej samej serii rozmowie ze Szpakowską, kiedy to utwierdziłam się w przekonaniu, że niestety, ale nie każdy umie rozmawiać. Tu, na szczęście, cała książka jest na wysokim poziomie.

Jarecka zbacza chwilami na tory osobiste, czyli jest mowa i o rodzicach Rottenberg, którzy poznali się w sowieckim obozie, i o Mateuszu, o poszukiwaniu rodziny, o wyborach osobistych. Najwięcej miejsca zajmuje jednak rozmowa o działalności kuratorskiej Rottenberg i o sztuce oraz spotykanych artystach. Szczególnie interesujące wydały mi się spostrzeżenia Rottenberg odnośnie zmian, które nastąpiły w odbiorze sztuki i w krytyce sztuki w Polsce „poludowej”. 

W Rottenberg jest ciekawość, chęć poznawania nowych rzeczy, i idący z tym brak „zadufania”.  Nie wiem, czy to nie jest przypadkiem rzecz pokoleniowa, bo moi koledzy i moje koleżanki z lekcji włoskiego też tacy są: w wieku dziewięćdziesięciu lat uczą się dwóch języków, czy udzielają się społecznie i na przykład czytają dzieciom w szkołach. Rottenberg cały czas poznaje nowe rzeczy, chwyta się nowych zadań, w wieku siedemdziesięciu lat kończy doktorat na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Myślę sobie, że ja też chcę taka być jak dorosnę.

Stymulujące w tej książce są też fragmenty o sztuce i o ludziach z nią związanych, i pomimo tego, że nie rozpoznałam wszystkich nazwisk, wcale nie czułam się tym faktem sfrustrowana. Wręcz przeciwnie, poczułam się zainspirowana do tego, żeby wreszcie z domu wyjść na jakąś wystawę, pomimo tego że lato sprzyja raczej wyprawom nad morze. Zainspirowana do tego, żeby odkurzyć albumy o sztuce, przecież sama kiedyś chciałam studiować historię sztuki (taki był mój plan, kiedy przyjechałam do Londynu, marzyła mi się tutejsza St. Martins).  

Tak jak i sztuka dziś jest dyskursem, tak i ta rozmowa prowokuje do dialogu, fermentuje myśli, ma się ochotę do niej dołączyć, coś dopowiedzieć, o coś dopytać. Po tej książce Andę Rottenberg lubię jeszcze bardziej. Chciałabym mieć ją w gronie swoich znajomych, ale skoro nie mam, dobrze że przynajmniej jest ta rozmowa, bo można do niej wracać wielokrotnie, można czytać na wyrywki przypadkowe rozdziały. Myślę sobie, że może wręcz tak tę książkę się powinno czytać, bo pochłonięcie jej od deski do deski jest przyjemne, ale nie daje czasu, żeby zastanowić sie nad tym, co mówi Rottenberg. Dlatego też ta pozycja nie zniknie szybko z mojego nocnego stolika.

  

Reklamy