staszka

sięgnęłam po książkę z reportażami stanisławy domagalskiej, jak mi się to często zdarza, przypadkowo, i trochę intuicyjnie. ‚intensywny zapach ruty’ leżał na stoliku w księgarni, wśród innych reportaży, przyciągał wzrok czarną okładką ze zdjęciem charyzmatycznej kobiety, palącej papierosa. siwiejące włosy, spięte w kok, wskazywały na już nieco podeszły wiek, ale szelmowski uśmiech, przebijający z całej jej twarzy, nie pozwalał jej tak łatwo sklasyfikować. dodatkowo książka wydana jest przez ‚wydawnictwo dom na wsi’, a ja lubię wspierać małe wydawnictwa. książkę więc zakupiłam i dołożyłam do kupki ‚do przeczytania’.

ostatnio trudno mi było zagłębić się w jakąś dłuższą narrację i reportaże staszki wydawały mi się właściwym antidotum na ten marazm czytelniczy. poza tym świetnie się nadawały na czytanie podczas przerw na herbatę w bibliotece (które zawsze sobie można przedłużyć, jeżeli zostało do przeczytania jeszcze parę stron). na początku tygodnia książka więc powędrowała do torebki. i niemalże od pierwszego reportażu mnie urzekła.
większość reportaży opublikowanych w książce została napisana w latach osiemdziesiątych, część pod koniec siedemdziesiątych i jeden w 2002. i przebija z nich coś bardzo rzadko spotykanego ostatnimi czasy: humanizm, zainteresowanie człowiekiem. pewna czułość do bohatera, obojętnie czy jest to uczeń, który marzy ‚żeby ludzie nie kopali ziemniaków, tylko ziemniaki żeby szły gęsiego do kopców i piwnic’, czy ksiądz pracujący z narkomanami, czy górnicy ze śląska, czy też unici, którzy właśnie dostali swoją cerkiew. jest to pisanie, które wzrusza. a jednocześnie nie jest nachalne, nie mówi mi co mam myśleć, nie staje po żadnej ze stron.

dodatkowo stanisława domgalska porusza w swoich tekstach tematykę szczególnie mi bliską, i wyjątkowo mnie fascynującą: pogranicza. jest reportaż o pograniczu polsko-ukraińskim, polsko-litewskim, o wielonarodowościowym śląsku, i krótki reportaż o gdańsku. lubię czytać o tym, jak ludzie, lepiej lub gorzej, uczą się ze sobą żyć. i żyją, pomimo różnic takich jak pochodzenie lub wiara. ciężko mi było tę książkę odłożyć wieczorem, ale myślę że akurat przyjemność czytania tej książki warto sobie dawkować.

Reklamy