tradycja

słońce grzeje, miejskie parki stały się moim drugim domem, ale traktuję je trochę niecierpliwie, z dozą irytacji wręcz, przechodząc z miejsca na miejsce, z cienia w słońce, ze słońca w cień, uciekając przed rozwrzeszczanymi dziećmi. z dozą zdziwienia obserwuję pozostałych parkowiczów i ich zdolności do pozostania w jednej pozycji przez bite 45 minut. (mierzyłam czas!)

w takich warunkach skończyłam cold comfort farm stelly gibbons i nie przestaje mnie zadziwiać angielski dialog z tradycją. w tej książce jest i emma jane austen, i thomas hardy, i intelektualiści bloomsbury, i pewnie wiele więcej, nawiązania, których obcy czytelnik osiemdziesiąt lat po publikacji nie zawsze jest w stanie wyłapać. a jednocześnie jest to książka, która nie tylko jest odpowiedzią na pewne tradycje literackie (jeśli nie wszystkie!), ale książka, do której autorzy nawiązują nawet w XXI wieku, jak chociażby rachel cusk w jej the country life, które dopiero teraz, po przeczytaniu obu pozycji, jestem w stanie w pełni docenić. i co mnie jeszcze zadziwia to to, że u stelli gibbons nie ma chyba jednego zdania, które byłoby napisane poważnie! nie jest to humor taki jak u amisa, podczas lektury niekontrolowane napady śmiechu nie są aż tak liczne. za to ironiczny uśmieszek nie schodzi nam z ust, trzeba wręcz uważać, żeby nie wykrzywił nam warg na stałe.