spotkania z Konwickim

To jest niezwykle ważne – znaleźć swój głos, własny sposób widzenia. Przecież każdy widzi świat inaczej. My odróżniamy noc od dnia, sowa nie, bo wszystko widzi jednakowo. Więc jak jest naprawdę: czy jest ciemno, czy jest jasno? Fizycy powiadają: żeby coś zaistniało w rzeczywistości, musi to ktoś zobaczyć, ktoś, kto będzie współuczestnikiem stawania się tego, jakimś bytem w jakiejś rzeczywistości. 

Tadeusz Konwicki w rozmowie Katarzyną Bielas i Jackiem Szczerbą,

Pamiętam, że było gorąco, str. 109

Czyżby spotkania z Konwickim stały się moją styczniową tradycją? Równo rok temu przeczytałam W pośpiechu, książkę w której z pisarzem rozmawia Przemysław Kaniecki. Teraz skończyłam Pamiętam, że było gorąco, gdzie rozmowę z Tadeuszem Konwickim prowadzą Katarzyna Bielas i Jacek Szczerba. I muszę przyznać lekturę skończyłam ze znanym mi z poprzedniej książki zachwytem. Znowu zakochana jestem w starszym panu.

Trochę się bałam, że rozmowa ta będzie podobna do późniejszej rozmowy przeprowadzonej przez Przemysława Kanieckiego. Są one jednak różne: W pośpiechu wydaje mi się o wiele bardziej osobiste, Pamiętam, że było gorąco – filmowe, bo Bielas i Szczerba rozmawiają z Konwickim przede wszystkim o jego filmach. Nie brakuje jednak i Wilna, i kawiarni Czytelnika, i kota Iwana. Nie brakuje przekomarzania się z rozmówcami, chociaż widać, że Konwicki nie miał z nimi aż tak bliskich relacji jak z Kanieckim.

Pomimo tego, że reżyser cały czas kryguje się, że „nic nie pamięta, ale pamięta, że było gorąco”, w książce jest pełno anegdot, głównie z planu filmowego i pracy w zespołach filmowych. Czytając o Hasie przypomniały mi się zajęcia z filmu z ostatnich last studiów (miałam panią od filmu, co to była zakochana w Hasie). Oprócz Hasa przewija się i Kawalerowicz, i Wajda, i Cybulski, a przede wszystkim przewijają się Gucio Holoubek i Andrzej Łapicki – Łapa. Kiedy Konwicki opowiada o ludziach, których znał i którzy byli mu bliscy, jest w nim wiele ciepła, które widać nie tylko w zdrobnieniach ich imion, ale chociażby w takim zdaniu, wypowiedzianym, kiedy rozmowa zeszła na Aleksandra Ścibora-Rylskiego: „nie można mówić o człowieku jak o maszynie, która mogłaby być wydajniejsza.” Podkreśliłam to zdanie, bo uważam że powinniśmy je sobie dzisiaj wywiesić na bilboardach; mam wrażenie, że o człowieku już się inaczej nie mówi jak w kategoriach wydajności. Tak więc nie same anegdoty wypełniają książkę, ale też pełnia życiowej mądrości i wiele obserwacji, chwilami aż przerażająco aktualnych:

Boję się, mówiąc wulgarnie, nacjonalizmów, nieustannych napięć plemiennych. Mam uraz do wszelkich fanatyzmów. W tej chwili wydaje nam się, że fanatyzm był związany tylko z faszyzmem, stalinizmem, socrealizmem. Fanatyzm był zawsze. Każda formacja czy wiele formacji politycznych miało czołówkę sfanatyzowaną. Nie dość tego, ja wam powiem – może cenzura to skreśli, jak się ocknie – że winą za to nie obarczam ideologii. Obarczam ludzi, którzy realizują jakieś idee. 

Tadeusz Konwicki, w: Pamiętam, że było gorąco, str. 157

Tadeusz Konwicki

Reklamy

bez pośpiechu

„Czyli tak zwana sztuka to jest rodzaj wielkiej przygody. Przygody, której chcemy, nie – która nam jest przymusowo dana, tylko chcemy tej przygody, chcemy w tej naszej oczywistości mieć takie iskierki czy płomyki czegoś nadrzędnego. Czegoś, co nam… no, boję się to powiedzieć, ale powiem: pomaga nam żyć. Bo taka pełna jałowość, przynajmniej pewnym osobnikom homo sapiens, byłaby nieznośna.”

Tadeusz Konwicki rozmawia z Przemysławem Kanieckim, W Pośpiechu

Tadeusz Konwicki może i spieszył się, żył w pośpiechu (albo przynajmniej tak o sobie mówił), ale rozmowy Przemysława Kanieckiego z Konwickim w pośpiechu lepiej nie czytać. Kiedy zabrałam się za tę książkę, to po lekturze pierwszych kilkunastu stron spytałam siebie z wyrzutem: dlaczego dopiero teraz?! Przecież ja ją już dawno powinnam była przeczytać! Potem stwierdziłam, że może jednak nie, może to dobrze, że czytam to dopiero teraz, bo inaczej tę całą przyjemność obcowania z Konwickim miałabym za sobą! Lecz kiedy zaczęłam zbliżać się do końca książki, doszłam do wniosku że chyba jednak szkoda, że czytam te rozmowy właśnie teraz, bo o wiele bardziej wolałabym mieć tę lekturę przed sobą…

Przyznam się bez bicia, że wcześniej Konwickiego dobrze nie znałam. Pewnie, na studiach przeczytałam parę jego opowiadań; pamiętam nawet jak rozmawiałyśmy o nich z przyjaciółką, jak byśmy bardzo chciały tego Konwickiego więcej poczytać. Kojarzę, że przyjaciółce nawet się udało tego Konwickiego więcej poczytać, mnie niestety nie. Widziałam też pewnie kilka jego filmów, ale to też było w czasie studiów, i naprawdę niewiele z nich pamiętam.

W Pośpiechu kupiłam zaraz po wydaniu, w takiej manii zbieracza i kupowacza nowości. Jak widać to na coś się przydaje, a książka może i swoje odstała, ale się w końcu przeczytania doczekała. Szkoda jednak że do lektury skłoniła mnie taka smutna okoliczność, wolałabym żeby co innego sprawiło, że sięgnęłam po te rozmowy, ale na to już nie jestem w stanie nic poradzić.

Chyba nie przesadzę, jeśli powiem że Tadeusz Konwicki jawi się w rozmowie z panem Przemkiem jako cudowny człowiek, skromny i bezpretensjonalny. Nie wiem, czy to nie zabrzmi  nieco bezczelnie, ale wręcz uroczy w tym przekomarzaniu się ze swoim rozmówcą, podtykaniu mu ciastzeczek z czekoladką, bo „te pan lubi”. Rozmowa jest wyborna i jest w niej wszystko: i dzieciństwo, i partyzantka, i Konwickiego przygody filmowe, i jego książki, i jego żona Danuta. Wszystko jest, rzadko się zdarza, żeby książka składała się w tak piękną całość.

Lektura W pośpiechu to właśnie taka przygoda, taka iskierka, płomień czegoś nadrzędnego, chociaż podejrzewam, że Konwicki słysząc to nieco by się zawstydził. Zastanawiam się tylko, czy takich ludzi już nie ma, czy może gdzieś jednak są, tylko ich nie widać zza tłumu tych, którzy są strasznie pewni siebie i przekonani o swojej wyjątkowości.

 W pospiechu