uczta

tochman na ostatniej stronie okładki książki dariusza czai pisze: nie czytajcie słów czai w pośpiechu. smakujcie je. oj, jak trudne jest podążenie za jego radą!

gdzieś dalej, gdzie indziej jest taką smakowitością, że mam ochotę przeczytać ją całą, od razu. pisarstwo jest to przednie, język wyśmienity, na dodatek duuuuużo odniesień kulturowych i literackich, takich bez zbędnego zagłebiania się, które bardzo lubię, bo wymagają od czytelnika wiedzy, i wysiłku, i w wyniku których często, gdy tej wiedzy brak, nowa pozycja wędruje na listę książek do przeczytania.

dariusz czaja jest w tej książce podróżnikiem, i to podróżnikiem kompletnym. jak sam pisze na początku książki, podróż składa się z trzech etapów, a raczej są trzy podróże: przygotowanie się do podróży już jest podróżą, potem jest sama podróż – droga, a na końcu – pamiętanie o podróży, które jest podróżą właściwą. bardzo mi się ta typologia podoba.

to wspominanie podróży czyni właśnie podróż wyjątkową, jedyną. w ten sposób nawet podróżowanie po włoszech, które zostały już kompletnie zatupane, opisane i obfotografowane może stać się przeżyciem wyjątkowym. książka właśnie składa się ze wspomnień autora z podróży po italii, i z przygotowań do niej – i tu autor wspomina również lektury, które prawdopodobnie towarzyszyły mu w przygotowaniach do podróży włoskich. i tu już zagłębia się nieco bardziej, daje obszerne cytaty i opisy książek.

ogólnie jestem zachwycona, i smakuję sobie tę książkę w małych porcjach, ale kiedy tylko mogę. przy porannej kawie, przy przerwie na herbatę, kiedy siedzę przy biurku z książką w jednej ręce, z kubkiem herbaty w  drugiej, co ma oznaczać: nie przeszkadzać, mimo że jestem przy biurku to mnie tu nie ma! i na przerwach w parku, na kocu, wśród pyłków z drzew, co padają jak śnieg. i nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie wrócę do domu, i będę mogła w spokoju swojego pokoju zagłębić się w lekturę!

a jak chcecie coś więcej o książce poczytać zapraszam do recenzji w dwutygodniku.

Reklamy